Nawigacja

Chcesz sprzedawać przez Internet swój kurs on-line, e-book lub inny produkt elektroniczny? Pamiętaj, by zadbać o kwestie prawne. Za chwilę opowiem ci, co musisz zrobić, by wszystko było legalne.

Ten artykuł to obszerny poradnik na temat prawnych i księgowych aspektów sprzedaży produktów elektronicznych. Znajdziesz tutaj informacje na następujące tematy:

Jakie prawo reguluje sprzedaż produktów elektronicznych?

Zacznijmy od podstaw. A że podstawy po prawniczemu to podstawy prawne, zacznijmy od… podstaw prawnych. Czyli przepisów, które regulują sprzedaż produktów elektronicznych.

Jeśli sprzedajesz on-line, twoje obowiązki wynikają z następujących ustaw:

  • ustawa Kodeks cywilny,
  • ustawa o prawach konsumenta,
  • ustawa o ochronie danych osobowych,
  • ustawa Prawo telekomunikacyjne,
  • ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Powyższe przepisy nakładają na ciebie obowiązki w zakresie przygotowania regulaminu, polityki prywatności, informacji o cookies, zadbania o stosowne klauzule na stronie internetowej oraz wdrożenia ochrony danych osobowych. Przygotowałem dla ciebie specjalny pakiet, który umożliwi ci wywiązanie się ze wszystkiego samodzielnie: pakiet dla sprzedawców produktów elektronicznych.

Pakiet dla sprzedawców produktów elektronicznych
Oprócz obowiązków związanych z regulaminem i ochroną danych osobowych, ważne są dla ciebie jeszcze następujące przepisy:

  • ustawa o swobodzie działalności gospodarczej,
  • ustawa o podatku dochodowym od osób fizycznych,
  • ustawa o podatku od towarów i usług.

Powyższe przepisy związane są już nie tyle z samym prowadzeniem sprzedaży, co z jej rozliczaniem.

Oprócz tego, znaczenie mają jeszcze:

  • ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych,
  • ustawa Prawo własności przemysłowej,
  • ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.

Te uregulowania są natomiast ważne z punktu widzenia nazwy i zawartości twojego produktu elektronicznego oraz tego, w jaki sposób go promujesz.

Dużo tego, prawda? Nie zaprzeczę. Na pocieszenie powiem ci, że nie będziesz musiał sam przebijać się przez te wszystkie przepisy. Ja już to zrobiłem i wszystko, z pomocą dwójki moich gości, za chwilę ci opowiem.

Gotowy? Zacznijmy od tego, czy musisz mieć firmę.

Czy muszę mieć firmę, by sprzedawać produkty elektroniczne?

To pytanie słyszę najczęściej. Równie często moja odpowiedź spotyka się z rozczarowaniem. Wiem, że chciałbyś teraz usłyszeć, że firmy nie potrzebujesz i możesz spokojnie rozpocząć sprzedaż swojego kursu przez skrupulatnie przygotowany landing page. Nie jest niestety tak różowo.

Jeśli swój produkt elektroniczny chcesz sprzedawać na własną rękę i w sposób zautomatyzowany (na zasadzie sklepu internetowego), to taką sprzedaż należy uznać za działalność gospodarczą. Dlaczego? Bo ma charakter zarobkowy, ciągły i zorganizowany, czyli wypełnia definicję działalność gospodarczej na gruncie ustawy o swobodzie działalności gospodarczej.

Art. 2 ustawy o swobodzie działalności gospodarczej

Działalnością gospodarczą jest zarobkowa działalność wytwórcza, budowlana, handlowa, usługowa oraz poszukiwanie, rozpoznawanie i wydobywanie kopalin ze złóż, a także działalność zawodowa, wykonywana w sposób zorganizowany i ciągły.

Jeśli chodzi o charakter zarobkowy, to chyba sam nie masz żadnych wątpliwości. Chcesz zarabiać na swoim produkcie elektronicznym, więc działalność ma charakter zarobkowy. Pamiętaj, że nie ma żadnego znaczenia, czy w rzeczywistości coś zarobisz. Liczy się sama chęć zysku.

Możesz się natomiast zastanawiać, co to znaczy, że działalność jest zorganizowana. W twoim przypadku podstawowym przejawem zorganizowanego charakteru działalności jest stworzenie automatycznego systemu sprzedaży na zasadzie sklepu internetowego.

Domyślam się, że swojej szansy upatrujesz teraz w wymogu ciągłości działalności. Możesz przecież sprzedawać przez tydzień, a potem sprzedaż zamknąć i uruchomić ponownie za jakiś czas. Czy w ten sposób sprawisz, że działalność nie będzie ciągła? Niestety nie. W tym przypadku, ze względu na to, że sprzedajesz poprzez automatyczny mechanizm, te przerwy pomiędzy akcjami sprzedażowymi schodzą na drugi plan.

Chcesz poczytać więcej o dylematach związanych z koniecznością założenia własnej firmy? Zajrzyj do innego mojego artykułu: Freelancer pyta: czy muszę założyć działalność?

Pozostawiając na boku przymiotniki charakteryzujące działalność gospodarczą, zadam ci teraz pytanie praktyczne. Klient kupuje od ciebie kurs, płaci, a następnie przesyła prośbę o fakturę. Nie masz firmy, więc nie możesz wystawić faktury. Co robisz? Tłumaczysz klientowi, że w sumie ta twoja sprzedaż to była tylko tak na próbę i jeszcze jej nie sformalizowałeś, w związku z czym nie możesz przesłać mu faktury? Jak dla mnie, to byłoby po prostu wizerunkowo słabe.

Zatem odpowiedź jest prosta. Sprzedaż produktów elektronicznych powinna być realizowana w ramach firmy.

Czy są jakieś alternatywy dla własnej firmy?

Nie bez powodu zdanie o sprzedaży realizowanej w ramach firmy było bezosobowe. Nie chciałem napisać bezpośrednio, że to ty musisz sprzedawać w ramach swojej firmy, bo nie byłaby to prawda. Przecież wcale nie jest powiedziane, że to właśnie ty musisz być sprzedawcą swojego produktu elektronicznego.

Twój kurs, e-book, czy inny produkt elektroniczny może sprzedawać ktoś inny. Żona, ojciec, brat, znajomy, czy ktokolwiek inny, kto ma firmę i zechce formalnie prowadzić sprzedaż.

Możesz również skorzystać z oferty inkubatorów przedsiębiorczości, płacąc miesięczny abonament za możliwość podpięcia swojej sprzedaży pod nich, czy też wrzucić swój produkt na specjalną platformę, która będzie sprzedawać za ciebie, pobierając prowizję.

Każde z tych rozwiązań ma podstawowy element wspólny. Formalnie sprzedawcą jest ktoś inny niż ty. Ty jedynie udzielasz temu komuś licencji na sprzedaż swojego produktu w zamian za ustalone wynagrodzenie. Potrzebujesz wtedy dobrej umowy licencyjnej, która zabezpieczy twoje interesy.

Jaki jest minus takiego rozwiązania? Bardzo prosty. Ukrywasz się pod cudzą nazwą. Chowasz swoją markę za plecy, pozostajesz w cieniu. Ja osobiście nie jestem przekonany do takiej formy sprzedaży własnego produktu. Jeśli już coś robię, chcę to robić w 100% pod swoją banderą.

Ale oczywiście rozumiem, jeżeli ty myślisz inaczej. Szczególnie, gdy dopiero zaczynasz i nie masz pewności, czy uda ci się zarobić na utrzymanie własnej firmy. Wtedy rzeczywiście warto, choćby na początek, pomyśleć o rozwiązaniu zastępczym, nawet za cenę podziału zysków z kimś innym.

Jeszcze jedną alternatywą dla własnej firmy, o której ostatnio usłyszałem, jest takie ogranie całego procesu sprzedażowego, by to, co płaci ci kupujący nie traktować jako przychodu z działalności gospodarczej, ale jako przychód z praw autorskich. Tutaj to ty występujesz formalnie jako sprzedawca, ale posługując się odpowiednio przygotowanymi regulaminami, nie sprzedajesz produktu, a jedynie udzielasz licencji na korzystanie z niego. Tyle, ile osób kupi twój produkt, tylu licencji udzielisz.

Mimo opłacalności takiego rozwiązania przy jednoczesnym braku konieczności podpinania sprzedaży pod kogoś innego, ja jestem wobec niego sceptyczny. Przede wszystkim dlatego, że jeśli mimo odmiennego niż przy tradycyjnej sprzedaży regulaminu, sprzedaż nadal prowadzona jest w sposób zautomatyzowany na zasadzie sklepu internetowego, to w dalszym ciągu masz do czynienia z działalnością zorganizowaną i ciągłą, co sprawia, że wpadasz w reżim działalności gospodarczej.

Uważam po prostu, że takie rozwiązanie nie jest bezpieczne, jeśli nastawiasz się na zautomatyzowaną sprzedaż on-line. Zawsze może ci zostać bowiem w takiej sytuacji postawiony zarzut prowadzenia niezarejestrowanej działalności gospodarczej. Ponadto, znowu wrócę do argumentu wizerunkowego – nie będziesz mógł wystawić klientowi faktury takiej, jakiej mógłby się spodziewać, dokonując zakupu od przedsiębiorcy.

