Nawigacja

Wystarczył jeden post Pawła Opydo, by pół Polski zainteresowało się prawem do wizerunku i próbowało zabłysnąć specjalistyczną wiedzą z zakresu wyznaczania granicy między naruszeniem wizerunku a dozwoloną satyrą.

Nic tylko pozazdrościć Pawłowi wpływu na internetową społeczność. Nie chcę nawet myśleć, co ja musiałbym zrobić, by pociągnąć za sobą takie tłumy.

Na szczęście jestem tylko skromnym i sympatycznym prawnikiem, więc mogę zająć się tym, co najlepiej umiem – poddać zaistniałą sytuację analizie prawnej.


Ten artykuł ma również swoją wersję audio. Poniżej możesz odsłuchać podcast poświęcony prawu do wizerunku.

Podcastu “Prawo dla kreatywnych” możesz słuchać regularnie w następujących miejscach:

Będę wdzięczny za twoją ocenę podcastu w iTunes. To pozwoli mi dotrzeć do jak największej liczby słuchaczy.

Wszystkie pozostałe odcinki podcastu “Prawo dla kreatywnych” znajdziesz na podstronie poświęconej podcastowi.

W czym problem?

Cała sprawa polega na tym, że HBO wykorzystało w swoim przekazie reklamowym zdjęcia topowych polskich blogerów (ciągle te same gęby), wkładając im w usta słowa, których nigdy nie wypowiedzieli. Dla zobrazowania sytuacji, post z fanpage Pawła Opydo:

Post użytkownika Paweł Opydo.

Wolno tak, czy nie wolno?

Dla mnie, jako żywo zainteresowanego tematyką prawa do wizerunku (to w końcu temat mojej pracy magisterskiej!), sprawa była od początku jasna. Doszło do bezprawnego wykorzystania wizerunku i blogerom służą stosowne roszczenia na gruncie prawa autorskiego i kodeksu cywilnego (czytaj: Ochrona wizerunku: jak dochodzić swoich praw?).

W komentarzach pod postem pojawiły się jednak uwagi co do prawa do satyry i wolności artystycznej. Wszystko pięknie, ale przepisy poświęcone wizerunkowi nie mają na celu nic innego jak ograniczenie wolności artystycznej właśnie. Twórcy wolno wiele, ale nie może on dowolnie w swojej twórczości wykorzystywać wizerunku innych bez ich zgody – albo na podstawie wyjątkowych okoliczności wskazanych w przepisach, jak np. rozpowszechnianie wizerunku osób znanych w celach informacyjnych (czytaj: Kiedy wolno rozpowszechniać cudzy wizerunek?)

Zresztą może właśnie to dozwolenie stało się przyczyną wątpliwości co po niektórych. Zatem zmuszony jestem w tej chwili z pełną stanowczością podkreślić – nawet wizerunku osób powszechnie znanych wykonanych w związku z pełnieniem przez nie czynności zawodowych nie można rozpowszechniać bez ich zgody do celów innych niż informacyjne. W przypadku HBO sprawa jest oczywista – mamy do czynienia z przekazem reklamowym, a nie informacyjnym.

Wysyłka do zamkniętego kręgu i satyra? To bez znaczenia!

Oceny zaistniałej sytuacji nie zmienia również fakt, że wysyłka maili została przeprowadzona do zamkniętego kręgu odbiorców. Ustawodawca wyposażył podmiot uprawniony w możliwość swobodnego decydowania o każdorazowym rozpowszechnianiu swojego wizerunku.

Ograniczenia tak absolutnego władztwa nad własnym wizerunkiem podyktowane są interesem informacyjnym społeczeństwa (prawo do informacji) i tylko z takich względów można odmówić uprawnionemu ochrony. Kampania HBO, choćby nieskierowana do szerszej publiczności, z zaspokajaniem społecznego prawa do informacji nie miała nic wspólnego. Stanowiła natomiast 100-procentowe działanie marketingowe.

Bez znaczenia pozostaje również kwalifikacja kampanii jako satyry na zapatrzone w siebie środowisko blogerów. Satyra, pastisz, parodia, groteska – forma przedstawienia wizerunków nie ma znaczenia. Dla prawnika liczy się fakt, że wizerunki zostały wykorzystane w celu marketingowym bez zgody uprawnionych.

