Nawigacja

Sprzedajesz przez Internet i masz jakieś wątpliwości prawne w tym zakresie? Poniżej znajdziesz odpowiedzi na 42 pytania dotyczące tej tematyki.

Ten poradnik powstał na podstawie nagrania webinaru Oli Gościniak o prawnych aspektach sprzedaży on-line, w którym wziąłem udział gościnnie jako ekspert.

Możesz go odsłuchać w wersji audio jako piętnasty odcinek podcastu o prawie o kreatywnych albo przeczytać w wersji tekstowej. Decyzja należy do ciebie.

Posłuchaj – podcast

Jeżeli wolisz słuchać, poniżej znajdziesz wersję audio poradnika pt. “42 pytania dotyczących sprzedaży przez Internet”.

Podobał ci się odcinek? Udostępnij go innym. Dzięki poniższym przyciskom zajmie ci to dosłownie chwilę.

Podcastu “Prawo dla kreatywnych” możesz słuchać regularnie w następujących miejscach:

Wszystkie pozostałe odcinki podcastu “Prawo dla kreatywnych” znajdziesz na podstronie poświęconej podcastowi.

Poczytaj – artykuł

Jeżeli wolisz czytać niż słuchać, poniżej znajdziesz spisane odpowiedzi na 42 pytania dotyczące sprzedaży przez Internet.

Jeżeli zamiast pytań i odpowiedzi wolisz opracowania tematu od A do Z, polecam twojej uwadze te poradniki:

Gdy rozgościsz się na moim blogu i przejrzysz go dokładnie, znajdziesz jeszcze więcej przydatnych artykułów dostępnych całkowicie nieodpłatnie. Jeżeli jednak nie masz czasu lub chęci, zawsze możesz skorzystać z mojej indywidualnej, odpłatnej pomocy. Po prostu napisz na wojciech.wawrzak@prakreacja.pl.

Tymczasem oddaję w twoje ręce obiecane pytania i odpowiedzi w formie tekstowej. Wszystko poniżej.

Czy są jakieś specjalne formułki, które trzeba uwzględnić przy sprzedaży e-booków i kursów na platformie?

Jeśli chodzi o formułki, które moglibyśmy podawać w samej treści strony, to zacząłbym od checkboxa, który często pojawia się w temacie produktów elektronicznych. Ma to związek z problemem odstąpienia od umowy.

Produkt elektroniczny to coś innego niż spodnie. Jeżeli ktoś kupi e-booka, kurs on-line czy zapis webinaru i będzie chciał odstąpić od umowy, powstaje problem – nie jesteś w stanie skontrolować, czy on rzeczywiście przestanie z tego produktu korzystać.

Co zrobić, jak tego ryzyka uniknąć? Jest pewien sposób, aby uniemożliwić konsumenckie odstąpienie od umowy – w formularzu zamówienia należy dodać checkbox mniej więcej takiej treści:

Wyrażam zgodę na dostarczenie mi treści cyfrowych objętych zamówieniem przed upływem terminu odstąpienia od umowy.

Zaznaczenie tego checkboxa powoduje, że traci się prawo do odstąpienia od umowy. Wówczas unikasz ryzyka, że będziesz musiał zwrócić pieniądze komuś, kto dalej będzie z danego produktu korzystał.

Bardzo często jednak klienci decydują się na tzw. gwarancję satysfakcji – deklarujesz, że oddasz pieniądze, jeśli klient nie będzie zadowolony. Wtedy informujesz klienta, że może w ciągu 14 dni (wg ustawy) lub dłuższego okresu czasu, np. 30 dni (jeśli chcesz tę gwarancję rozszerzyć) zażądać zwrotu pieniędzy, bo po prostu coś mu się nie spodobało.

To, w jaki sposób podchodzisz do takich zwrotów, jest już zależne od twojej polityki. Część przedsiębiorców wyłącza prawo odstąpienia poprzez checkbox, a część bierze ryzyko finansowe na klatę, zwracając pieniądze każdemu, kto będzie niezadowolony z produktu.

Informacje dodatkowe

Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej o prawie odstąpienia od umowy, zajrzyj tutaj: Odstąpienie od umowy w sklepie internetowym (prawo zwrotu).

Druga formułka jest związana z ochroną danych osobowych. Obecnie jesteśmy jeszcze pod reżimem starej ustawy o ochronie danych osobowych, więc obowiązek informacyjny jest podstawowy. Ale gdy zacznie być stosowane RODO, czyli unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych, wejdziemy w tzw. rozszerzony obowiązek informacyjny.

RODO kładzie nacisk na to, że musimy naszym konsumentom i użytkownikom prezentować pewne informacje podczas pozyskiwania danych osobowych.

Oznacza to, że jeżeli ktoś ci podaje swoje dane w formularzu zamówienia, to musisz mu przedstawić określone informacje, co z tymi danymi będzie się działo. To jest tzw. klauzula informacyjna, czyli formułka związana z ochroną danych osobowych.

Najwygodniej dodać ją pod samym formularzem zamówienia. Może być długa, wypełniać cały ten obowiązek informacyjny, ale możesz też podać ją w uproszczeniu, np.: „Jeżeli jesteś zainteresowany ochroną danych osobowych, kliknij w politykę prywatności, tam znajdziesz wszystkie informacje”.

Więcej wiedzy

Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej o ochronie danych osobowych i RODO, konieczne sprawdź ten artykuł: RODO – czy naprawdę trzeba się bać?

Drugi materiał na temat RODO: RODO dla blogerów, vlogerów i twórców internetowych

Jest jeszcze tzw. formułka na przycisku do składania zamówienia – osławiony przycisk „kup teraz”, „kupuję i płacę”, „kupuję z obowiązkiem zapłaty”, „zamawiam z obowiązkiem zapłaty” itd.

Wynika to z tego, że ustawa o prawach konsumenta nakłada na sprzedawcę obowiązek poinformowania konsumenta o tym, że złożenie zamówienia łączy się z obowiązkiem zapłaty.

Ja takiej formułki “kupuję i płacę” nie uwzględniłam. Mój kurs kupiło prawie 300 osób, pojawiły się cztery osoby, które wybrały sposób płatności przelewem, a mimo wszystko nie zapłaciły. Gdy minął termin płatności i odezwałam się, to dostałam wiadomość e-mail, że jednak już nie są zainteresowane. Co zrobić z taką osobą? Inna kwestia – czy warto się kłócić?

Myślę, że nie warto się kłócić. Ale ta formułka powinna się znaleźć, bo konsument może ci potem powiedzieć, że nie został poinformowany o obowiązku zapłaty, w związku z tym spodziewał się, że dostanie za darmo.

To jest pewne zabezpieczenie przed internetowymi trollami, które mogą wyszukiwać twoje potknięcia.