Zatem jeśli chcesz uniknąć zakładania własnej firmy, to skłaniam się raczej ku podpięciu sprzedaży pod inną firmę na podstawie porządnej umowy licencyjnej niż kombinowaniu z ogrywaniem sprzedaży we własnym imieniu jako udzielaniu licencji z osobna każdemu kupującemu. A jeśli jesteś zdeterminowany, by rozwinąć sprzedaż swoich produktów elektronicznych na poważnie, to najłatwiej będzie po prostu założyć działalność i trzymać wszystko we własnych rękach.

Jeśli chcesz przeczytać o tym, jak założyć własną firmę, zapraszam do innego mojego artykułu: Jak bezboleśnie przejść na samozatrudnienie i i założyć firmę?

Artykuł dotyczy wprawdzie przechodzenia na samozatrudnienie, ale znajdziesz w nim uniwersalne porady dotyczące rejestrowania działalności gospodarczej w ogóle.

Jak księgować sprzedaż produktów elektronicznych?

Uf… temat konieczności sprzedaży produktów elektronicznych w ramach firmy już za tobą. Gratuluję cierpliwości i zapraszam do dalszej lektury. Teraz zajmiemy się kwestiami księgowymi.

Aneta MikulskaO kwestiach księgowych gościnnie zgodziła się napisać Aneta Mikulska, księgowa z pasją, właścicielka biura rachunkowego EPMA. Zrobiła to świetnie, bo w formie odpowiedzi na trzy najczęściej pojawiające się pytania, czyli:

  • czy muszę być VATowcem?
  • czy muszę mieć kasę fiskalną?
  • czy muszę wystawiać faktury?

Czy muszę być VATowcem?

To, że zakładasz firmę, nie oznacza jeszcze, że musisz rejestrować się do podatku VAT. Wiele firm, zwłaszcza małych, może skorzystać ze zwolnienia. Ustawa o VAT pozwala skorzystać z dwóch rodzajów zwolnień.

Pierwsze to zwolnienie ze względu na wielkość sprzedaży. Możesz z niego skorzystać, jeżeli twoja sprzedaż nie przekracza 200 tysięcy zł rocznie.

Drugie zwolnienie dotyczy towarów i usług wymienionych w art. 43 ustawy o VAT. Na liście są m. in. usługi nauczania języków obcych, czy niektóre usługi edukacyjne. Niestety zwolnienie z VAT usług edukacyjnych objęte jest dodatkowymi warunkami, co sprawia, że większość kursów online nie kwalifikuje się do tego zwolnienia, ale nie załamuj od razu rąk – zawsze warto twoją sytuację przeanalizować indywidualnie.

Jest też grupa towarów i usług, których sprzedaż zobowiązuje do natychmiastowej rejestracji do podatku VAT, bez jakichkolwiek zwolnień. Są to przede wszystkim usługi doradcze. Ustawa niestety nie definiuje jednoznacznie pojęcia doradztwa, a granica między np. doradztwem i konsultacjami jest bardzo nieostra. Jednak, jeśli piszesz na swojej stronie, że doradzasz klientom, a jednocześnie korzystasz ze zwolnienia z VAT, wiedz, że ryzykujesz.

Do VAT można się też zarejestrować dobrowolnie, ale opłaca się to głównie tym, którzy prowadzą sprzedaż dla VATowców. Jeśli twoimi klientami są osoby prywatne, albo firmy zwolnione z VAT, najprawdopodobniej nie opłaca ci się rejestrować do VATu.

Podsumowując, jeśli sprzedajesz swoje produkty online osobom prywatnym (nie-firmom) i nie prowadzisz usług doradczych, a twoja sprzedaż nie przekracza 200 tys. zł rocznie, to najprawdopodobniej możesz skorzystać ze zwolnienia z VAT i to będzie dla ciebie najbardziej opłacalne.

Czy muszę mieć kasę fiskalną?

Kasa fiskalna służy do ewidencjonowania sprzedaży na rzecz osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej. Jednak nie każdy musi ją mieć. Możesz skorzystać z dwóch zwolnień.

Pierwsze to zwolnienie ze względu na niewielką sprzedaż, czyli do 20 tys. zł rocznie (uwaga, jest to wielkość sprzedaży, a nie zysku).

Z drugiego zwolnienia możesz skorzystać nawet jeśli sprzedaż przekroczy magiczne 20 tysięcy, ale warunkiem jest, aby wszystkie wpłaty od klientów wpływały na rachunek bankowy.

Tylko uwaga – nie wolno ci przyjmować zapłat w gotówce. Przy korzystaniu z tego zwolnienia sprzedaż nawet jednej sztuki usługi lub towaru, za którą przyjmiesz zapłatę w gotówce, może cię zobligować do zakupu kasy fiskalnej.

Więcej o kasie fiskalnej możesz przeczytać w tym artykule: paragon w sklepie internetowym – jak go uniknąć?

Artykuł dotyczy wprawdzie sklepu internetowego, ale omówiona tam problematyka zwolnień od obowiązku posiadania kasy fiskalnej jest uniwersalna.

Czy muszę wystawiać faktury?

Jeśli korzystasz ze zwolnienia z VAT, musisz wystawiać faktury tylko wtedy, kiedy kupujący tego zażąda. Natomiast gdy kupujący nie prosi o fakturę, nie musisz jej wystawiać. Nie ważne, czy kupujący to osoba prywatna czy firma.

Jeśli jesteś czynnym podatnikiem VAT (VATowcem), musisz wystawiać faktury firmom, ale nie musisz wystawiać faktur konsumentom, czyli „zwykłym śmiertelnikom”. No chyba że zażądają faktury – wtedy już musisz ją wystawić.

Więc co wystawiać kupującemu, jeśli sprzedajesz kurs albo e-book?

Jeśli kupującym jest osoba prywatna, która nie żąda faktury, a ty nie masz obowiązku posiadania kasy fiskalnej, to nie musisz takiej osobie wystawiać żadnego dowodu sprzedaży. Jest to tzw. sprzedaż nieudokumentowana, którą ewidencjonujesz wyłacznie na potrzeby swoich rozliczeń podatkowych. Ewidencja ta powinna być przechowywana w miejscu, gdzie prowadzona jest działalność i powinna zawierać:

  • kolejny numer wpisu,
  • datę uzyskania przychodu nieudokumentowanego fakturami,
  • kwotę przychodu.

Może być prowadzona w zeszycie, w specjalnie do tego przeznaczonej „książeczce” (do kupienia w sklepach z drukami) albo w tabelce w arkuszu kalkulacyjnym.

Jeśli płatności otrzymujesz za pośrednictwem konta bankowego, wówczas dokumentem ewidencji sprzedaży może być wyciąg bankowy. Wtedy z przelewów otrzymywanych przez klientów powinno wynikać, jakiej transakcji dotyczą.

Regulamin sprzedaży produktów elektronicznych

To tyle, jeśli chodzi o kwestie księgowe, przynajmniej dopóki nie dobrniemy do sprzedaży zagranicznej. Tymczasem zajmiemy się regulaminem.

Sprzedaż produktu elektronicznego to nic innego jak zawarcie umowy z kupującym. Ponieważ do sprzedaży dochodzi on-line, w myśl prawa masz tutaj do czynienia z umową zawieraną na odległość.

Art. 2 ustawy o prawach konsumenta

Określenia użyte w ustawie oznaczają:

1) umowa zawarta na odległość – umowę zawartą z konsumentem w ramach zorganizowanego systemu zawierania umów na odległość, bez jednoczesnej fizycznej obecności stron, z wyłącznym wykorzystaniem jednego lub większej liczby środków porozumiewania się na odległość do chwili zawarcia umowy włącznie;

To ważne, ponieważ w ten sposób wchodzisz w reżim ustawy o prawach konsumenta, która nakłada na ciebie szereg obowiązków, głównie informacyjnych. Te obowiązki najłatwiej spełnić poprzez stworzenie regulaminu.

Art. 12 ustawy o prawach konsumenta

1. Najpóźniej w chwili wyrażenia przez konsumenta woli związania się umową na odległość lub poza lokalem przedsiębiorstwa przedsiębiorca ma obowiązek poinformować konsumenta w sposób jasny i zrozumiały o:

1) głównych cechach świadczenia z uwzględnieniem przedmiotu świadczenia oraz sposobu porozumiewania się z konsumentem;

2) swoich danych identyfikujących, w szczególności o firmie, organie, który zarejestrował działalność gospodarczą, a także numerze, pod którym został zarejestrowany;

3) adresie przedsiębiorstwa, adresie poczty elektronicznej oraz numerach telefonu lub faksu jeżeli są dostępne, pod którymi konsument może szybko i efektywnie kontaktować się z przedsiębiorcą;

4) adresie, pod którym konsument może składać reklamacje, jeżeli jest inny niż adres, o którym mowa w pkt 3;

5) łącznej cenie lub wynagrodzeniu za świadczenie wraz z podatkami, a gdy charakter przedmiotu świadczenia nie pozwala, rozsądnie oceniając, na wcześniejsze obliczenie ich wysokości – sposobie, w jaki będą one obliczane, a także opłatach za transport, dostarczenie, usługi pocztowe oraz innych kosztach, a gdy nie można ustalić wysokości tych opłat – o obowiązku ich uiszczenia; w razie zawarcia umowy na czas nieoznaczony lub umowy obejmującej prenumeratę przedsiębiorca ma obowiązek podania łącznej ceny lub wynagrodzenia obejmującego wszystkie płatności za okres rozliczeniowy, a gdy umowa przewiduje stałą stawkę – także łącznych miesięcznych płatności;