Autorytety z zakresu prawa własności intelektualnej, takie jak T. Grzeszak, J. Barta i R. Markiewicz, czy J. Sieńczyło-Chlabicz nie pozostawiają wątpliwości – każde komercyjne wykorzystanie wizerunku wymaga zgody zainteresowanych.

Czy blogerzy mogliby coś ugrać na sprawie?

Niezależnie od stwierdzenia naruszenia prawa do wizerunku, można sobie postawić pytanie, czy blogerzy mieliby szansę ugrać w razie sporu sądowego coś więcej niż tylko oświadczenie z przeprosinami wyemitowane na antenie HBO, czy opublikowane w prasie? Nie bardzo. Paweł Opydo napisał w komentarzu pod swoim postem, że wszystko sobie z HBO wyjaśnili, a kampania została z sieci usunięta.

W związku z tym, bardzo trudno byłoby blogerom wykazać tutaj jakąś szkodę majątkową. Można byłoby posiłkować się konstrukcją bezpodstawnego wzbogacenia i domagać się zwrotu uzyskanej korzyści w postaci zaoszczędzenia wydatków, które HBO musiałoby ponieść, chcąc uzyskać zgodę blogerów na rozpowszechnianie wizerunków, ale wydaje mi się, że w sytuacji natychmiastowego – po reakcji blogerów – usunięcia spornego materiału, żaden sąd nie poszedłby taką drogą.

Cała sprawa zatem – zgodnie z przedmiotem sporu – ma charakter wizerunkowy. Co innego, gdyby HBO taką kampanię prowadziło przez określony czas wbrew zgłoszonym żądaniom blogerów jej zaprzestania – w takiej sytuacji można byłoby walczyć już o jakąś pieniężną rekompensatę.

Dla mnie liczy się tylko prawo

Na koniec, pragnę podkreślić, że dokonałem tutaj oceny kampanii HBO pod kątem prawnym. Nie interesują mnie walor estetyczny, kunszt wykonania, przekaz społeczny, czy cokolwiek innego, co niektórzy chcieliby w tej akcji widzieć. Wszelkie pozaprawne oceny pozostawiam na boku, bo to nie moja działka.

Z punktu widzenia prawnika, tutaj naprawdę nie ma o czym dyskutować – wbrew opiniom rozprzestrzenianym w internecie. Nawet jeśli byłbym na tyle zawistny, zazdrosny i krótkowzroczny, by żywić wobec “ciągle tych samych gęb” skrajnie nieprzyjazne uczucia, nie mógłbym w tej sytuacji bronić HBO. Poruszam się na gruncie obowiązujących w Polsce przepisów i nie widzę w nich miejsca na taką formę eksploatacji wizerunku bez zgody uprawnionego.

Jeśli potrzebujesz pomocy w za­kresie ochrony wizerunku lub innych dóbr osobistych, napisz do mnie na adres wojciech.wawrzak@prakreacja.pl.

Podobał Ci się ten tekst? Podaj go dalej poprzez swoje kanały społecznościowe. Dzięki poniższym przyciskom zajmie Ci to dosłownie chwilę.

Przeczytaj również:

Zapraszam na mini-kurs mojego autorstwa “Prawo reklamy w pigułce: naucz się oceniać, czy reklama jest zgodna z prawem“.

To wszystko na dzisiaj, dziękuję za uwagę! Jeśli chcesz otrzymywać więcej artykułów takich jak ten, zapraszam do subskrypcji newslettera.

Powyższych zgód udzielasz mi, czyli Wojciechowi Wawrzak, prowadzącemu działalność gospodarczą pod firmą “Usługi prawne i księgowe Wojciech Wawrzak” z siedzibą w Łodzi (93-279), ul. Tatrzańska 91/51.

  • aa

    a co z regulaminem serwisów na których ów blogi zaistniały? Ha – i mamy odpowiedź, prawo prawem ale trzeba czytać regulaminy

    • Te blogi nie są hostowane przez portale blogowe. Zanim cokolwiek się napiszę warto coś wygooglować dla pewności.

      • Adrian, dzięki za reakcję szybszą ode mnie! 🙂 Przez chwilę zastanawiałem się nawet, o co chodzi z tymi regulaminami, tak bardzo absurdalne wydało mi się łączenie “dużych” blogów z platformami.

