Nawigacja

Wystarczyły zaledwie trzy dni od mojej prezentacji “Prawo dla blogera” na See Bloggers, by doszło w Internecie do “kryzysu” z blogerem w roli głównej. Marta Hennig, której wizerunek został bezprawnie wykorzystany, nie spodziewała się, że tak szybko od mojego wystąpienia znów będziemy w kontakcie. Nie mogłem przegapić takiej okazji i nie napisać o całej sprawie na blogu.

O co chodzi?

Marta opublikowała kiedyś na blogu wpis pt. “Dlaczego Twoje studia są bez sensu“, który opatrzyła swoim zdjęciem:

studentka

Samorząd Studentów Wydziału Prawa w Białymstoku organizował imprezę dla studentów pod nazwą “Indeks Party”. Jedna z czytelniczek, podrzuciła Marcie informację, że jej zdjęcie zostało wykorzystane na imprezowych biletach:

wejściówki

Po nitce do kłębka, Marta dotarła do okładkowego zdjęcia wydarzenia na Facebooku:

cover1

Wiedziona ciekawością, zajrzała również na fanpage klubu, w którym organizowana była impreza. Herkulesy klub | klub nocny. Oto, co tam znalazła:

cover2

Reakcja Marty była natychmiastowa. Zażądała usunięcia zdjęcia:

Proszę natychmiast usunąć moje zdjęcie z profilu imprezy https://www.facebook.com/events/428937143938414/437487496416712/?notif_t=plan_mall_activity oraz wycofanie wejściówek z moim zdjęciem, bo inaczej wejdę na drogę sądową z tą sprawą. Czy to są jakieś żarty? Studenci Prawa nie znają zasad praw autorskich i własności? Te zdjęcie było na moim blogu i nie wyraziłam zgody na jego wykorzystywanie!

W odpowiedzi otrzymała mętne wytłumaczenie oraz zaproszenie do udziału w imprezie:

Dobry wieczór, na wstępie chcielibyśmy zaznaczyć, że jest nam bardzo przykro z powodu zaistniałej sytuacji. Twoje zdjęcie nie zostało jednak wzięte z Twojego bloga. Wszystkie zdjęcia zostały natychmiast usunięte z wydarzenia, a wejściówki zamienione. Jeśli jesteś z Białegostoku lub okolic serdecznie zapraszamy na piątkową imprezę. Pozdrawiamy!

Marta, zaintrygowana, zapytała, skąd w takim razie, jeśli nie z jej bloga, zdjęcie zostało ściągnięte. W odpowiedzi otrzymała informację, że zdjęcie było pojedynczym elementem google grafika.

Jeśli chodzi natomiast o użycie zdjęcia na wejściówkach, spotkała się z następującym tłumaczeniem:

Wejściówki nie my drukowaliśmy, tylko klub, z którym to organizujemy. Wszystko zostało wycofane, kiedy powiedziałaś, że jesteś autorem zdjęcia.

Na tym pewnie sprawa by się skończyła, bo Marta nie chciała nic więcej od Samorządu niż usunięcia zdjęć i wycofania wejściówek. Chłopak Marty napisał jednak na mikroblogu o całej sytuacji i dostał cynk, że w Białymstoku wiszą plakaty ze spornym zdjęciem.

Samorząd oczywiście wszystkiemu zaprzeczył, twierdząc, że to niepotwierdzone plotki. Okazało się jednak, że plakaty rzeczywiście wisiały, część z nich została już zerwana, ale część jeszcze się ostała:

FotorCreated

Jaki finał?

Cała sprawa zakończyła się oświadczeniem ze strony Samorządu Studentów Wydziału Prawa w Białymstoku:

Nie podejmuję się interpretacji intencji Samorządu, ale coś mi się zdaje, że drodzy studenci prawa czują się oszkalowani. Niby przepraszają Martę, ale jakieś te przeprosiny niespójne. Mnie najbardziej bawi fragment o tym, że do sprzedaży biletów nie doszło. Nie doszło, bo Marta w porę interweniowała. Gdyby o sprawie się nie dowiedziała, bilety trafiłyby po prostu do sprzedaży.