6) kosztach korzystania ze środka porozumiewania się na odległość w celu zawarcia umowy, w przypadku gdy są wyższe niż stosowane zwykle za korzystanie z tego środka porozumiewania się;

7) sposobie i terminie zapłaty;

8) sposobie i terminie spełnienia świadczenia przez przedsiębiorcę oraz stosowanej przez przedsiębiorcę procedurze rozpatrywania reklamacji;

9) sposobie i terminie wykonania prawa odstąpienia od umowy na podstawie art. 27, a także wzorze formularza odstąpienia od umowy, zawartym w załączniku nr 2 do ustawy;

10) kosztach zwrotu rzeczy w przypadku odstąpienia od umowy, które ponosi konsument; w odniesieniu do umów zawieranych na odległość – kosztach zwrotu rzeczy, jeżeli ze względu na swój charakter rzeczy te nie mogą zostać w zwykłym trybie odesłane pocztą;

11) obowiązku zapłaty przez konsumenta poniesionych przez przedsiębiorcę uzasadnionych kosztów zgodnie z art. 35, jeżeli konsument odstąpi od umowy po zgłoszeniu żądania zgodnie z art. 15 ust. 3 i art. 21 ust. 2;

12) braku prawa odstąpienia od umowy na podstawie art. 38 lub okolicznościach, w których konsument traci prawo odstąpienia od umowy;

13) obowiązku przedsiębiorcy dostarczenia rzeczy bez wad;

14) istnieniu i treści gwarancji i usług posprzedażnych oraz sposobie ich realizacji;

15) kodeksie dobrych praktyk, o którym mowa w art. 2 pkt 5 ustawy z dnia 23 sierpnia 2007 r. o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym oraz sposobie zapoznania się z nim;

16) czasie trwania umowy lub o sposobie i przesłankach wypowiedzenia umowy – jeżeli umowa jest zawarta na czas nieoznaczony lub jeżeli ma ulegać automatycznemu przedłużeniu;

17) minimalnym czasie trwania zobowiązań konsumenta wynikających z umowy;

18) wysokości i sposobie złożenia kaucji lub udzielenia innych gwarancji finansowych, które konsument jest zobowiązany spełnić na żądanie przedsiębiorcy;

19) funkcjonalności treści cyfrowych oraz technicznych środkach ich ochrony;

20) mających znaczenie interoperacyjnościach treści cyfrowych ze sprzętem komputerowym i oprogramowaniem, o których przedsiębiorca wie lub powinien wiedzieć;

21) możliwości skorzystania z pozasądowych sposobów rozpatrywania reklamacji i dochodzenia roszczeń oraz zasadach dostępu do tych procedur.

Nie będę tutaj szczegółowo opisywał regulaminu sprzedaży. W tym zakresie odsyłam cię do innego mojego artykułu: jak napisać regulamin sklepu internetowego?

Dotyczy on wprawdzie sklepu internetowego z produktami materialnymi, ale opisane tam zasady z powodzeniem możesz odnieść do sprzedaży produktów elektronicznych. Poniżej zwrócę natomiast twoją uwagę na pewne odrębności sprzedaży produktów niematerialnych w stosunku do sklepu z produktami fizycznymi. Te odrębności dotyczą:

  • rodzaju umowy zawieranej z kupującym,
  • formy dostawy produktu,
  • wymogów technicznych dla korzystania z produktu,
  • odstąpienia do umowy.

Najważniejsza informacja jest taka, że sprzedając produkt elektroniczny, nie zawierasz z kupującym umowy sprzedaży, lecz umowę o dostarczenie treści cyfrowych. W regulaminie powinieneś posługiwać się właściwym pojęciem.

W regulaminie musisz również uwzględnić specyficzny sposób dostawy produktu elektronicznego. Powinieneś jak najbardziej precyzyjnie opisać, w jaki sposób produkt zostanie dostarczony kupującemu. Czasem jest to po prostu wysyłka wiadomości e-mail z linkiem do ściągnięcia pliku, ale coraz częściej produkt udostępniany jest w ramach platformy, w której dla kupującego tworzone jest specjalne konto. Im bardziej precyzyjny będziesz w regulaminie, tym lepiej.

Pamiętaj przy tym, że jeżeli stwarzasz kupującemu możliwość korzystania z produktu w ramach platformy, to tak naprawdę świadczysz na jego rzecz jednocześnie usługę drogą elektroniczną. W takim wypadku wchodzisz w reżim ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną i regulamin powinien uwzględniać również specyficzne obowiązki wynikające z tej ustawy. W takim przypadku regulamin nie tylko będzie regulaminem sprzedaży, ale również regulaminem świadczenia usług drogą elektroniczną.

Art. 8 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną

1. Usługodawca:

1) określa regulamin świadczenia usług drogą elektroniczną, zwany dalej “regulaminem”;

2) nieodpłatnie udostępnia usługobiorcy regulamin przed zawarciem umowy o świadczenie takich usług, a także – na jego żądanie – w taki sposób, który umożliwia pozyskanie, odtwarzanie i utrwalanie treści regulaminu za pomocą systemu teleinformatycznego, którym posługuje się usługobiorca.

2. Usługobiorca nie jest związany tymi postanowieniami regulaminu, które nie zostały mu udostępnione w sposób, o którym mowa w ust. 1 pkt 2.

3. Regulamin określa w szczególności:

1) rodzaje i zakres usług świadczonych drogą elektroniczną;

2) warunki świadczenia usług drogą elektroniczną, w tym:

a) wymagania techniczne niezbędne do współpracy z systemem teleinformatycznym, którym posługuje się usługodawca,

b) zakaz dostarczania przez usługobiorcę treści o charakterze bezprawnym;

3) warunki zawierania i rozwiązywania umów o świadczenie usług drogą elektroniczną;

4) tryb postępowania reklamacyjnego.

4. Usługodawca świadczy usługi drogą elektroniczną zgodnie z regulaminem.

Więcej o świadczeniu usług drogą elektroniczną przeczytasz w innym moim tekście: Czy serwis internetowy musi mieć regulamin? Poradnik o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Artykuł dotyczy wprawdzie serwisów internetowych, ale opisane w nim zasady możesz odnieść do sytuacji, w której wraz z zakupem produktu elektronicznego, tworzysz dla kupującego konto w swojej platformie.

Ponadto, prawo nakłada na ciebie obowiązek poinformowania kupującego, jakie wymogi musi spełniać jego sprzęt, by mógł on bez problemu korzystać z produktu. Jeżeli sprzedajesz produkty jednego rodzaju, to takie wymogi techniczne możesz opisać w regulaminie. Jeśli te wymogi różnią się w zależności od produktu, lepiej wskazuj je w ramach opisu każdego z produktów na stronach sprzedażowych.

W przypadku sprzedaży produktów elektronicznych, problematyczną kwestią jest konsumenckie prawo odstąpienia od umowy bez podawania przyczyny.

Art. 27 ustawy o prawach konsumenta

Konsument, który zawarł umowę na odległość lub poza lokalem przedsiębiorstwa, może w terminie 14 dni odstąpić od niej bez podawania przyczyny i bez ponoszenia kosztów, z wyjątkiem kosztów określonych w art. 33, art. 34 ust. 2 i art. 35.

Wyobraź sobie sytuację, w której konsument kupuje twój e-book, a następnie odstępuje od umowy, domagając się zwrotu zapłaconej ceny. Nie masz technicznej możliwości zmusić kupującego do usunięcia pliku elektronicznego wraz z odstąpieniem od umowy. Może być zatem tak, że zwyczajnie zostaniesz oszukany.

Jeśli chcesz zapobiec takiej sytuacji, w procesie zakupowym musisz uwzględnić dodatkowy, niezależny od akceptacji regulaminu, checkbox. Proponuję następującą formułę:

Wyrażam zgodę na dostarczenie mi treści cyfrowych objętych zamówieniem przed upływem terminu do odstąpienia od umowy. Jestem świadomy, że w ten sposób tracę prawo odstąpienia od umowy.

Zaznaczenie tego checkboxa powinno być dobrowolne. Kupujący powinien mieć możliwość dokonania zakupu bez zaznaczania checkboxa. W takiej sytuacji, masz prawo wysłać kupującemu produkt po upływie terminu do odstąpienia od umowy, czyli po 14 dniach. W praktyce, zaznaczenie tego checkboxa jest często wymuszane, co powoduje, że kupujący nie może złożyć zamówienia, dopóki nie wyrazi stosownej zgody.

Checkbox to jeszcze nie wszystko. Oprócz tego, powinieneś stosowne wyłączenie odstąpienia do umowy zawrzeć w regulaminie i przypomnieć kupującemu o tym wyłączeniu w ramach potwierdzenia zawarcia umowy na odległość.

O potwierdzeniu zawarcia umowy na odległość przeczytasz w innym moim tekście: sklep internetowy – wdrożenie prawne krok po kroku.

Generalnie, ten artykuł zawiera wiele przydatnych informacji przy wdrożeniu prawnym sprzedaży internetowej. Dotyczy wprawdzie produktów fizycznych, ale równie dobrze możesz go odnieść do treści cyfrowych.

Jeżeli chodzi o regulamin sprzedaży produktów elektronicznych, to możesz kupić gotowy szablon przygotowany przeze mnie. Szczegóły oferty znajdziesz tutaj: pakiet dla sprzedawców produktów elektronicznych.