Sama formułka nie jest mocno inwazyjna. Treść przycisku łatwo zmienić, można ją ograniczyć do „kupuję i płacę”, bo najczęściej po kliknięciu w przycisk od razu ląduje się na stronie płatności.

Niektórzy mają pewne obiekcje, nie chcą ujmować tej informacji w treści guzika, bo twierdzą, że to obniża konwersję. Wtedy można pod guzikiem zamieścić tekst: „Kliknięcie w przycisk wiąże się z obowiązkiem zapłaty”. Takie rozwiązanie również będzie spełniać wymogi stawiane przez ustawę o prawach konsumenta.

Dodatkowe informacje

Więcej informacji o obowiązkach wynikających z ustawy o prawach konsumenta znajdziesz tutaj: Wdrożenie prawne sklepu internetowego, czyli regulamin to nie wszystko.

Czy trzeba mieć założoną działalność gospodarczą, aby sprzedawać kursy?

Aby sprzedawać kursy, powinno się mieć założoną działalność gospodarczą.

Zawsze opowiadam to na przykładzie tradycyjnych produktów, mianowicie marchewki sprzedawanej na rynku. Jeżeli ktoś wystawia marchewkę na widok publiczny, to musi mieć działalność, żeby ją sprzedawać.

Tak samo jest z kursami. Jeżeli masz jakąś platformę sprzedażową, która sprzedaje – tym bardziej w sposób automatyczny – to wpadasz w definicję działalności gospodarczej.

W prawie polskim działalnością gospodarczą jest działalność zarobkowa, regularna i zorganizowana. O ile interpretacja charakteru zarobkowego i regularnego nie sprawia problemu, to już zorganizowanie bywa kłopotliwe. Nie ulega jednak wątpliwości, że jeżeli mamy zautomatyzowany system sprzedaży, to jest to sprzedaż zorganizowana.

W związku z tym nie polecam sprzedaży zautomatyzowanej bez prowadzenia działalności gospodarczej. Tak naprawdę wystarczy jeden zakup kontrolowany dokonany przez skarbówkę i mogą być kłopoty.

Więcej informacji

Więcej o wątpliwościach związanych z koniecznością zakładania działalności pisałem tutaj: Freelancer pyta – czy muszę założyć działalność?

Owszem, są w Internecie artykuły, które mówią, jak rozegrać sprzedaż bez zakładania firmy– np. opisać w regulaminie, że nie tyle sprzedajesz produkt, co udzielasz licencji na korzystanie z produktu. Wtedy to nie będzie przychód z działalności gospodarczej, tylko z praw autorskich. Niemniej jednak wydaje się, że definicja działalności zorganizowanej będzie miała tu pierwszeństwo.

Dlatego zawsze swoim klientom mówię, że jeżeli chcą sprzedawać coś w Internecie w sposób zautomatyzowany, to wyłącznie w ramach działalności.

Oczywiście nie musi być to własna działalność – możemy podpiąć się pod działalność męża, żony, brata, siostry. Możemy skorzystać z jakiejś platformy kursowej, która będzie za nas sprzedawać w zamian za prowizję. Albo możemy założyć jakiś ministart-up w ramach inkubatorów przedsiębiorczości.

Jest to zgodne z prawem, jednak wtedy zawsze trzeba opatrzyć to dodatkową umową, na podstawie której obca osoba będzie miała prawo sprzedawać nasz produkt.

Czy możemy zawrzeć umowę-zlecenie z małżonkiem bez wynagrodzenia?

Przede wszystkim, to nie będzie umowa zlecenie.

Jeżeli ja stworzyłem swój produkt, swój kurs, to to jest utwór, a ja go po prostu licencjonuję.

Licencja może być nieodpłatna i nie rodzić żadnych konsekwencji, również podatkowych, ponieważ świadczenia między osobami najbliższymi i tak są zwolnione od podatku.

Często jednak robi się licencję odpłatną – po to, żeby sobie to podatkowo zoptymalizować.

Jeśli żona licencjonuje utwór, to prawa majątkowe są w majątku odrębnym. Mąż jej wypłaca wynagrodzenie i do tego wynagrodzenia znajdują zastosowanie pięćdziesięcioprocentowe koszty uzyskania przychodu – obniża się więc podatek do zapłaty przez żonę.

Przy dobrym skalkulowaniu procentów można na tym w jakiś sposób zaoszczędzić.

Mam kilka koleżanek, które projektują swoje autorskie wzory na wyroby rękodzielnicze. Chciałyby je sprzedawać, ale z sobie właściwych powodów nie chcą prowadzić działalności gospodarczej. Są emerytkami, mają działalność rolniczą. W jaki najkorzystniejszy dla obu stron sposób, prowadząc działalność gospodarczą, mogłabym im pomóc w tej sprzedaży? Przez jaki rodzaj umowy?

Zawierasz typową umowę licencyjną, w której przewidujesz, w jaki sposób dane grafiki, wzory będą eksploatowane i w jaki sposób będzie rozliczane wynagrodzenie.

Ja to opowiadam zawsze na przykładzie wydawcy i książki – sytuacja jest dokładnie ta sama.

Jeżeli ktoś stworzył jakiś wzór korzystający z ochrony prawa autorskiego, to może udzielić komukolwiek licencji na jego sprzedawanie.

Tak samo autor udziela licencji wydawcy na wydrukowanie i sprzedaż książki.

Czy można w jakikolwiek sposób zabezpieczyć się przed kupnem kursu on-line przez osobę spoza Unii Europejskiej? Chodzi o sytuację, w której klient prosi o wystawienie faktury VAT, a sprzedawca nie będzie wiedział, jakie regulacje prawne obowiązują pomiędzy krajem X a Polską i jak taką sprzedaż później rozliczyć.

To jest problem, który technicznie da się ograniczyć, ale nigdy nie pominiesz tych wszystkich ludzi, którzy – mimo że im się mówi, że nie wolno – dalej to robią.

Ja też mam ograniczoną sprzedaż na poziomie technicznym do Polski, a zdarzają się osoby, które wpisują dane firmy np. z Wielkiej Brytanii. I powstaje wtedy problem formalno-prawny.

Natomiast pytanie zahacza również o kwestie właściwego prawodawstwa, kwestie właściwej stawki podatku VAT itd. Ten problem pojawia się, kiedy twoje kursy czy też inne produkty elektroniczne kupują osoby prywatne, nieprowadzące działalności, mieszkające poza Polską na terytorium Unii Europejskiej.

Wtedy wchodzisz w ten osławiony VAT MOSS, powinieneś do takiej ceny doliczyć stawkę podatku obowiązującego w kraju nabywcy, co oznacza, że powinieneś mieć w swoim systemie sprzedażowym skonfigurowane wszystkie kraje europejskie z różnymi stawkami. Niemniej jednak – moim zdaniem – sprzedaż kursów on-line poza Polskę jest rzadka, chociaż istnieje taka możliwość.