Jeśli już jesteśmy przy dobrej zabawie, to równie mocno bawi mnie fakt, że studenci zarzucili Marcie robienie z igły widły i promowanie swojego bloga poprzez wszczynanie afery o nic. Cała Marta, nic dodać, nic ująć.

Nie chcę się jednak wdawać w dalszą ocenę zachowania Samorządu, bo mam jeszcze do opisania wątek prawny całej sprawy. Jeśli chodzi o taką ocenę, to najtrafniejszy komentarz pochodzi od Rada Etyki Social Media – “nikt nie musi was szkalować, sami robicie to najlepiej”.

Kręcą Cię kryzysy?

Sprawdź, co działo się w 2014 roku. Przeczytaj mój tekst kreatywne kryzysy prawne 2014 r.

Ocena prawna

Z punktu widzenia prawa, w opisanej sytuacji uwidaczniają się dwa wątki:

  • prawo do wizerunku,
  • prawa autorskie do zdjęcia.

>> Prawo do wizerunku

Temat ochrony wizerunku podejmowałem na blogu już kilkakrotnie. Przypomnę zatem jedynie kluczowy przepis z ustawy o prawie autorskim:

Art. 81. 1. Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie.

Marta nie wyraziła zgody na rozpowszechnianie swojego wizerunku, więc naruszone zostało jej prawo do wizerunku. Proste? Niby tak, ale pojawia się jedna wątpliwość.

Ta wątpliwość polega na tym, że na spornym zdjęciu zasłonięta jest większość twarzy Marty. Ogranicza to jej rozpoznawalność, a przecież rozpoznawalność jest kluczową przesłanką wizerunku (z wizerunkiem w rozumieniu prawa mamy do czynienia tylko wtedy, gdy osobę można rozpoznać na podstawie zdjęcia). Przyznam szczerze, że ja sam Marty bym nie rozpoznał na podstawie spornej fotki, mimo że poznałem ją na żywo i wiem, jak wygląda.

Blogerzy vs HBO

Przeczytaj również o bezprawnym wykorzystaniu wizerunków znanych blogerów przez HBO.

Czy nie doszło zatem do rozpowszechnienia wizerunku Marty? Można by bronić tej tezy, gdyby nie fakt, że na biletach imprezowych nie usunięto uwidocznionego na indeksie imienia i nazwiska. Prawnicy i sądy zgodnie uznają, że rozpoznawalność wizerunku nie musi wynikać wyłącznie ze zdjęcia, ale może również z podpisu identyfikującego osobę na zdjęciu.

Zatem w przypadku biletów na imprezę organizowaną przez Samorząd, można uznać, że doszło do bezprawnego rozpowszechniania wizerunku Marty. W pozostałych przypadkach (plakaty, cover photo) Samorząd mógłby próbować bronić się tym, że Marta nie jest na tych zdjęciach obiektywnie rozpoznawalna.

>> Prawa autorskie do zdjęcia

Bez cienia wątpliwość uznać można natomiast, że Samorząd dopuścił się naruszenia praw autorskich Marty przysługujących jej do zdjęcia przez nią wykonanego. Zgodnie z zasadami prawa autorskiego, na korzystanie z cudzej twórczości zawsze trzeba mieć zgodę twórcy, chyba że to korzystanie mieści się w granicach dozwolonego użytku.

W tym przypadku, wykorzystanie zdjęcia Marty nie mieściło się w ramach dozwolonego użytku, a Marta nie udzieliła Samorządowi zgody na korzystanie z niego. Oczywiste jest zatem, że doszło do naruszenia praw autorskich Marty. Co więcej, doszło do tego w celu komercyjnym, bo do promocji płatnego wydarzenia.

Naiwne i śmieszne są tłumaczenia Samorządu, że zdjęcie zostało znalezione w Google. Przypominam, że Google nie jest bankiem zdjęć udostępnianych na wolnych licencjach, a jedynie wyszukiwarką fotografii dostępnych w Internecie. Owszem, można przeszukiwać sieć w poszukiwaniu fotek na wolnych licencjach, ale trzeba zaznaczyć odpowiednią opcję. Co więcej, przy każdym zdjęciu znajduje się link do strony, z którego pochodzi. Z łatwością można zatem ustalić źródło fotografii i jej autora.