Pakiet dla sprzedawców produktów elektronicznych

Polityka prywatności i plików cookies

Polityka prywatności i plików cookies to swojego rodzaju deklaracja, w jaki sposób postępujesz z danymi osobowymi kupujących oraz jak wykorzystujesz pliki cookies.

Polityka może przybrać postać oddzielnego dokumentu, a może zostać również wtłoczona w regulamin. Ja dotychczas umieszczałem postanowienia dotyczące danych osobowych i plików cookies w regulaminie, ale ostatnio poszedłem w stronę tworzenia oddzielnego dokumentu. Choćby dlatego, że użytkownicy coraz bardziej są przyzwyczajeni, że polityka prywatności stanowi oddzielną zakładkę na stronie internetowej.

Oddzielny dokument polityki prywatności jest również przydatny z tego względu, że można do niego podlinkować w okienku informującym o wykorzystywaniu plików cookies. Chodzi o ten upierdliwy pasek, który wyskakuje ci zawsze przy pierwszej wizycie na danej stronie i informuje o cookies. Ja proponuję następującą formułę tej informacji:

Używam cookies i innych podobnych technologii. Uzyskuję do nich dostęp w celach statystycznych, marketingowych (re-marketing) i zapewnienia prawidłowego działania strony. Możesz określić w przeglądarce warunki przechowywania cookies i dostępu do nich. Więcej przeczytasz w mojej polityce prywatności i plików cookies [tutaj podlinkowana polityka].

Jeżeli chodzi o treść polityki prywatności, to powinny się w niej znaleźć następujące elementy:

  • wskazanie administratora danych osobowych,
  • opis sposobu przekazywania danych osobowych administratorowi,
  • zasady zachowania poufności danych osobowych,
  • uprawnienia użytkownika przekazującego dane osobowe,
  • informacja o wykorzystywaniu cookies i jego celu,
  • pouczenie o możliwości edycji ustawień cookies,
  • informacje dotyczące danych zapisywanych w logach serwera.

Podobnie jak nie ma jednego słusznego wzoru regulaminu, tak nie ma również żadnego obowiązkowego szablonu polityki prywatności. W obu dokumentach chodzi po prostu o przekazanie kupującemu określonych informacji. Forma ich przekazania ma drugorzędne znaczenie, byle wszystko było jasne, czytelne i zrozumiałe.

Art. 173 ustawy Prawo telekomunikacyjne

1. Przechowywanie informacji lub uzyskiwanie dostępu do informacji już przechowywanej w telekomunikacyjnym urządzeniu końcowym abonenta lub użytkownika końcowego jest dozwolone, pod warunkiem że:

1) abonent lub użytkownik końcowy zostanie uprzednio bezpośrednio poinformowany w sposób jednoznaczny, łatwy i zrozumiały, o:

a) celu przechowywania i uzyskiwania dostępu do tej informacji,

b) możliwości określenia przez niego warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do tej informacji za pomocą ustawień oprogramowania zainstalowanego w wykorzystywanym przez niego telekomunikacyjnym urządzeniu końcowym lub konfiguracji usługi;

2) abonent lub użytkownik końcowy, po otrzymaniu informacji, o których mowa w pkt 1, wyrazi na to zgodę;

3) przechowywana informacja lub uzyskiwanie do niej dostępu nie powoduje zmian konfiguracyjnych w telekomunikacyjnym urządzeniu końcowym abonenta lub użytkownika końcowego i oprogramowaniu zainstalowanym w tym urządzeniu.

2. Abonent lub użytkownik końcowy może wyrazić zgodę, o której mowa w ust. 1 pkt 2, za pomocą ustawień oprogramowania zainstalowanego w wykorzystywanym przez niego telekomunikacyjnym urządzeniu końcowym lub konfiguracji usługi.

Niech nie zmyli cię jednak brak obowiązku posługiwania się określonymi szablonami dokumentów. Z moich doświadczeń wynika, że gdy ktoś zabiera się za samodzielne, własnymi słowami tworzenie dokumentów prawnych, całość wypada bardzo blado, nie mówiąc już o tym, że często pojawiają się przy tej okazji różnego rodzaju klauzule niedozwolone.

Sprzedaż produktów elektronicznych a ochrona danych osobowych

Jeśli przeczytałeś wcześniejsze informacje o polityce prywatności, na pewno zauważyłeś, że pojawił się tam temat danych osobowych. Tak, kupujący twój produkt elektroniczny, czy tego chcesz, czy nie, przekazuje ci swoje dane osobowe, choćby w postaci adresu e-mail. To sprawia, że stajesz się administratorem danych osobowych.

Jako administrator danych osobowych masz następujące obowiązki:

  • zadbać o właściwą przesłankę legalizującą przetwarzanie danych,
  • wypełnić wobec kupującego obowiązki informacyjne,
  • zawrzeć umowy powierzenia danych osobowych,
  • wdrożyć odpowiednie środki ochrony danych osobowych,
  • stworzyć wewnętrzną dokumentację ochrony danych osobowych,
  • zgłosić zbiory do GIODO (chyba, że powołujesz ABI).

Art. 23 ustawy o ochronie danych osobowych

1. Przetwarzanie danych jest dopuszczalne tylko wtedy, gdy:

1) osoba, której dane dotyczą, wyrazi na to zgodę, chyba że chodzi o usunięcie dotyczących jej danych;

2) jest to niezbędne dla zrealizowania uprawnienia lub spełnienia obowiązku wynikającego z przepisu prawa;

3) jest to konieczne do realizacji umowy, gdy osoba, której dane dotyczą, jest jej stroną lub gdy jest to niezbędne do podjęcia działań przed zawarciem umowy na żądanie osoby, której dane dotyczą;

4) jest niezbędne do wykonania określonych prawem zadań realizowanych dla dobra publicznego;

5) jest to niezbędne dla wypełnienia prawnie usprawiedliwionych celów realizowanych przez administratorów danych albo odbiorców danych, a przetwarzanie nie narusza praw i wolności osoby, której dane dotyczą.

Art. 24 ustawy o ochronie danych osobowych

1. W przypadku zbierania danych osobowych od osoby, której one dotyczą, administrator danych jest obowiązany poinformować tę osobę o:

1) adresie swojej siedziby i pełnej nazwie, a w przypadku gdy administratorem danych jest osoba fizyczna – o miejscu swojego zamieszkania oraz imieniu i nazwisku;

2) celu zbierania danych, a w szczególności o znanych mu w czasie udzielania informacji lub przewidywanych odbiorcach lub kategoriach odbiorców danych;

3) prawie dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania;

4) dobrowolności albo obowiązku podania danych, a jeżeli taki obowiązek istnieje, o jego podstawie prawnej.

Art. 31 ustawy o ochronie danych osobowych

1. Administrator danych może powierzyć innemu podmiotowi, w drodze umowy zawartej na piśmie, przetwarzanie danych.

2. Podmiot, o którym mowa w ust. 1, może przetwarzać dane wyłącznie w zakresie i celu przewidzianym w umowie.

Art. 36 ustawy o ochronie danych osobowych

1. Administrator danych jest obowiązany zastosować środki techniczne i organizacyjne zapewniające ochronę przetwarzanych danych osobowych odpowiednią do zagrożeń oraz kategorii danych objętych ochroną, a w szczególności powinien zabezpieczyć dane przed ich udostępnieniem osobom nieupoważnionym, zabraniem przez osobę nieuprawnioną, przetwarzaniem z naruszeniem ustawy oraz zmianą, utratą, uszkodzeniem lub zniszczeniem.

2. Administrator danych prowadzi dokumentację opisującą sposób przetwarzania danych oraz środki, o których mowa w ust. 1.

Art. 40 ustawy o ochronie danych osobowych

Administrator danych jest obowiązany zgłosić zbiór danych do rejestracji Generalnemu Inspektorowi, z wyjątkiem przypadków, o których mowa w art. 43 ust. 1 i 1a.

O ochronie danych osobowych przy sprzedaży on-line pisałem tutaj: dane osobowe w sklepie internetowym, jak nad nimi zapanować? Nie przejmuj się, że mówię tam o sklepie internetowym. Informacje zawarte w tekście znajdują zastosowanie również wtedy, gdy nie masz sklepu, a jedynie stronę sprzedażową.

Chcę w tym miejscu podkreślić, że jako sprzedawca nie masz szans, by uciec od ochrony danych osobowych. Zawsze przy sprzedaży on-line będziesz jakieś dane przetwarzać, choćby tylko adresy e-mail. Co więcej, będziesz mieć na pewno co najmniej kilka zbiorów danych, takich jak:

  • subskrybenci newslettera,
  • kupujący,
  • faktury.

Nawet jeśli wszystkie dane będą przechowywane technicznie w ramach jednej bazy, to z punktu widzenia prawa będzie to kilka zbiorów. Dlaczego? Bo GIODO stoi na stanowisku, że jeden cel przetwarzania danych to jeden zbiór.

Pokażę ci to na przykładzie:

  • celem zbioru newsletterowego jest wysyłka newslettera.
  • celem zbioru kupujących jest realizacja umowy o dostarczenie treści cyfrowych,
  • celem zbioru fakturowego jest wystawienie i wysyłanie faktur.

Już rozumiesz? Świetnie! To dołożę jeszcze jedną, bardzo ważną cegiełkę. O ile na przetwarzanie danych w celu realizacji umowy, czy wystawienie faktury nie potrzebujesz odrębnej zgody kupującego, o tyle na działania marketingowe taka zgoda jest potrzebna. I pal tutaj licho ustawę o ochronie danych osobowych. W przypadku marketingu mamy jeszcze dwie inne ustawy, które wprowadzają wymóg odebrania uprzedniej zgody:

  • ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną,
  • ustawa Prawo telekomunikacyjne.