Zawsze mówię, że jeśli masz z czymś problem, postaraj się to wytłumaczyć na etapie procedury zamówienia. Np. masz listę rozwijalną krajów, ograniczasz ją do Polski, po czym dodajesz wytłumaczenie, dlaczego tak jest. A jeżeli ktoś chce kupić produkt spoza terytorium Polski, niech indywidualnie napisze e-maila. To najczęściej wystarcza.

Dodatkowa wiedza

Więcej o kwestiach związanych z rozliczaniem sprzedaży produktów elektronicznych przeczytasz w ramach księgowej części tego poradnika: Jak legalnie sprzedawać kursy on-line, e-booki i inne produkty elektroniczne?

Czy to prawda, że jeśli dodamy do kursu coś bardzo personalizowanego, np. konsultację indywidualną, to wtedy nie jest konieczny MOSS?

Tak, jest to taki powszechny sposób na eliminację MOSS-u – wtedy zatraca się charakter usługi elektronicznej, bo jest ona wykonywana przy indywidualnej obecności dostawcy kursu. Przyjęło się tak robić.

Ja mam pewne wątpliwości, czy to rzeczywiście jest właściwa interpretacja, bo jednak główne świadczenia to zautomatyzowany kurs, ale ludzie stosują to rozwiązanie i nie mają problemów.

Zapisy w regulaminie, które muszą się pojawić. Na co szczególnie zwracać uwagę w kontekście sprzedaży on-line?

To jest tak naprawdę temat rzeka. Nie będę tutaj powielał informacji dostępnych na blogu i odeślę po prostu do poradnika jak krok po kroku stworzyć regulamin: Jak napisać regulamin sklepu internetowego?

Dlaczego ten regulamin jest ważny? Często nam się wydaje, że jest tak naprawdę nieistotny, bo nikt go nie czyta. I rzeczywiście – nikt go nie czyta, dopóki nie ma problemów. Gdy trafi ci się niezadowolony klient, pierwsze, co zrobi, to otworzy twój regulamin, wypunktuje w nim wszystkie błędy i będzie próbował znaleźć podstawę, żeby trochę się pospierać czy odzyskać pieniądze.

Regulamin tak naprawdę zastępuje umowę. Wskazujemy w nim wszystko, co jest kluczem z punktu widzenia tej umowy. W Polsce obowiązują ustawa o prawach konsumenta i ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Zawierają one szereg obowiązków – tzw. informacyjnych – które sprzedawca musi wypełnić. Jak ten obowiązek informacyjny wypełnić? Zawrzeć wszystkie postanowienia w regulaminie i „zmusić” użytkownika, aby ten regulamin zaakceptował.

Jeżeli nie chcesz bawić się w samodzielne przygotowywanie regulaminu, możesz skorzystać z jednego z moich pakietów. Znajdziesz w nich gotowe regulaminy, gotowe wzory do wypełnienia swoimi danymi.

To, co jest ważne, i to, co doceniają klienci, to fakt, że wszystkie najważniejsze postanowienia opatrzone są komentarzami, które pozwalają zrozumieć, dlaczego tak to postanowienie wygląda, jak je można zmodyfikować, kiedy trzeba je zmodyfikować itp. Generalnie oprócz samego wzoru dostajesz również pakiet instrukcji, jak się z tym uporać. Szczegóły znajdziesz w sklepie.

Aleksandra chce otworzyć stronę ze sklepem z produktami fizycznymi i drugą ze sklepem z kursami. Który pakiet będzie dla niej odpowiedni?

W przypadku tych dwóch niezależnych stron, to są tak naprawdę dwa niezależne pakiety:

  • dla sprzedawców produktów fizycznych, czyli dla sklepów internetowych
  • dla sprzedawców produktów elektronicznych.

Jeżeli ktoś jest odpowiednio ogarnięty i ma trochę samozaparcia, to na podstawie pakietu dla sprzedawcy produktów fizycznych będzie w stanie dopasować regulamin również do produktów elektronicznych.

Czasem zdarzają się też sytuacje, w których ktoś w ramach jednego sklepu , jednej domeny, jednego systemu sklepowego prowadzi sprzedaż i produktów fizycznych, i produktów elektronicznych. Wtedy żaden z tych dwóch regulaminów nie pokrywa w 100% zapotrzebowania, bo potrzeba regulaminu uwzględniającego obie kwestie.

Konkludując: sklep internetowy z produktami fizycznymi – pakiet dla sklepów internetowych, sklep z produktami elektronicznymi – pakiet dla sprzedawców produktów elektronicznych.

Co jest w tych pakietach?

Pakiety są gotowe w dwóch wersjach: basic i premium. Pakiet basic pozwala ogarnąć wszystkie kwestie związane z regulaminem sprzedaży, z polityką prywatności sprzedaży, z formularzami odstąpienia.

Pakiet dla sprzedawców produktów elektronicznychPakiet premium zawiera również kwestie związane z ochroną danych osobowych, czyli politykę bezpieczeństwa, instrukcje zarządzania systemami informatycznymi, ewidencje osób upoważnionych, dekalog zasad związanych z przetwarzaniem danych osobowych – generalnie szereg dokumentów związanych z ochroną danych osobowych – oraz instrukcje, jak zgłosić zbiory do GIODO.

Pakiet-dla-sklepu-internetowego-450x750

To są dwa pakiety dla osób, które nie chcą płacić za indywidualną usługę, ponieważ w chwili obecnej przy wdrożeniu sprzedaży elektronicznej z ochroną danych osobowych i z regulaminem kosztuje ona 1 tys. zł netto, czyli 1230 zł brutto. Pakiet premium natomiast kosztuje 499 zł.

Zadowoleni klienci wiedzą, że można z tego naprawdę samodzielnie skorzystać, daje to fajne efekty, jednocześnie wyposaża w potężną dawkę wiedzy i ma się świadomość prawną, jak to wszystko powinno działać.

Czy jeśli mam u ciebie pakiet newsletterowy, to wystarczy, jeśli zakupię pakiet basic?

Wystarczy do ogarnięcia kwestii regulaminowych. Posiłkując się tym, co już masz stworzone na potrzeby newslettera, możesz uzupełnić swoją politykę bezpieczeństwa o kolejne zbiory.

W polityce bezpieczeństwa, którą sprzedaję, jest załącznik pt. „Wykaz zbioru danych osobowych”. W pakiecie „Legalny newsletter” jest wyszczególniony jeden zbiór, newsletter. On jest dość szczegółowo opisany i na bazie tego opisu możesz sobie stworzyć opisy kolejnych zbiorów.