  • Szczerze jestem w szoku, że taka firma pozwoliła sobie na taką wtopę. Nasuwa mi się tylko jeden komentarz – glupi ma szczęście bo gdyby zamiast blogerow była jakaś celebrytka to HBO już wypisywało rachunek. Żal.pl

    • Nie HBO, a agencja reklamowa pozwoliła sobie na “wtopę” 🙂

      • Ale wizerunki zostały rozpowszechnione z logo HBO, więc roszczenia blogerzy mogliby kierować bezpośrednio do stacji. Swoją drogą interesujący temat do przedstawienia – rozkład odpowiedzialności w takim przypadku.

  • Dzięki za ten tekst, bo bardzo wielu komentujących nie kuma (albo udaje, że nie kuma) i sprowadza to do “blogerzy mają problem bo chcą piniądze!!!!1”.

    • Nie rozumiem tego hejtu dla szanowanych blogerów i wrzucenie ich do jednego worka z blogerami, którzy faktycznie nic nie wnoszą do blogosfery. Prowadzę bloga od niedawna, zauważyłem, że wśród znajomych/nieznajomych/przypadkowych znajomych króluje przekonanie, że bloger sprzeda się za “paczkę fajek” i należy go zmieszać z błotem. Ja tam się nie przejmuję, robię swoje!
      @wojciechwawrzak:disqus bardzo zgrabnie ująłeś temat – podpisuję się pod tym.

      • Hejt ma to do siebie, że jest niezrozumiały, taka karma, dzięki za dobre słowo!

    • Paweł, zazdrość ma to do siebie, że jest irracjonalna, a punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Inaczej by śpiewali, gdyby byli na uprawnionym przez ich Waszym miejscu. Dotyczy to zresztą całego hejtingu na “rozkapryszonych” blogerów.

  • Trochę to smutne, że ktoś może bez pozwolenia wykorzystać nasz wizerunek, ale jeśli wystarczająco szybko zamiecie to pod dywan, to nie będziemy mogli mu nic zrobić.

    • Karol, próbować zawsze możemy. Jest jeszcze roszczenie o zadośćuczynienie, dla którego znaczenie ma samo wkroczenie w prawa uprawnionego i jego negatywne przeżycia z tym związane, ale jakoś trudno mi sobie wyobrazić polski sąd, który w tej sprawie zasądza jakieś pieniądze. Dużo bardziej efektywnym sposobem jest w takiej sytuacji ugodowe porozumienie stron.

  • Jestem wciąż raczkującym blogerem i moje wypowiedzi i wpisy wciąż gdzieś tam się tylko jeszcze pojawiają i nie mają wciąż wielkiego wpływu na blogosferę. ALE z całą pewnością zgodzę się z Pawłem.

    Nikt nie ma prawa bez wiedzy, zgody i świadomości osoby zainteresowanej “handlowania” jej wizerunkiem na lewo i prawo. Nieważne czy jest się blogerem, czy zwykłym użytkownikiem sieci. Każdy ma prawo do ochrony swego wizerunku w sieci. Po to są prawa autorskie i zapisy w kodeksie.

    Nie ma mowy o tutaj kasie (bzdura), bo właśnie tak to pewna grupa skomentowała, nie myśląc zupełnie o prawach autorskich i wizerunkowych. Nawet sam gdybym bez własnej wiedzy zobaczył swoje zdjęcie/logo/cytat gdziekolwiek to żądałbym usunięcia. Nie można pozwolić na szastanie jakimikolwiek danymi bez wiedzy autora.

    Totalnie nieprzemyślana kampania. Brak elementarnych zasad logiki. A wystarczyłby głupi email: Czy zgadza się Pan/Pani?

    • Maciek Budzich wspomniał, że negocjacje co do kampanii były przeprowadzane, ale nie doszli ostatecznie do porozumienia, co tylko w jeszcze gorszym świetle stawia HBO. Ale poczekajmy aż Maciek wypowie się oficjalnie na swoim blogu, wtedy będziemy mieli pełen obraz sytuacji.

      • O tak, to jeszcze więcej mówi o poziomie z jakim podeszło HBO do tematu. Dzięki za update, będę obserwował jak się to potoczy.

  • W 100% procentach zgadzam się z wpisem, świetnie opisana sytuacja. Przejrzałam Twego bloga i zastanawiam się czemu ja go jeszcze nie obserwuję?!