Art. 10 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną

1. Zakazane jest przesyłanie niezamówionej informacji handlowej skierowanej do oznaczonego odbiorcy będącego osobą fizyczną za pomocą środków komunikacji elektronicznej, w szczególności poczty elektronicznej.

2. Informację handlową uważa się za zamówioną, jeżeli odbiorca wyraził zgodę na otrzymywanie takiej informacji, w szczególności udostępnił w tym celu identyfikujący go adres elektroniczny.

3. Działanie, o którym mowa w ust. 1, stanowi czyn nieuczciwej konkurencji w rozumieniu przepisów ustawy, o której mowa w art. 9 ust. 3 pkt 1.

Art. 172 ustawy Prawo telekomunikacyjne

1. Zakazane jest używanie telekomunikacyjnych urządzeń końcowych i automatycznych systemów wywołujących dla celów marketingu bezpośredniego, chyba że abonent lub użytkownik końcowy uprzednio wyraził na to zgodę.

2. Przepis ust. 1 nie narusza zakazów i ograniczeń dotyczących przesyłania niezamówionej informacji handlowej wynikających z odrębnych ustaw.

3. Używanie środków, o których mowa w ust. 1, dla celów marketingu bezpośredniego nie może odbywać się na koszt konsumenta.

Temat zgody marketingowej poruszałem tutaj: jak wysyłać mailing zgodnie z prawem? Jeśli chcesz poczytać więcej na ten temat, koniecznie zajrzyj do podlinkowanego artykułu. Poniżej opowiem ci natomiast w skrócie, co jest dla ciebie najważniejsze, skupiając się na zgodzie marketingowej.

Tworząc listę mailingową, musisz koniecznie posiadać stosowne zgody marketingowe. Ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną wymaga zgody na przesyłanie informacji handlowych, a prawo telekomunikacyjne wymaga zgody na marketing bezpośredni przy wykorzystaniu urządzeń telekomunikacyjnych. Gdy dodamy do tego jeszcze ewentualną zgodą na gruncie ustawy o ochronie danych osobowych, dochodzimy do sytuacji, w której zapis na newsletter wymagałby trzech odrębnych zgód.

Biorąc pod uwagę cele biznesowe, jakiś czas temu zaczęły pojawiać się głosy, że te zgody można połączyć w jedną formułę, o ile dotyczy ona jednego środka komunikacji i nie pozostawia cienia wątpliwości, na co godzi się użytkownik. Mnie takie podejście przekonuje, dlatego swoim klientom również od jakiegoś czasu przedstawiam propozycję jednej, łączonej zgody. Oto przykładowa formuła:

Chcę otrzymywać newsletter, a co za tym idzie, wyrażam zgodę na przesyłanie mi na podany w formularzu adres e-mail informacji o nowościach, produktach, usługach, promocjach i ofertach [dane sprzedawcy, np. Jana Kowalskiego, ul. Neonowa 24/15, 91-245 Nowe Sady].

Uważam, że taka formuła zgody sprawia, że kupujący wie, na co się godzi. Mimo, że zgody nie są wydzielone, to jednak nie ma tutaj zagrożenia dla interesu kupującego.

Gdybyś jednak oprócz kontaktu e-mailowego, chciał dodać jeszcze kontakt telefoniczny, to musiałbyś wprowadzić dodatkową, niezależną zgodę na marketing telefoniczny, bo to jest już odmienny kanał komunikacji i kupujący musi mieć możliwość zadecydowania, czy decyduje się na jeden kanał, czy na oba.

Ważna uwaga jest taka, że ta zgoda marketingowa musi być dobrowolna. Nie możesz uzależniać dokonania zakupu od wyrażenia zgody marketingowej. Czyli checkbox powinien być domyślnie odznaczony, a jego niezaznaczenie nie powinno uniemożliwiać dokonania zakupu.

Oprócz zgody, swoim klientom rekomenduję jeszcze dodanie klauzuli informacyjnej pod formularzem, w którym kupujący podaje dane. Przykładowo, pod formularzem zakupu powinna znaleźć się następująca informacja:

Administratorem podanych przez Ciebie danych osobowych będzie [dane sprzedawcy, np. Jan Kowalski, ul. Neonowa 24/15, 91-245 Nowe Sady]. Twoje dane będą przetwarzane wyłącznie w celu realizacji umowy o dostarczenie treści cyfrowych. Będziesz miał prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania. Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne do zawarcia umowy o dostarczenie treści cyfrowych.

Treść takiej klauzuli musisz odpowiednio dostosować do każdego formularza, w którym użytkownik wprowadza swoje dane. Przykładowo, w przypadku formularza zapisu na newsletter, celem przetwarzania danych nie będzie realizacja umowy, ale przesyłanie newslettera.

Sporo tego, prawda? Nie będę zaprzeczał, bo rzeczywiście wdrożenie sprzedaży on-line w 100% zgodnie z prawem nie jest proste. Naprawdę trudno mi opisać wszystko w ramach tego artykułu, ale myślę, że w połączeniu z lekturą pozostałych tekstów, do których odsyłam tutaj, jesteś w stanie wyrobić sobie pojęcie, jak to wszystko powinno wyglądać.

Wdrożenie ochrony danych osobowych możesz przeprowadzić samodzielnie, korzystając z mojego pakietu: pakiet dla sprzedawców produktów elektronicznych.

Pakiet dla sprzedawców produktów elektronicznych

Sprzedaż produktów elektronicznych za granicę

Chcesz sprzedawać swój produkt elektroniczny nie tylko w Polsce? Jeżeli tak, to na pewno za chwilę zapytasz o dwie kwestie:

  • co z regulaminem i ochroną danych osobowych?
  • jak rozliczyć taką sprzedaż w swojej firmie?

Jeżeli chodzi o regulamin i ochronę danych osobowych, to mam dobrą wiadomość – wystarczy to, co już masz.

Regulamin, politykę prywatności i informację o cookies przetłumaczysz na angielski i po sprawie. Prawo w zakresie sprzedaży on-line jest w znacznym stopniu zharmonizowane w ramach Unii Europejskiej, więc nie powinno być problemów.

Ochrona danych osobowych to również nie problem, ponieważ dane będziesz przecież przechowywać w tych samych zbiorach, co dane polskich kupujących. Jeżeli tak, to nic więcej niż dotychczas robić nie musisz.

Jeżeli chodzi o kwestie księgowe, mamy trochę więcej komplikacji. Na szczęście również można sobie z nimi poradzić. Jak? O tym opowiada niezastąpiona Aneta Mikulska.

Krok pierwszy – ustal kto jest kupującym.

Jeśli jest to firma, sprzedaż nie podlega w Polsce podatkowi VAT. Wystawiasz do takiej sprzedaży fakturę bez podatku VAT, z adnotacją “odwrotne obciążenie” (niezależnie od tego, czy jesteś w Polsce zarejestrowany jako podatnik VAT, czy jesteś z VATu zwolniony). Podatek VAT rozliczy nabywca u siebie w kraju.

Co ważne, nie ma znaczenia, czy ta firma zagraniczna ma numer VAT-UE czy go nie ma. Ty, przed wykonaniem usługi dla firmy posiadającej siedzibę w Unii Europejskiej, ale poza Polską, powinieneś się zarejestrować do transakcji wewnątrzwspólnotowych i uzyskać tzw. NIP unijny. Powinieneś to zrobić nawet jeśli jesteś zwolniony z VAT. Jest to rejestracja tylko do transakcji wewnątrzwspólnotowych i nie jest równoznaczna z zarejestrowaniem się jako podatnik VAT czynny.

Jeśli kupujący jest osobą prywatną (nie-firmą) – zaczyna się komplikować, przechodzimy więc do kolejnego etapu…

Krok drugi – ustal, czy usługa, którą sprzedajesz, to usługa elektroniczna. Podejrzane o to są m.in. kursy online. Aby daną usługę uznać za usługę elektroniczną, jej realizacja musi mieć miejsce za pomocą Internetu lub sieci elektronicznej, jej świadczenie musi być zautomatyzowane, udział człowieka niewielki, a jej wykonanie bez wykorzystania technologii informacyjnej musi być niemożliwe.

Czyli kursy online wysyłane automatycznie, bez żadnych dodatkowych sesji, konsultacji, wsparcia z twojej strony, mogą być usługą elektroniczną. Jeżeli chcesz uniknąć takiej kwalifikacji, musisz dołożyć do kursu jakiś element indywidualnego wsparcia, np. grupa na Facebooku, indywidualne konsultacje, webinary etc.

Jeżeli ustalisz, że twój produkt nie jest usługą elektroniczną – opodatkowujesz sprzedaż dla konsumentów (osób prywatnych) mających miejsce zamieszkania poza Polską według takich samych zasad (stawek podatku VAT) jak przy sprzedaży dla Polaków. Czyli jeśli jesteś zwolniony z VAT, sprzedaż usługi nie-elektronicznej dla konsumenta z zagranicy będzie zwolniona z VAT. Jeśli jesteś VATowcem – opodatkowujesz taką sprzedaż stawką jak dla mieszkańca Polski.