Zatem jeżeli czujesz się na siłach, to możesz wykupić tylko pakiet basic i resztę zrobić samodzielnie. Ewentualnie zgłosić się do mnie indywidualnie.

Jakie dokumenty musimy mieć w sklepie?

Regulamin, politykę prywatności, formularz odstąpienia od umowy, formularz reklamacyjny – to na wierzchu widoczne dla klientów. Plus wewnętrzna dokumentacja ochrony danych osobowych.

Jeśli wysyłam newsletter do moich odbiorców, to wg przepisów powinnam umieścić w wiadomości takie dane jak imię, nazwisko i adres. Jak to ma się do ochrony moich danych osobowych, jeśli siedziba mojej firmy to jednocześnie mój dom?

Tak naprawdę – nijak. Jako przedsiębiorca sam decydujesz, że pozbawiasz się prywatności w zakresie adresu twojej siedziby. Stąd m.in. popularność wszystkich wirtualnych biur – one bazują na tym, że ludzie nie chcą podawać swojego domowego adresu i wtedy podają adres wirtualnego biura.

Jeżeli decydujesz się na zarejestrowanie działalności w prywatnym mieszkaniu, to po pierwsze musisz liczyć się z tym, że twój adres będzie dostępny publicznie w CEIDG.

Po drugie większość obowiązków informacyjnych – zarówno wynikających z ustawy o prawach konsumenta, jak również z przepisów o ochronie danych osobowych – nakazuje sprzedawcy internetowemu przekazanie konsumentowi swoich danych adresowych – imię i nazwisko, adres, najlepiej również adres e-mail, telefon nie jest obowiązkowy, chociaż mile widziany przez konsumentów.

Jeśli się tego obawiasz, trzeba pomyśleć o zarejestrowaniu działalności gdzie indziej.

Czy jest możliwość prowadzenia działalności gospodarczej związanej z fotografią, blogami różnotematycznymi, np. lifestyle’owymi czy o jedzeniu? Wystarczy dodać odpowiednie PKD do działalności gospodarczej? Czy można wtedy wliczać wszystko w koszty, czy tylko sprawy związane z fotografią?

W ramach jednej firmy, jednej działalności można prowadzić wiele projektów czy też wiele marek. O tym też pisałem na blogu w zaskakującym artykule pt. „Czy można w ramach jednej firmy rozwijać wiele marek?”.

Nie ma przeszkód – można mieć jedną firmę i 10 PKD, 10 rodzajów działalności, jeżeli one ze sobą nie kolidują.

Co do kosztów – oczywiście w koszty możesz wrzucać to, co służy ci do osiągania przychodów i związane jest z działalnością. W przypadku fotografii – to, co jest związane z fotografią. Jeżeli dokładamy sprzedaż przez Internet – wszystko, co związane ze sprzedażą przez Internet.

Trzeba jednak pamiętać, że szereg kosztów, które na pierwszy rzut oka wydają się związane z działalnością, nie zawsze są w 100% z nią związane.

Co do kwestii zwrotów produktów elektronicznych – jak reagować, kiedy ktoś rozpowszechnia kupiony PDF na stronie typu Chomikuj?

Obecnie na stronie Chomikuj jest procedura „Notice and take down”. Możemy wysłać do administratorów zgłoszenie, wykazać, że przysługują nam prawa autorskie i rozpowszechnianie produktu na Chomikuj jest bezprawne – wówczas oni zablokują dostęp. Tak dzisiaj działają m.in. firmy fonograficzne, walcząc z bezprawnym rozpowszechnianiem materiałów.

Problem pojawia się wtedy, kiedy dane treści wyciekają w serwisach, w których nie ma procedury „Notice and take down”. Trzeba wtedy próbować namierzyć administratora, co nie zawsze jest możliwe.

Często takie treści rozpowszechnione są bez wykorzystania jakichkolwiek dodatkowych serwisów. Wtedy mamy do czynienia z naruszeniem praw autorskich. Tutaj odsyłam do artykułu na blogu pt. „Jak reagować na naruszenie praw autorskich w Internecie?”.

Jaka jest różnica prawna między sklepem internetowym a platformą sprzedażową?

Myślę, że tu chodzi o różne warianty dostawy produktu. Są produkty elektroniczne, które przesyłane są jednorazowo w postaci linków. Tak najczęściej funkcjonują e-booki, zapisy webinarów czy proste produkty, które nie są rozłożone w czasie.

Kursy obecnie najczęściej znajdują się na platformach kursowych, do których użytkownik dostaje dane dostępowe. I tutaj owszem, jest różnica formalno-prawna – polega na tym, że zapewnienie dostępu do platformy kursowej, np. przez rok, jest świadczeniem usługi, a nie prowadzeniem sprzedaży produktów.

Zawierasz z klientem umowę na czas określony i zobowiązujesz się, że on np. przez rok będzie miał dostęp do określonej platformy. W przypadku gdy sprzedajesz produkt jednorazowo, masz do czynienia z umową o jednorazowe dostarczenie treści cyfrowych.

Na etapie regulaminu można z tego łatwo wybrnąć, nie definiując konkretnych umów, a wskazując, że np. zakupiony produkt zostanie dostarczony konsumentowi poprzez przesłanie danych dostępowych do platformy, a dostęp do platformy klient będzie miał przez rok.

Przestrzegam przed tworzeniem dostępów na czas nieokreślony. Nieokreślony – czyli jaki? Dożywotni? Czy to znaczy, że jeśli za 10 lat postanowię, że już nie chcę mieć tej platformy, to będę zobowiązany ją nadal mieć?

Jeżeli już udostępniasz platformę na czas nieokreślony, to zabezpiecz się poprzez informację, że przewidujesz prawo do wypowiedzenia umowy, czyli do zakończenia dostępu do platformy, z jednoczesną możliwością pobrania wszystkich materiałów przez konsumenta.

Jak wyglądają prawne i formalne aspekty tworzenia listy mailingowej? Jakie wymogi trzeba spełniać przy zbieraniu adresów e-mail do newslettera?

Niestety zostało przesądzone, że już sam adres e-mail jest daną osobową. W związku z tym nie ma ucieczki przed wdrożeniem wszystkich obowiązków.

Nie pomoże również informacja, że newsletter jest do celów domowych, wewnętrznych, osobistych – bo trudno przyjąć, że 5 tys. osób zapisanych na listę pozostaje z tobą w stosunku ściśle osobistym.

Aspekty prawne podzieliłbym na tzw. zewnętrzne i wewnętrzne.