  • Robert Sosnowski

    Odważnie :>

    • Robert, cóż takiego odważnego?

      • Robert Sosnowski

        No w sensie tak bez zgody użyć wizerunku

        • Odważne, nierozsądne, a przede wszystkim wbrew prawu i aż zastanawiam się, czy o takie zamieszanie właśnie chodziło, czy zabrakło prawnika na pokładzie.

          • Robert Sosnowski

            Pisałem ironicznie. Jasne, że to nie powinno się wydarzyć.

  • Prawnik na macierzyńskim

    Wniosek z tego taki, że ” ciągle te same gęby” 😉 trochę sie pospieszyły z tą ugodą pozbawiając sie tym samym roszczeń odszkodowawczych czy z bezpodstawnego wzbogacenia…

    • Co nagle, to po diable, jak mawiają… cóż, paradoksalnie tak to w tej sprawie wygląda. Niemniej jednak, w podobnych sytuacjach zawsze lepiej sprawdzają się rozwiązania polubowne niż sądowe potyczki.

  • Guest

    Witam,

    mam szybkie pytanie w tym kontekście. Przebudowuję właśnie portal, który znalałem niedawno – a który ma fajny potencjał. Zastanawiam się tylko, czy republikacja publicznie dostępnych materiałów z kanałów YouTube może być w jakiś sposób podciągnięte pod przepisy tutaj przytaczane?

    Obstawiam, że nie, ale na wszelki wypadek wolę się upewnić 🙂

    • Witaj Nikodemie, my chyba się skąd już znamy! 😉 Odpowiadając na Twoje pytanie – to zależy, co w tych materiałach się znajduje. Jeśli wizerunki, to byłbym ostrożny z republikacją bez zgody osób tam przedstawionych.

      • Andet

        “-Zastanawiam się tylko, czy republikacja publicznie dostępnych materiałów z kanałów YouTube może być w jakiś sposób podciągnięte pod przepisy tutaj przytaczane?”
        -Jeśli wizerunki, to byłbym ostrożny z republikacją bez zgody osób tam przedstawionych.”

        Wobec powyższego, można by zaskarżyć większość “Internetu”. Udostępnianie filmów z YT jest tak powszechne, jak drzewa w lesie 🙂

        • Tylko należy pamiętać, że jeśli coś jest powszechne, to jeszcze nie znaczy, że jest legalne. W przeciwnym wypadku należałoby uznać, że jeśli mamy dużo morderstw, to nie ma po co z nimi walczyć.

  • A ja nadal mam z tym problem.
    Art. 81 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych mówi o rozpowszechnieniu wizerunku. Komentarz Barty i Markiewicza do tej ustawy sugeruje, że powinno się to rozpowszechnianie definiować z użyciem słowiczka z art. 6, który mówi o ‘udostępnieniu publicznie’. Sam komentarz do art. 81 sugeruje nawet, że ‘Chodzi tu zatem o sytuację, w której stworzona zostaje możliwość zapoznania się z wizerunkiem bliżej nieokreślonemu („z góry”), niezamkniętemu kręgowi osób’.
    Jak to się ma ‘nieokreślony i niezamknięty krąg osób’, jak komentarz tłumaczy słowo ‘publicznie’, do wysłania danego maila jednej, konkretnej osobie? Bo o ile zrozumiałem całą tę aferę, to wizerunki były użyte właśnie tak.

    • Krzysztof, wizerunki były wykorzystane również na publicznie dostępnej stronie, nie tylko w mailach.

      • Nie widziałem tego, ale jeśli na pewno tak było to ok, zmienia postać rzeczy, co zresztą pisałem od początku.
        A jakby tak nie było? Bo sam piszesz, że ‘oceny za­ist­niałej sy­tu­acji nie zmienia rów­nież fakt, że wy­syłka maili zo­stała prze­pro­wa­dzona do za­mknię­tego kręgu od­biorców.’ Co stoi w oczywistej sprzeczności z użytym w cytowanym komentarzu określeniem ‘niezamknięty krąg’.