Natomiast jeżeli ustalisz, że sprzedaż twojego produktu można uznać za usługę elektroniczną (np. kurs on-line bez wsparcia indywidualnego, e-book, aplikacja), a kupujący ma miejsce zamieszkania poza Polską, to sprzedaż taka jest opodatkowana według stawki VAT kraju nabywcy.

W takiej sytuacji,musisz zadbać o to, aby nabywca zadeklarował w jakim kraju mieszka i ty jako sprzedający, powinieneś zarejestrować się do VAT w każdym z krajów do którego prowadzisz sprzedaż usług elektronicznych aby tam rozliczyć i odprowadzić podatek VAT.

Alternatywą dla rejestracji w kilku czy kilkunastu państwach jest rejestracja do VAT-MOSS. W tym przypadku również odprowadzasz od sprzedaży VAT w stawce, jaka obowiązuje w kraju nabywcy, ale nie musisz sie rejestrować w każdym państwie z osobna. Wpłaty dokonujesz przez polski urząd skarbowy, który rozdysponowuje ją do poszczególnych państw.

Podsumowując:

  • jeżeli sprzedajesz osobom prywatnym mieszkającym poza Polską kurs internetowy ze wsparciem (np. sesja indywidualna, dostępność w grupie na Facebooku), traktujesz taką sprzedaż jak sprzedaż dla osób z Polski,
  • jeżeli sprzedajesz osobom prywatnym mieszkającym poza Polską e-booki, aplikację do pobrania albo kurs online wysyłany automatycznie, bez dodatkowego twojego osobistego udziału, bez indywidualnego podejścia do kursantów, podatek VAT od takiej sprzedaży rozliczasz w kraju nabywcy, albo poprzez rejestrację do VAT w tym kraju, albo poprzez rejestrację w VAT-MOSS.

Produkty elektroniczne a prawo autorskie

Ten artykuł miał skupiać się wyłącznie na kwestiach związanych  ze sprzedażą produktów elektronicznych. Gdy jednak zapytałem na Facebooku o pytania dotyczące takiej sprzedaży, pojawił się temat praw autorskich.

Ze względu na te pytania, mimo że to już nie sprzedaż produktu, a jego zawartość, postanowiłem dosłownie w kilku słowach zaznaczyć najważniejsze problemy związane z prawem autorskim w kontekście tworzenia kursu, e-booka, czy innego produktu elektronicznego. Uprzedzam jednak, że to tylko wstępne zapoznanie z tematem, a więcej szczegółów mogę przedstawić w odrębnym artykule, jeżeli będzie takie zapotrzebowanie.

Po pierwsze, pamiętaj, że same informacje nie korzystają z ochrony. Podobnie, jak pomysły, czy metody naukowe. Nie musisz się obawiać, gdy tworząc kurs, wykorzystujesz wiedzę, którą zdobyłeś gdzieś indziej, jeżeli tylko tę wiedzę przekazujesz w inny sposób. Gdybyśmy chcieli zmonopolizować prawo do wiedzy, świat stanąłby w miejscu. Zatem możesz uczyć tego, czego sam się nauczyłeś od kogoś innego, byle robiąc to w swój własny, oryginalny sposób.

Po drugie, za nic w świecie nie wykorzystuj w swoich produktach materiałów niewiadomego pochodzenia lub materiałów, na których wykorzystanie nie masz zgody. O ile informacje z ochrony nie korzystają, o tyle teksty, zdjęcia, grafiki, nagrania wideo lub audio już tak. Dlatego jeżeli chcesz urozmaicić swój produkt cudzą pracą, to albo korzystaj z materiałów dostępnych na wolnych licencjach (Creative Commons), albo pytaj twórców o zgodę.

Po trzecie, jeżeli w twoim produkcie pojawiają się wizerunki innych osób, to pamiętaj, by mieć od tych osób zgodę na rozpowszechnianie wizerunku w ramach swojego produktu. Dotyczy to w szczególności sytuacji, gdy zapraszasz do gościnnego udziału jakiegoś eksperta.

Po czwarte, nie zachłyśnij się możliwością cytowania innych. Tak, cytat jest dopuszczalny i regulowany przez prawo autorskie, ale na określonych warunkach. To nie jest tak, że możesz wykorzystać wszystko i zawsze, powołując się na prawo cytatu i oznaczając twórcę. Cytat ma zawsze służyć określonym celom, takim jak edukacja, krytyka, recenzja i musi pozostawać w racjonalnej proporcji do twojego własnego wkładu twórczego. Osobiście uważam, że zawsze lepiej dotrzeć do twórcy i zapytać go o zgodę niż powoływać się na prawo cytatu.

Po piąte, jeżeli zatrudniasz kogoś do pomocy przy twoim produkcie, np. grafika, to zawsze zawieraj z nim umowę z przeniesieniem autorskich praw majątkowych. Nigdy nie rozpoczynaj sprzedaży zanim nie zawrzesz stosownej umowy, bo potem może okazać się, że bardzo miły dotąd wykonawca chce dodatkowych pieniędzy za przeniesienie praw. Takie kwestie najlepiej ustalić, zanim on w ogóle przystąpi do pracy.

Myślę, że to najważniejsze podstawowe kwestie, których musisz mieć świadomość. Na koniec tego wątku dam ci radę praktyczną. Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości, czy możesz coś wykorzystać w swoim produkcie, przyjmij, że nie możesz i spróbuj dotrzeć do twórcy, by uzyskać jego zgodę. Takie ostrożne podejście zaoszczędzi ci nerwów w przyszłości. Oczywiście nie mówię tutaj o informacjach, wynikach badań, metodach naukowych, które jak powiedziałem na wstępie, same w sobie z ochrony nie korzystają.

Produkty elektroniczne a znaki towarowe

Mikołaj LechJeżeli chcesz sprzedawać produkty elektroniczne, warto byś miał choćby podstawową wiedzę na temat znaków towarowych. Takiej niewątpliwie dostarczy ci Mikołaj Lech – prawnik, rzecznik patentowy, autor nagrodzonego przez Urząd Patentowy RP bloga o prawnej ochronie znaków towarowych. Mikołaj zgodził się gościnnie wziąć udział w tym poradniku. Poniżej tekst, który przygotował.

Zauważyłem, że problemy przedsiębiorców ze znakami towarowymi, krążą wokół kilku powtarzających się tematów. Wybrałem z nich 3, o których powinieneś pamiętać przygotowując swój produkt elektroniczny. To taki Top 3 najczęstszych błędów. Moje doświadczenie pokazuje, że ludzie interesują się tematyką znaków towarowych, dopiero jak coś ich boli. Czyli kiedy sami nieświadomie naruszyli cudze prawa albo konkurencja zaczyna ich kopiować. Tych nieprzyjemności da się uniknąć. Musisz jedynie odpowiednio wcześnie się do tego przygotować.

1: Jak zgodnie z prawem używać cudzego znaku towarowego?

Jednym z często powtarzanych mitów jest ten, że poprzez rejestrację znaku towarowego w Urzędzie Patentowym właściciel praw uzyskuje na niego monopol absolutny. To nie jest prawdą.

Po pierwsze pamiętaj, że znaki towarowe służą do komercyjnego oznaczania pochodzenia towaru lub usługi. Ochrona znaku ogranicza się jedynie do wskazanych w zgłoszeniu towarów lub usług. Tym samym, jeżeli ktoś zastrzegł np. znak FENIX do oznaczania maszyn rolniczych, to inny przedsiębiorca może pod identyczną nazwą sprzedawać swoje jogurty. Zgodzisz się ze mną, że rolnik chcący wydać 200 tys. EUR na zakup ciągnika, nie pomyli się i nie kupi jogurtu.

W kontekście produktów elektronicznych (ebooków, nagrań szkoleniowych) pojawia się pytanie, czy w ich tytułach oraz treści możesz posługiwać się cudzymi znakami towarowymi.

Mówię o przypadku, kiedy piszesz poradnik np. o tym jak korzystać z programu Photoshop. I tutaj mam dla ciebie dobrą wiadomość. Możesz to robić. Pamiętaj tylko, że takie używanie cudzego znaku towarowego musi być zgodne z uczciwymi praktykami rynkowymi. Czyli nie może wprowadzać konsumenta w błąd, sugerując, że pomiędzy Tobą, a właścicielem znaku, są jakieś szczególne związki gospodarcze. A tak będzie, jeżeli nabywca twojego produktu odniesie wrażenie, że ma do czynienia z oficjalnym poradnikiem firmy Adobe.

Unikniesz takich zarzutów, jeżeli takim znakiem będziesz się posługiwał jedynie w celach informacyjnych. Oznacza to, że znak powinien występować w odpowiednim kontekście w zdaniu.

Przykładowo: w niniejszym poradniku opisuję przydatne funkcje programu Adobe Photoshop CS6 14.1.1.

Przy tej okazji pojawia się kolejne pytanie. Czy możesz w swoich materiałach wykorzystywać znaki słowno-graficzne?

Teoretycznie jest to wykonalne, ale nierzadko będziesz wtedy kroczył na granicy prawa. Prawnicy dużych, renomowanych firm, mogą postawić ci zarzut, że użyłeś logo, aby grzać się w cieple cieszącej się dobrą opinią marki. A tym samym przekroczyłeś dozwolony użytek znaku.

Aby takie ryzyko wyeliminować, bezpiecznie jest zrezygnować z używania logo. Jeżeli zdecydujesz inaczej, to zachowaj daleko idącą ostrożność. Na pewno nie powinieneś takiego logo nadmiernie eksponować. Konsument nie może pomyśleć, że masz coś wspólnego z cytowaną przez ciebie marką. Zresztą warto o tym otwarcie w tekście napisać.