Zewnętrzne to są te, które widzi użytkownik zapisujący się na newsletter. Chodzi przede wszystkim o zgodę na przetwarzanie jego danych w określonym celu, czyli najczęściej o checkbox. Ponadto o klauzulę informacyjną, na którą RODO kładzie nacisk. Musisz więc zadbać o to, żeby już na etapie konstruowania formularza zapisu na newsletter uwzględnić odpowiednie informacje.

Istnieje też szereg obowiązków wewnętrznych związanych z przetwarzaniem danych osobowych. Po pierwsze musisz mieć chociażby minimalne zabezpieczenia tych danych. W przypadku kiedy przetwarzanie polega na tym, że wszystko dzieje się na serwerze, to po prostu ktoś się loguje do systemu mailingowego i przetwarza dane. Nie wymaga się wówczas większych zabezpieczeń poza tym, że masz hasło dostępu do systemu operacyjnego, hasło do systemu mailingowego, protokół SSL na stronie.

Obecnie funkcjonuje ustawa o ochronie danych osobowych, która przewiduje obowiązek dysponowania tzw. wewnętrzną dokumentacją ochrony danych osobowych, czyli polityką bezpieczeństwa i instrukcją zarządzania systemami informatycznymi. To są dokumenty, w których opisuje się wszystkie zabezpieczenia techniczne, jakie się wdrożyło, wszystkie zbiory, jakie się ma.

RODO, które będzie stosowane od 25 maja 2018 r., znosi formalny obowiązek posiadania dokumentacji. Będzie można mieć tę dokumentacje uproszczoną – ale zawsze warto ją mieć.

Gdy przygotowujesz taką dokumentację, to musisz jeszcze zawrzeć umowę powierzenia z podmiotami, które przetwarzają dane – w tym przypadku z dostawcą systemu mailingowego.

Na stronię MailChimpa w dziale „Frequently asked questions” znajdziesz link, który pozwoli wygenerować automatycznie umowę z MailChimpem. Podobnie MailerLite, FreshMail, GetResponse – one wszystkie mają wzory umów powierzenia, które z łatwością możesz z nimi zawrzeć.

Należy jeszcze wypełnić formalny wniosek w GIODO. Obecnie ten obowiązek jest, ale 25 maja zniknie. Zostanie zastąpiony wewnętrznym rejestrem przetwarzania danych. Jeżeli jednak teraz rozpoczynasz zbieranie e-maili, powinieneś takie zgłoszenie wypełnić, by mieć dowód, że na gruncie obowiązujących przepisów dołożyłeś tzw. należytej staranności.

Dodatkowa wiedza

Po więcej informacji dotyczących legalizacji newslettera, zapraszam tutaj: Czy newsletter trzeba zgłosić do GIODO? Jak to zrobić?

Jeśli nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi od GIODO w związku z tym wnioskiem, to trzeba się martwić?

Nie dostaniesz tej odpowiedzi. Obecnie proces rejestracji trwa dwa lata, a ty możesz przetwarzać dane od chwili zgłoszenia.

Biorąc pod uwagę, że w przyszłym roku zacznie być stosowane RODO i zniknie obowiązek zgłoszenia, to większość zbiorów nie zostanie zarejestrowana.

Na blogu jest masa artykułów o legalnym newsletterze. Dostępny jest też pakiet, który pozwala zalegalizować newsletter. Jeżeli ktoś zdecyduje się na pakiet dotyczący sklepu internetowego czy produktów elektronicznych w wersji premium, to dostanie również rozbudowaną zawartość pakietu „Legalny newsletter”. Jeżeli ktoś interesuje się pakietem premium dla sprzedawców, to „Legalny newsletter” nie jest mu już potrzebny.

Pakiet „Legalny newsletter” sprzedaje się najlepiej – budżetowo pozwala zalegalizować newsletter. A jednocześnie otwiera oczy, bo być może mamy jeszcze więcej danych niż nasz newsletter.

Najczęściej jest tak, że jak zaczynamy prowadzić listę mailingową, to owszem, mamy newsletter, a potem pojawiają się dane osób, które złożyły zamówienie, dane w systemie fakturowym.

Nawet głupia lista kontaktów w telefonie komórkowym jest zbiorem danych, jak również lista kontaktów w programie klienta poczty. W pakietach premium opisałem te zbiory danych bardzo szeroko – są tam opisane wszystkie zbiory, o których istnieniu często nawet nie wiemy.

Co grozi za brak dokumentacji?

Obecnie tak naprawdę nic. Jeżeli przytrafi ci się kontrola GIODO, to usłyszysz: „Nie masz dokumentacji, zrób ją, jak ją zrobisz, to nic złego się nie stanie”.

W praktyce kontrole również się nie zdarzają – do tej pory w skali roku było ich ok. 80, dotyczyły głównie dużych sektorów finansowych, bankowych, dużych korporacji.

Pytanie brzmi: jak to będzie na gruncie RODO? RODO wprowadza kary finansowe, które mogą być nakładane od razu, bez konieczności wzywania do zaniechania naruszeń. Może się okazać, że wobec tego kontrole będą zdarzać się częśćiej.

Z danymi osobowymi jest trochę jak z własnością intelektualną – jeszcze dwa, trzy lata temu nikt do prawa autorskiego nie przywiązywał uwagi, a dzisiaj każdy już coś o nim wie.

Dlatego warto mieć w swojej firmie chociaż podstawowe procedury związane z ochroną danych, mieć podstawową świadomość, o co w tym chodzi. Czasami zdarza się, że konsument wie więcej niż profesjonalny przedsiębiorca – a to nie świadczy dobrze o przedsiębiorcy.

Czy sklep internetowy powinien być zgłoszony do GIODO? Co w przypadku, gdy zgłaszamy newsletter? Czy zgłasza się to razem, czy osobno?

Do GIODO zgłaszasz zbiory danych funkcjonujące w firmie – zbiór zamówień, zbiór użytkowników, zbiór newsletterowy, fakturowy, zbiór pracowników itd. Każdy z nich musi mieć oddzielne zgłoszenie, natomiast wszystkie te zbiory uwzględniamy w jednej polityce bezpieczeństwa.

Na blogu są artykuły pt. „Dane osobowe w sklepie internetowym, jak nad nimi zapanować?”, „Wdrożenie prawne sklepu internetowego, czyli regulamin to nie wszystko”, generalnie po wejściu na prakreacja.pl w górnym menu jest „Strefa wiedzy”, która jest podzielona na branże. Wszystkie artykuły są tam podlinkowane, więc można je sobie prześledzić, przeczytać i uzbroić się w pakiet wiedzy.

Czy na wysyłkę newslettera muszę mieć zgodę pisaną lub elektroniczną, czy wystarczy ustna?

Najczęściej uzyskujemy zgodę elektroniczną – poprzez checkbox albo zapytanie.

Taką zgodę można jednak wyrazić w każdej formie, również ustnej.