Co mogłaby w tej sytuacji zrobić Marta?

Marta zadowoliła się usunięciem zdjęć i “koślawymi” przeprosinami. I tutaj Samorząd miał dużo szczęścia, bo gdyby poszła z tym do sądu, sprawę wygrałaby bez problemu. Mogłaby domagać się:

  • zaprzestania posługiwania się zdjęciem,
  • przeprosin z prawdziwego zdarzenia,
  • odszkodowania.

Punkt 1 i 2 są oczywiste. Jeśli chodzi o odszkodowanie, też nie byłoby problemu, bo bez wykazywania winy po stronie Samorządu, mogłaby domagać się dwukrotności kwoty, jaką otrzymałaby z tytułu odpłatnego udzielenia Samorządowi zgody na wykorzystanie zdjęcia.

Pytanie brzmi, jak ustalić, ile dostałaby Marta za taką zgodę? To już trudniejsze pytanie. Ustalić będzie musiał to sąd, a w dzisiejszym wpisie nie ma już miejsca, bym omówił szczegółowo, w jaki sposób sąd taką wycenę będzie przeprowadzał. Najważniejszą konkluzją jest w tej chwili to, że Marta mogłaby skutecznie domagać się od Samorządu nie tylko przeprosin i usunięcia zdjęcia, ale również rekompensaty majątkowej.

Podsumowanie, czyli jakie wnioski z tej lekcji?

Dzisiejsze case-study prowadzi do trzech podstawowych wniosków:

  • Google nie jest źródłem grafiki do dowolnego wykorzystania,
  • na wykorzystanie cudzych zdjęć i wizerunku trzeba mieć zgodę uprawnionego,
  • wykorzystywanie cudzych zdjęć i wizerunku w celach komercyjnych uprawnia do dochodzenia odszkodowania.

Te wnioski nie są w żadnym stopniu zaskakujące. Bardziej zaskakujące jest to, że Samorząd Studentów Wydziału Prawa w Białymstoku wykazał się totalną ignorancją przepisów z zakresu prawa własności intelektualnej.

W takich chwilach utwierdzam się w przekonaniu, że mój blog jest potrzebny. Bo jeśli studenci prawa nie szanują prawa autorskiego, to jak mają szanować je wszyscy pozostali?

Nie pozostaje mi nic innego jak ewangelizować dalej i docierać z treściami o prawie autorskim do coraz szerszej grupy osób. Ku pokrzepieniu prawnoautorskich serc, do przeczytania!

Podobał Ci się ten tekst? Podaj go dalej w swoich kanałach społecznościowych. Dzięki poniższym przyciskom zajmie Ci to dosłownie chwilkę.

Przeczytaj inne case study:

Dowiedz się, jak reagować na naruszenie praw autorskich w Internecie:

Jeśli interesuje Cię prawo autorskie, sprawdź poniższe artykuły:

Mam dla Ciebie propozycję. Zostań moim stałym czytelnikiem. Będziesz otrzymywał co jakiś czas fajne maile ode mnie. Żadnego spamu, zero reklam, tylko soczysty konkret. Zapisz się na newsletter, a ja zajmę się resztą.

Powyższych zgód udzielasz mi, czyli Wojciechowi Wawrzak, prowadzącemu działalność gospodarczą pod firmą “Usługi prawne i księgowe Wojciech Wawrzak” z siedzibą w Łodzi (93-279), ul. Tatrzańska 91/51.

Strona wykorzystuje pliki cookies w celu prawidłowego jej działania oraz korzystania z narzędzi analitycznych, reklamowych i społecznościowych. Szczegóły znajdują się w polityce prywatności. Możesz zarządzać ustawieniami plików cookies, klikając w przycisk "Ustawienia". Ustawienia Rozumiem i akceptuję