Więcej na ten temat przeczytasz w artykule pt. Jak legalnie używać cudzego znaku towarowego?

2: Czy nazwa twojego produktu nie łamie prawa?

Niestety wiele osób dość bezrefleksyjnie podchodzi do wyboru nazwy. Zresztą nie mówię tutaj jedynie o nazwie produktu, ale również firmy. Pamiętaj, że nazwa idealna dla marketingowca, może być nie do zaakceptowania przez rzecznika patentowego. Już ci tłumaczę dlaczego.

Podejmując decyzję o wejściu w jakąś markę, musisz mieć pewność, że nie naruszysz prawa do cudzego, już zarejestrowanego znaku towarowego. To ważne, bo jeżeli wybierzesz źle, po kilku latach możesz być zmuszony do jej zmiany.

Niestety przedsiębiorcy robią jedynie pobieżne poszukiwania. Wpisują daną frazę w wyszukiwarkę Google i analizują wyniki. Co bardziej dociekliwi sprawdzają, czy dostępna jest domena internetowa. Naprawdę mało kto weryfikuje dodatkowo, czy taka nazwa nie jest chroniona w Urzędzie Patentowym. Tymczasem bazy zarejestrowanych znaków towarowych są jawne i można je przeglądać chociażby na oficjalnej stronie naszego Urzędu Patentowego RP.

Problem w tym, że kolizją mogą być nie tylko znaki identyczne, ale również podobne. I mówiąc dość brutalnie, nie jest ważne, czy według ciebie nie ma między nimi kolizji. Liczy się jedynie to, jak takie podobieństwo oceni sąd. Czynników, które będzie brał przy tym pod uwagę jest cała masa. Zebrane jednak w całość, pozwolą odpowiedzieć na jedno pytanie. Czy konsument widząc twój znak towarowy, może zostać wprowadzony w błąd. Jeżeli tak, to masz poważny problem.

Jeżeli chcesz mieć pewność, że wybrana przez ciebie nazwa nie narusza prawa, zwróć się o opinię do rzecznika patentowego. Po wykonaniu profesjonalnego badania, rzecznik patentowy przedstawi ci wnioski i rekomendacje. Czasami wystarczy w znaku dokonać drobnych zmian, abyś mógł poczuć się bezpiecznie.

Polecam ci lekturę artykułu pt. Kiedy podobieństwo znaków towarowych prowadzi do naruszenia prawa?

3: Unikaj oznaczania swoich produktów nazwami opisowymi.

Nazwy ebooków czy poradników, które jednoznacznie komunikują do oznaczania czego służą, od strony prawnej są po prostu złe. Nie możesz być wyłącznym właścicielem takiej marki. A wynika to z tego, że składa się ona z określeń, które pozostają wolne i każdy może się nimi posługiwać.

Decydując się na nazwę opisową masz pewność, że nikt nie zabroni ci jej używania. Problem jednak w tym, że używać jej może również twoja konkurencja.

Z tego powodu lepiej, abyś wszedł w nazwę, którą możesz zmonopolizować. Aby tak się stało, taka nazwa musi być na tyle fantazyjna, aby konsumenci mogli twój produkt odróżnić od produktów konkurencji. I nie chodzi od razu o to, abyś tworzył neologizm. Czyli słowo, które wcześniej nie istniało. Nie ma przeszkód, aby w Urzędzie Patentowym zarejestrować znak towarowy, który wykorzystuje słowo będące już w słowniku. Ważne jednak, aby taki znak nie wskazywał jednoznacznie do oznaczania czego służy. Zauważ, że ani firma APPLE nie sprzedaje jabłek, ani w marketach BIEDRONKA nie ma biedronek. Oba określenia od strony prawnej są bardzo dobre.

Podam ci również inny przykład. Załóżmy, że planujesz wydać w formie ebooka przewodnik po Czechach. Taki tytuł jest jednoznacznie opisowy. Zrób jednak to co wydawnictwo PASCAL, które zawsze w widocznym miejscu umieszcza swoje logo. Dzięki temu kupujący łatwo dokona wyboru spośród poradników różnych firm. Czyli jeżeli już musisz używać określeń opisowych, stwórz dla swoich produktów wspólną fantazyjną markę, którą zapamiętają konsumenci.

Na koniec powiem ci jak pogodzić nazwy opisowe z fantazyjnymi. Musisz iść na kompromis i stworzyć określenie aluzyjne. Są to nazwy, które sugerują tylko określone cechy towarów i usług, ale nie wskazują na nie jednoznacznie. Odbiorca musi poczynić pewien wysiłek intelektualny, aby przekształcić taką informację w racjonalną ocenę. Przykładami takich znaków są:

  • PIEKUŚ – do oznaczania wypieków,
  • APTEO do oznaczania m.in. produktów farmaceutycznych,
  • KURCZAKOS do oznaczania m.in. potraw z drobiu.

Więcej na ten temat piszę w artykule pt. Opisowe znaki towarowe – poważny problem wielu firm.

Podsumowanie

Gdy wpadłem na pomysł tego artykułu, pomyślałem, że chciałbym stworzyć poradnik, w którym znajdziesz wszystkie najważniejsze informacje na temat prawnych i księgowych aspektów sprzedaży produktów elektronicznych. Mam nadzieję, że udało mi się zrealizować ten cel i wyposażyłem cię w przydatną wiedzę.

Jeśli masz jakieś dodatkowe pytania, dodaj komentarz. Jeżeli potrzebujesz indywidualnej pomocy, napisz na adres wojciech.wawrzak@prakreacja.pl.

Przydał ci się ten poradnik? Udostępnij go innym. Dzięki poniższym przyciskom zajmie ci to dosłownie chwilę.

Chcesz więcej? Odwiedź strefę wiedzy dla kreatywnych.

Sprawdź ofertę pakietu dla sprzedawców produktów elektronicznych.

Pakiet dla sprzedawców produktów elektronicznych

Interesuje cię prawo dla kreatywnych? Zapisz się na newsletter, by otrzymywać więcej artykułów takich jak ten.

Administratorem podanych przez ciebie danych osobowych będę ja, tj. Wojciech Wawrzak, ul. Tatrzańska 91/51, 93-279 Łódź. Twoje dane będą przetwarzane wyłącznie w celu przesyłania ci newslettera. W każdej chwili będziesz mógł uzyskać dostęp do swoich danych, poprawić je lub usunąć. Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne do zapisu na newsletter.

  • Elżbieta

    Witam,
    Jak zdobyć hasło?
    Pozdrawiam Elżbieta

    • Dzień dobry! Hasło nie będzie potrzebne. Artykuł jest opatrzony hasłem chwilowo. Gdy tylko zostanie opublikowany, stosowna informacja zostanie przesłana w newsletterze, na Facebooku oraz Twitterze. 🙂

  • Irena Kolbuszewska

    Dziękuję, bardzo dobry artykuł.

  • Super Wojtek! Bardzo mi się podoba. Szczególnie mnie pocieszył fragment: “Czyli kur­sy on­li­ne wy­sy­ła­ne au­to­ma­tycz­nie, bez żad­ny­ch do­dat­ko­wy­ch se­sji, kon­sul­ta­cji, wspar­cia z two­jej stro­ny, mo­gą być usłu­gą elek­tro­nicz­ną. Jeżeli chce­sz unik­nąć ta­kiej kwa­li­fi­ka­cji, mu­si­sz do­ło­żyć do kur­su ja­kiś ele­ment in­dy­wi­du­al­ne­go wspar­cia, np. gru­pa na Facebooku, in­dy­wi­du­al­ne kon­sul­ta­cje, we­bi­na­ry etc.”

    – niewiążące pytanie o opinię prawną – sądzisz, że w Hiszpanii ten czynnik osobisty też będzie miał zastosowanie? To jest unijne czy to jakieś polskie orzecznictwo? Może w taki sposób uniknę tych problemów z indywidualnym vatem do każdego kraju (sprzedaję z Hiszpanii, vat 21%, na edukację, kursy online także, jeśli nie obejmują materiału nauczanego w oficjalnym programie nauczania), dołożę jakiś bonus osobisty i już. A od kwietnia zapiszę się do MOSS. Warto wspomnieć, że do MOSS można zapisać się kwartalnie (tzn nawet jeśli zapiszę się w styczniu, to zacznę tam być widoczna od kwietnia, tak przynajmniej się doczytałam).

    Pozdrawiam Cię serdecznie!
    Olga

    • Cześć, Olga! 🙂 Myślę, że tutaj najlepiej odpowie Ci Aneta. 🙂

    • Aneta Mikulska

      Olga, to przepis unijny mówi o tym, co jest, a co nie jest usługą elektroniczną. W mojej opinii kurs ze wsparciem kupowany przez osoby nieprowadzące działalności nie jest usługą elektroniczną (bo udział człowieka-sprzedawcy nie jest tylko minimalny) i jest opodatkowany w kraju sprzedawcy, co wynika z przepisów unijnych, które powinny obowiązywać również w Hiszpanii. Przepisy krajowe są dostosowywane do przepisów unijnych, ale każde państwo ma pewien margines dowolności, dla spokojności Twojego sumienia podatkowego sugerowałabym Ci jeszcze konsultację ze specjalistą od podatków hiszpańskich, ale takim, który wie coś o transakcjach z innymi państwami.