Problem polega na tym, że fakt udzielenia zgody powinieneś utrwalić. A jak będziesz utrwalać zapisy na newsletter w formie ustnej? Czy będziesz każdemu przystawiać dyktafon i pytać?

Zawsze możesz w systemie mailingowym wydzielić sobie grupę czy też segment odbiorców, np. „Zgody ustne”, i napisać: „Dostajesz tę wiadomość, ponieważ podczas naszej rozmowy wyraziłeś w formie ustnej zgodę na przesłanie ci takich informacji. W każdej chwili możesz zrezygnować”.

Dorota jest podmiotowo zwolniona od podatku VAT i wystawia tylko rachunki. Co z produktami on-line? Jaki powinna mieć do tego program?

Przede wszystkim nie ma czegoś takiego jak rachunki. To funkcjonuje tradycyjnie, tak się przyjęło, natomiast dzisiaj nawet podatnicy, którzy nie są vatowcami, mogą wystawiać faktury.

Co więcej, powinni je wystawiać, właśnie po to, żeby nie robić zamieszania terminologicznego. Jest to faktura bez VAT. Można ją wystawiać tak jak każdą inną fakturę.

W przypadku kursów on-line i produktów elektronicznych najczęściej wygląda to tak, że sprzęga się system sklepowy z fakturownią czy jakimkolwiek innym dostawcą narzędzia. Faktury generowane są automatycznie. Nie ma więc problemu – możesz wystawiać faktury, nie będąc podatnikiem VAT.

Czy można sprzedawać kursy, będąc na macierzyńskim, bez szkody na zasiłku przysługującym z tytułu urlopu macierzyńskiego?

Tutaj niestety nie mam szczegółowej wiedzy, ale mogę odesłać do bloga Katarzyny Klemby, specjalistki od takich tematów – adres: e-prawopracy.pl.

Czy jeśli prowadzę działalność i jednocześnie pracuję na etacie, muszę zawiesić sprzedaż kursu on-line w sytuacji, kiedy jestem na zwolnieniu lekarskim?

Skontaktowałbym się w tej sprawie z ZUS-em, oni ci powiedzą, jak podejdą do tego tematu. Sprzedaż jest zautomatyzowana, więc de facto nic nie robisz, możesz leżeć w łóżku, a kurs się sprzedaje. Z tego punktu widzenia można by przyjąć, że sprzedaż podczas zwolnienia jest dopuszczalna. Ale tutaj znowu nie mam pełnej wiedzy w tym zakresie, więc nie udzielę wiążącej porady.

Mnie księgowa mówiła, że na L4 mogę sprzedawać pod warunkiem, że wszystko jest zautomatyzowane – łącznie z wysyłką, wystawianiem faktur.

To jest oczywiście kwestia interpretacji, tylko trzeba mieć na uwadze, że jeżeli ZUS-owi coś się nie spodoba, to będziesz musiała im to wszystko wyjaśnić. Tak jak mówiłem, w takich tematach nie poruszam się na co dzień, więc nie chcę wprowadzać w błąd jakąś pochopną odpowiedzią.

Zawiesiłam działalność ze względu na duży ZUS, nie rozwijała się tak, abym była w stanie go opłacać. Teraz mam mnóstwo pomysłów na kursy, produkty on-line, ale na początku też nie będę w stanie opłacać dużego ZUS-u. Co zrobić? Czy otwierać firmę na dwa tygodnie w momencie sprzedaży kursu i zamykać ją po zakończeniu? Czy to legalne?

Nie do końca. Musisz sobie zdać sprawę z tego, że nie prowadzisz tej działalności tylko wtedy, kiedy sprzedajesz. Poszukałbym jakichś alternatyw w postaci koleżanki, siostry albo akademickiego inkubatora przedsiębiorczości, który w stosunku do dużego ZUS-u pozwala na sporą oszczędność, płaci się 200 zł, 300 zł, 400 zł – a nie 1400 zł.

Wariantów z zawieszaniem i odwieszaniem bym nie praktykował, to tylko ściągnie na ciebie uwagę. Oczywiście jeśli masz wyłącznie dwie akcje sprzedażowe – na wiosnę i na jesień – to to by już przeszło. Dużo zatem zależy od indywidualnej sytuacji.

Czy w momencie, kiedy mamy zawieszoną działalność, możemy np. publikować coś na Facebooku, pisać artykuły na blogu?

Oczywiście – o ile pod tymi artykułami nie ma przycisku „kup teraz”. Możesz podejmować działania w celu zabezpieczenia swojego źródła przychodów. Dobrze jest skupić się na angażujących działaniach marketingowych, a potem zorganizować jedną dużą sprzedaż, która pozwoli ci zarobić kapitał – np. na 10-miesięczny ZUS.

Podobno gdy sprzedaje się on-line, nie trzeba mieć kasy fiskalnej, bo klienci robią przelewy. Co w sytuacji, gdy jest możliwość odbioru osobistego i klient wybiera płatność gotówką? Czy wtedy sama faktura nie wystarczy jako dokument transakcji?

Nie wyobrażam sobie odbioru osobistego kursów on-line. Obecnie, jeżeli ktoś wpłaca ci kwotę na rachunek bankowy, a ty wysyłasz produkt pocztą czy nawet świadczysz usługę, nie musisz mieć kasy.

Jeżeli jednak ktoś płaci gotówką w sklepie, to pojawia się ta konieczność. Jest wyjątek, który pozwala jej uniknąć – jeżeli ta sprzedaż na rzecz osób prywatnych, nieprowadzących działalności nie przekroczy w skali roku 20 tys. zł, to nadal kasy fiskalnej mieć nie musisz.

Czy mogę sprzedawać w sklepie internetowym swoje prace typu fanart, np. Superman, Batman? Gdzie jest granica inspiracji i jak to mierzyć?

Fanart kończy się tam, gdzie zaczynają się pieniądze. Wykorzystanie Supermana, Spidermana czy innych postaci to korzystanie z cudzego utworu, więc trzeba mieć na to licencję.

W przypadku znanych postaci w zasadzie nie ma granicy inspiracji – jeżeli chcesz skorzystać ze Spidermana, z jego renomy, to musisz go narysować w taki sposób, który sprawi, że ktoś go pozna.

Jeżeli robisz to w celu komercyjnym, to narażasz się na zarzut wykorzystania utworu, znaku towarowego i renomy. To jest dość teoretyczny pogląd, często nie ma konsekwencji takiego postępowania, bo podmioty uprawnione nic z tym nie robią. Jeżeli jednak chciałyby coś zrobić, to miałyby ku temu podstawy prawne i tego musisz być świadomy.