      • Dziękuję 100-krotnie! Moja hiszpańska księgowa jest naprawdę super… ale niestety nie w działce produktów elektronicznych i takich tam. Tak naprawdę to nie ma zielonego pojęcia. Ale dam radę 🙂 Pozdrawiam!

  • Wow! Kawał dobrej roboty! Dzięki!:)

  • Jak dobrze, że jestem pod skrzydłami Anety 🙂 Jak zwykle bardzo przydatny wpis 🙂

    • Nie wątpię, że usługi Anety stoją na największym poziomie. 🙂

    • Aneta Mikulska

      Cześć Karolina. Cieszę się, że się cieszysz 🙂 Pozdrawiam

  • Beata Nowicka-Misiewicz

    Rewelacja! Mam całą listę pytań i zaraz piszę list 🙂

    • Cześć, Beata! 🙂 Jeżeli chcesz uzyskać indywidualną konsultację, kosztuje ona 150 zł netto + VAT = 184,50 zł brutto. Na pytania bardziej ogólne mogę odpowiedzieć bezpłatnie tutaj w komentarzu. 🙂

      • Beata Nowicka-Misiewicz

        Wojtku, dzięki za odpowiedź. Może to będzie pytanie ogólne: Jeśli dobrze rozumiem to, co przeczytałam, to niezależnie od tego czy firma jest vatowcem czy nie, a kurs kupuje osoba prywatna, to nie trzeba jej obowiązkowo wystawiać faktury, chyba że poprosi? A jak poprosi, a się nie jest vatowcem, to vat wpisuje się 0%?

        • Aneta Mikulska

          Cześć Beata 🙂 Nie musisz wystawiać faktury osobie prywatnej (nieprowadzącej działalności gospodarczej), która tego nie żąda, niezależnie od tego, czy jesteś czynnym podatnikiem VAT, czy nie jesteś.

        • Aneta Mikulska

          Nievatowiec nie wystawia faktur ze stawką 0%, wystawia faktury bez VATu, albo faktury ze stawką “zw” (zwolniona). Stawka 0% to też stawka, faktury z taką stawką wystawiają tylko VATowcy. Stawka ta jest zarezerwowana dla wąskiej grupy towarów i usług. Wystawienie przez podatnika zwolnionego z VAT faktury ze stawką 0% jest nieprawidłowe.

      • Beata Nowicka-Misiewicz

        To chyba też ogólne pytanie : czy dobrze zrozumiałam, że jeśli ma się zgłoszoną do GIODO bazę danych osobowych do wysyłki newslettera, to osobno trzeba zgłosić kolejną bazę do wysyłki kursu (choć są to te same osoby i tylko ich adresy email i imię)?

  • Skarbnica wiedzy! Dzięki 🙂

    • Cieszę się, że mogłem dostarczyć wartościowych informacji. 🙂

  • Małgorzata Pawlińska

    Majstersztyk, jak zwykle. Oj, jak ja potrzebowałam tego artykułu. Bardzo dla mnie na czasie bo mnóstwo wątpliwości zaczynało blokować moje działania. Dzieki Wojtek!

  • eva

    Wspaniały artykuł ! Dziękuję bardzo za niezwykle obszerne i informacyjne opracowanie 🙂 Mam pytanie – czy jeśli opłacam KRUS, ponieważ nie jestem obecnie zatrudniona a mam obowiązek z racji posiadanej ziemi rolniczej – czy mogę otworzyć działalność gosp pozarolniczą i sprzedawać z tego tytułu ? Wtedy chyba nie musiałabym płacić ZUS-u ? 🙂 Będę wdzięczna za odpowiedź 🙂 Pozdrowienia !

  • Mam nadzieję że wyjątkiem jest sprzedaż własnej twórczości, poezji, opowiadań, czy powieści poprzez dostępne sklepy internetowe

  • Wojtek super atykuł. Masa wiedzy i na pewno wielu z niej skorzysta.
    Czy byłbyś w stanie napisać coś dla osób które mają zarejestrowaną firmą poza granicami Polski, ale nadal w UE? Jak się ma sprzedaż produktów online skierowanych głównie do osób mieszkających na terenie Polski, ale właśnie w sytuacji gdy firma zarejestrowana jest gdzie indziej. Czy takiego przedsiębiorcę obowiązują jakieś polskie przepisy prawa? Jeśli tak to jakie i dlaczego?

  • Wiktor

    “Z moich doświadczeń wynika, że gdy ktoś zabiera się za samodzielne, własnymi słowami tworzenie dokumentów prawnych, całość wypada bardzo blado, nie mówiąc już o tym, że często pojawiają się przy tej okazji różnego rodzaju klauzule niedozwolone.” -> “Z moich doświadczeń wynika, że gdy ktoś zabiera się za nie samodzielne, własnymi słowami tworzenie dokumentów prawnych, całość wypada bardzo blado, nie mówiąc już o tym, że często pojawiają się przy tej okazji różnego rodzaju klauzule niedozwolone.” (za nie samodzielnie)

  • Doszedłem do połowy i głowa pęka od nadmiaru informacji. Tego typu sprawy lepiej zlecać komuś a samemu zająć się robieniem kursu.

  • Tomasz

    “Więcej o kasie fiskalnej możesz przeczytać w tym artykule: paragon w sklepie internetowym – jak go uniknąć?” – to akurat dla mnie bardzo ciekawe, a link nie działa 🙁

  • Magdalena Soboń

    Witam! Świetny i obszerny artykuł, takich nam trzeba 🙂
    Mam pytanie odnośnie tych wszystkich kwestii prawnych – jak to wygląda jeśli nasze kursy tworzymy przez specjalną platformę np. Teachable lub Udemy? Z tego co wiem to oni płacą za nas podatek vat moss więc czy nadal musimy się rejestrować z tym vatem? Kurs stworzony na teachable podpina się pod swoją stronę najczęściej lub oni też udostępniają swój hosting, natomiast na Udemy tworzy się kurs i jest od do odnalezienia na platformie u nich, w bazie kursów. Czy te wszystkie rzeczy, o których pisałeś są w tym przypadku również do zastosowania czy jest może mniej do ‘ogarnięcia’? 🙂
    Pozdrawiam

  • Ola

    Mam głupie pytanie. Jak wygląda rozliczanie się z podatku w przypadku produktów elektronicznych jeśli nie jesteś się VATowcem ?

  • Ten wpis będzie dla mnie biblią przy zaczynaniu sprzedaży 🙂 Ale dzisiaj oglądałam sobie Twój sklep i bardzo podobają mi się rozwiązania- wszystko jest na Twoim blogu, jest stopniowanie cen, koszyk i formularz na jednej stronie, ciągle na blogu. Mogę Cię zapytać jakie rozwiązania stosujesz? Widzę, że płatność to tpay ale wybór pakietów i formularz to dzieło na zamówienie czy jakaś wtyczka? 🙂

    • Cześć, Natalia! 🙂 Cały mój sklep opiera się o wtyczkę Easy Digital Downloads.

      • to wspaniała wiadomość, dziękuję! 🙂

      • Wojtku, trochę to trwało ale wreszcie mogę się zająć podpinaniem płatności i robię to za Twoją radą z EDD i tpay 🙂 PROSZĘ podpowiedz mi jeszcze jedną rzecz 🙂 Jak zrobiłeś ten formularz Danych do dostawy i do faktury – gdzie się to generuje, bo nie widzę w ustawieniach EDD a chcę być pewna, że mogę zbierać wszystkie dane (muszę fakturować na początku sama, ręcznie w systemie mojego inkubatora) – może to jakaś wtyczka do fakturowania?
        OBIECUJĘ, że jak zacznę godnie zarabiać na blogu to będę kupować Twoje usługi <3

  • Jan

    W artykule napisano: “większość kursów online nie kwalifikuje się do tego zwolnienia [chodzio VAT]” Kursy edukacyjne nie zawsze są doradztwem. Np. sprzedaż samych plików audio, video, pdf bez konsultacji wg mnie nie podlega pod VAT. Podobnie jak sprzedaż książek, ebooków (o ile nie przekroczy się odpowiedniej kwoty przychodu).

  • Krzysztof Kubik

    Cześć Wojciechu, dużo solidnej wiedzy. Dziękuję. Czy możesz tutaj odpowiedzieć na pytania: 1. Jak wygląda moje rozliczanie się ze sprzedaży kursów online dostępnych na moim blogu dla ludzi w PL w sytuacji kiedy mieszkam w UK? 2. Od ilu zapisanych osób na newslettera trzeba rejestrować giodo? 3. Jak wygląda możliwość wykorzystywania urywków filmów w celach edukacyjnych w moim kursie online? Jeśli moje pytania wykroczą poza darmowy zakres odpowiedzi to daj znać ile się należy. 😉

    Pozdrawiam,
    Krzysztof
    http://naturawkadrze.pl/

  • Abiesal

    Bardzo dużo informacji! Super 🙂
    Mam pytanie, czy jeśli korzysta się z systemu płatności np. przelewy24 lub podobne to nadal spełnia się warunek zapłaty klienta na konto bankowe (żeby “zwolnić” się od posiadania kasy fiskalnej mając sprzedaż powyżej 20tys rocznie i nie przyjmując zapłaty w gotówce)? pytam bo korzystając z takiego systemu chyba nie dostaje się przelewu na własne konto firmowe od każdego klienta tylko przelewa się większą kwotę z konta systemu płatności?