Jeżeli chcesz zrobić tego typu rzecz legalnie, to musisz zrobić to na potężną skalę i mieć biznes, który sprzedaje na globalną skalę, by być w stanie opłacić odpowiednią licencję. Oczywiściem możesz też działać w szarej strefie i liczyć, że nikt się nie przyczepi.

To często jest kwestia priorytetów i psychologii. Jedni dobrze się czują z ryzykiem, a inni chcą mieć święty spokój i spokojną głowę, więc odpuszczają te wszystkie akcje bazujące na znanych postaciach.

Polecam mój artykuł o fanarcie – Czy fanart jest legalny?.

Skoro nie za bardzo można sprzedawać fanarty, to czy można chociaż je wrzucić do portfolio, żeby pokazać swoje umiejętności?

W portfolio już to prędzej przejdzie – to nie jest zwielokrotnianie, sprzedaż, osiąganie korzyści. Aczkolwiek musisz mieć na uwadze, że może zaistnieć sytuacja, w której podmioty uprawnione będą wykonywały monitoring po to, żeby wyłapywać naruszenia praw autorskich. To dzieje się na YouTubie z muzyką, to samo robi Facebook.

Pamiętaj, że gdyby podmiot uprawniony chciałby zwalczać takie działania, znajdzie podstawy prawne, by to robić. Zatem wszelkie tego typu wykorzystywanie znanych postaci często bazuje po prostu na tym, że podmioty uprawnione nie reagują albo po prostu nie wiedzą o wszystkich naruszeniach.

Przymierzam się do sprzedaży pierwszego kursu on-line, aktualnie mam działalność i zamierzam ją otworzyć przed rozpoczęciem sprzedaży kursu. Czy mogę zbierać na listę zainteresowanych zakupem przed rozpoczęciem działalności?

Jak najbardziej. Co więcej, rób to tak długo, jak się da, tzn. uruchom działalność wtedy, kiedy uruchomi się twoja sprzedaż. Nie ma sensu jej zakładać, jeżeli nic nie sprzedajesz wcześniej.

Powiem więcej – istnieje możliwość, żeby wydatki poniesione jeszcze przed założeniem działalności zaliczyć do kosztów z pierwszym dniem działalności. Można zatem kupić miesiąc przed startem działalności pakiet 5 tys. subskrybentów w MailChimpie i mimo że faktura będzie na dane prywatne, uwzględnić ją potem w kosztach działalności – jeżeli będzie związek między zakupem a działalnością.

Czy jest jakiś konkretny termin, np. tylko miesiąc przed rozpoczęciem działalności można to zakupić i wrzucić w koszty?

Nie ma, ale oczywiście warto kierować się rozsądkiem, nie wywlekać z piwnicy statywów fotograficznych sprzed 20 lat, które dziadek kiedyś podarował, by wrzucić je w koszty.

Czy warto jest być na początku działalności gospodarczej płatnikiem VAT?

Nigdy nie warto być płatnikiem VAT. To jest danina dla państwa – tak naprawdę za nic. Problem polega na tym, że wszyscy, którzy świadczą usługi konsultacyjne, doradcze, muszą być obowiązkowo płatnikami VAT. W związku z tym, często możesz po prostu nie mieć wyboru i musieć zostać vatowcem.

Jeżeli nie musisz być podatnikiem VAT ze względu na przedmiot swojej działąlności, to w tej chwili zwolnienie podmiotowe wynosi do 200 tys. w skali roku i warto z niego korzystać.

Czy sprzedając kursy bez konsultacji, trzeba być vatowcem?

Nie trzeba. Gdybym ja nie musiał być vatowcem ze względu na usługi prawne, również nie sprzedawałbym swoich produktów elektronicznych z VAT-em, bo na każdym produkcie jestem 23% do tyłu. Jeżeli jednak jakakolwiek część działalności podlega pod VAT, to cała działalność również musi.

Gdzie można znaleźć informacje, które działalności gospodarcze muszą podlegać pod VAT?

W ustawie o podatku od towarów i usług. Jest tam cały przepis poświęcony zwolnieniu od podatku od towarów i usług.

Sylwia mówi, że kursy językowe w Polsce są zwolnione z VAT-u. Czy w przypadku kursów językowych e-learningowych zwolnienie również obowiązuje? A co w przypadku kursu języka polskiego dla kursantów franscuskojęzycznych, którzy mogą pochodzić z Francji, Belgii i innych krajów? Czy należy uwzględnić VAT i czy stawki będą różne w zależności od kraju?

Zawsze trzeba odróżnić usługę indywidualną od elektronicznej. Tylko w przypadku usługi elektronicznej pojawia się wątek VAT-u MOSS. Jeżeli usługa jest indywidualnie świadczona, nawet na rzecz obywatela spoza Polski, to nie ma procedury VAT MOSS – doliczany jest krajowy polski podatek VAT.

Ustawa reguluje szereg zwolnień, kiedy nie trzeba płacić podatku. Można to zweryfikować, sprawdzić, czy dana usługa będzie korzystała ze zwolnień. Tam jest dużo niuansów. Zawsze polecam tego typu wątpliwości konsultować z osobą, która jest odpowiedzialna za księgowość albo z doradcą podatkowym.

Lepiej pomyśleć o tym, zanim zacznie się tego typu usługi świadczyć, by potem nie być zaskoczonym, że czegoś się nie dopilnowało i trzeba np. zapłacić zaległy VAT z odsetkami.

Czy możliwe jest rozliczenie kursu jako umowy-zlecenia bez prowadzenia działalności gospodarczej? Integralną częścią kursu byłaby indywidualna konsultacja. I po drugie: czy zawsze należy wystawiać fakturę za kurs?

Jeżeli kurs jest sprzedawany przez automatyczny system, to uważam, że to jest zorganizowana działalność, bo wszystko dzieje się za ciebie. Natomiast jeżeli na stronie jest informacja, że kurs to trening indywidualny i sprzedajesz go indywidualnie, zawierając z każdym oddzielną umowę, to mógłbyś rozliczać to jako osoba prywatna.

Pamiętaj zawsze, że sprzedaż zautomatyzowana bez działalności jest ryzykowna.

Jeżeli chodzi o faktury – to zależy, kto jest twoim klientem. Jeżeli jest nim firma, masz obowiązek udokumentować to fakturą. Jeżeli osoba prywatna – to takiego obowiązku nie masz, następuje wówczas sprzedaż bezrachunkowa, a fakturę wystawiasz jedynie na żądanie.

Pracuję w temacie rozwoju osobistego – asertywność, zarządzanie sobą w czasie, pewność siebie. Posługuję się książkami, które są już na rynku – nie wykorzystuję nic słowo w słowo, ale mam świadomość, że jest to jakaś inspiracja, pomoc merytoryczna. Za każdym razem czuję strach, że ktoś mnie posądzi o plagiat czy o propagowanie treści, które już są na rynku. Jak to jest z tym plagiatem?

Sama wiedza najczęściej w ogóle z ochrony nie korzysta. Prawo autorskie jest tutaj brutalne i chroni dopiero to, co zostało wyrażone.

Gdy powielisz jakąś wiedzę jeden do jednego, będzie można mówić o plagiacie. Natomiast w sytuacji, w której tylko przetwarzasz wiedzę, którą zdobyłeś gdzie indziej i robisz to na swój twórczy sposób, to powstaje samodzielny utwór i nie ma mowy o żadnym plagiacie.

W przeciwnym wypadku doszlibyśmy do sytuacji, gdy kto, kto po raz pierwszy opisze jakieś zagadnienie, ma na nie całkowity monopol. To byłoby absurdalne, bo zahamowałoby rozwój i postęp w nauce.

Czy jeśli zacytujemy, skąd to jest, to w dalszym ciągu nie możemy wykorzystać tych treści?

Cytat to kolejne bardzo obszerne zagadnienie – jest fajną instytucją, ale często nadużywaną. Aby cytat był cytatem w myśl prawa, musi przede wszystkim służyć określonemu celowi – edukacja, wyjaśnianie, krytyka.

Samo wzbogacenie wartości naszego przekazu nie jest wystarczające, żebyśmy mówili o cytacie w rozumieniu prawa.

Jeżeli cytat rzeczywiście służy omówieniu jakiś kwestii, można go wykorzystać w swoim utworze – oczywiście zaznaczając przypiski, odpowiednio oznaczając twórcę i źródło.

Pamiętajmy jednak, że cytat ma być tylko uzupełnieniem naszej własnej twórczości. Opieranie swojej działalności wyłącznie na cytowaniu innych nie jest dobrym pomysłem.

Jak wywiązać się z obowiązku informowania o zmianach w regulaminie sklepu? Czy wszystkim, którzy kiedykolwiek coś u nas kupili, trzeba wysyłać e-mail z informacją o zmianach regulaminu? Nawet tym, którzy kupili coś bez rejestracji, tylko przez formularz z danymi?

Jeżeli chodzi o użytkowników, którzy nie mają konta, nie masz obowiązku powiadamiania ich o nowym regulaminie, dlatego że wobec nich znajduje zastosowanie regulamin z chwili zawarcia umowy.

W regulaminie powinna znaleźć się adnotacja, że w razie jego zmiany do umów zawartych wcześniej znajduje zastosowanie regulamin obowiązujący w chwili zawarcia umowy.

Natomiast osoby, które mają konto w sklepie czy też na jakiejś platformie kursowej, powinny być powiadomione o każdej zmianie regulaminu. Najlepiej byłoby, gdyby każdy ten regulamin jeszcze raz zaakceptował. To jest rozwiązanie modelowe, ale rzadko stosowane.

Najczęściej pojawia się informacja o zmianie regulaminu opatrzona komentarzem: „Jeżeli nie zgadzasz się ze zmianą treści regulaminu, możesz bezkosztowo zrezygnować z konta”.

Czasem wprowadza się również zmieniony regulamin nawet bez informowania z wyprzedzeniem, po prostu zawierając informację, że obowiązuje od dzisiaj. Wariantów jest wiele i przedsiębiorcy decydują się na różne rozwiązania.

Pisząc bloga, chciałabym pokazać konkretne rozwiązanie, wykorzystując zdjęcie z Pinteresta, i podpisać, że to jest źródło. Ponadto w analogiczny sposób wykorzystywać zdjęcia. Czytałam, że nie do końca jest to OK, ale z tego, co widzę, większość blogerów jednak z tego rozwiązania skorzysta. Jakie to rodzi zagrożenia?A czy jest różnica, jeśli wykorzystamy taki widget z Pinteresta poprzez osadzenie na stronie czy zrobienie printscreena?

Pinterest to jest siedlisko zła – tam niemal wszystko narusza prawa autorskie. Każdy może coś wrzucić i nigdy nie wiemy, czy to wrzucił twórca uprawniony.

Wykorzystywanie treści stamtąd jest mocno ryzykowne, szczególnie w działalności komercyjnej – niezależnie, czy robimy to poprzez osadzanie, czy nie.

Są już wyroki Trybunału Sprawiedliwości, że samo osadzanie również nie załatwia sprawy. Oczywiście w regulaminie Pinteresta znajdziemy informację, że można osadzać i rzeczywiście wielu blogerów, wiele osób działających w Internecie tak robi, ale to jeszcze nie przesądza sprawa, że rzeczywiście jest to dopuszczalne.

W dobie monitoringu Internetu takie działania mogą być coraz bardziej ryzykowne. Jeżeli tworzysz projekt, na którym zarabiasz, to ja bym nigdy nie wykorzystał zdjęć z Pinteresta, bo nie mam pojęcia, skąd one się tam wzięły i czy nie znajdzie się ktoś, kto postawi mi zarzut naruszenia praw autorskich poprzez wykorzystanie zdjęć bez zgody.

Wirtualne biura – czy można z nich korzystać?

Jeszcze jakiś czas temu nikt nie weryfikował twojego tytułu prawnego do lokalu, w którym prowadzisz działalność.

Obecnie często się tak zdarza – urzędnik przychodzi do lokalu, który został wskazany jako siedziba działalności i weryfikuje, czy tam rzeczywiście ta działalność jest prowadzona.

Żeby mieć pewność, skontaktuj się z konkretnym człowiekiem odpowiedzialnym za dane biuro i zapytaj, jak oni rozwiązują ten problem.

Podsumowanie

Ten poradnik powstał na bazie nagrania webinaru, w którym gościnnie wziąłem udział jako ekspert. Oczywiście poruszone tematy nie wyczerpują wszystkich problemów związanych z branżą e-commerce.

Jeżeli masz jakiekolwiek dodatkowe pytania, zostaw je w komentarzu lub napisz na adres wojciech.wawrzak@prakreacja.pl.

Podobał ci się ten poradnik? Udostępnij go innym. Dzięki poniższym przyciskom zajmie ci to dosłownie chwilę.

Szukasz więcej przydatnych informacji? Zajrzyj do strefy wiedzy

Newsletter

Chcesz otrzymywać wartością wiedzę bezpośrednio na swoją skrzynkę e-mail? Zapisz się na newsletter.

Administratorem Twoich danych osobowych będzie Wojciech Wawrzak, ul. Tatrzańska 91/51, 93-279 Łódź, e-mail: kontakt@wojciechwawrzak.pl. Szczegółowe informacje o przetwarzaniu danych osobowych znajdują się w polityce prywatności. Ponadto, odnajdziesz je w wiadomości potwierdzającej zapis do newslettera.

Privacy Policy Settings