        • Oczywiście można byłoby pójść tokiem Twojego rozumowania i jestem przekonany, że w razie sporu sądowego, profesjonalny pełnomocnik argumentowałby właśnie w ten sposób. Niemniej jednak, jestem zwolennikiem funkcjonalnego spojrzenia na przepisy prawa. W tej sytuacji niewątpliwie doszło do naruszenia interesów blogerów i należy szukać drogi ich ochrony. Zresztą zastanawiać można się – z całym szacunkiem dla autorytetu Barty i Markiewicza – czy rozpowszechnianie na gruncie art. 81 rzeczywiście należy rozumieć tak jak przy rozpowszechnianiu utworu. Co więcej, uważam, że w przypadku przekazu reklamowego, ochronę nnależy wzmacniać, a nie osłabiać poprzez interpretację przepisów.

          • Zastanawiać się można zawsze, ale w konkretnej ustawie ‘rozpowszechnianie’ jest tłumaczone raz. Zresztą, nawet słownikowa definicja rozpowszechniania mówi o ‘czynieniu ogólnie znanym’. Więc moim zdaniem nie ma tu rozpowszechniania wizerunku.

          • Krzysztof, rozumiem Twoje argumenty, ale zwróć uwagę, że pójście takim tokiem rozumowania wiąże się z konsekwencjami nie do zaakceptowania. Oznaczałoby to bowiem wolność posługiwania się we wszystkich przekazach adresowanych do odbiorców z określonych baz danych. Wyobraź sobie sytuację, w której firma rozsyła mailing do swoich subskrybentów. W takim przypadku również nie mielibyśmy do czynienia z rozpowszechnianiem wg definicji, którą przytaczasz. A co jeśli w bazie mailingowej jest 1000 adresów email? Co więcej, nawet w przypadku fanpage można mówić, że przekaz jest adresowany do z góry określonej grupy odbiorców. Wtedy taka ścisła wykładnia rozpowszechniania pozbawia podmiot uprawniony ochrony.

          • Tylko, że w moim przekonaniu takie grupy (mailing, facebook) zawierają się w pierwszej przesłance z cytowanej definicji z komentarza, a więc są właśnie ‘bliżej nieokreślonym kręgiem osób’.
            Ponadto, cechą subskrybowanych list mailingowych i fanpage’y na facebooku jest zwykle możliwość dopisania się do nich lub polubienia, co sprawia, że krąg jest nie jest do końca zamknięty. A do raz wysłanej wiadomości do konkretnego odbiorcy (bo tu musimy patrzeć osobno na indywidualne przypadki) nie da się ‘dopisać’.

          • Dobrze argumentujesz, choć uważam, że nasze argumenty są równoważne, a sądu brak, więc ewentualnie mogę zaproponować pojedynek na szpady. 😉

          • Nigdy szpady nie miałem w ręku, więc uznajmy, że może kiedyś rozstrzygniemy jakiś swój spór w sądzie. 🙂

  • Ludzie, mogę na własnym blogu dać cudzy filmik z youtube czy nieee? Z podaniem nazwiska i źródła, bez żadnej krytyki tegoż. Wiem, że mogę zapytać autora, ale czy muszę? Ten filmik jest publiczny czy nie jest? Gubię się w tym wszystkim.

    • Magdaleno, zdania są w tym przedmiocie podzielone. Jedni powiedzą, że z podaniem nazwiska, źródła i z zachowaniem celu, w jakim pierwotnie autor wrzucił taki film do internetu – możesz. Drudzy powiedzą, że absolutnie nie – że każdorazowo powinnaś posiadać zgodę autora. A jak będzie w praktyce? Jestem przekonany, że dopóki nie wykorzystasz filmu do swoich własnych celów (niekoniecznie zarobkowych, ale np. w celu przyciągnięcia uwagi, wzbudzenia zainteresowania, gdy ewidentnie korzystasz z cudzego wizerunku dla własnej prywatny), odpowiednio go oznaczysz, nie posłuży Ci do jakiegoś działania wymierzonego w autora, to ów autor nie zareaguje. A gdyby zareagował? Cóż, trwać będzie walka na argumenty. Ja bym zawsze pytał o zgodę i po problemie.

      • ale ja chcę odpowiedź na tak lub nie! Co wreszcie jest publiczne a co nie? Załóżmy że ktoś publikuje na swoim blogu swoje rysunki, prace, zdjęcia, obrazy, a ja chcę u siebie go skrytykować, to co? nie wolno? Wolno krytykować znanych, bo są znani? Jak opublikuję obraz Beksińskiego albo Picassa i napiszę że jest do kitu to nikt mi nie zabroni, bo znani. A jak to samo zrobię z pracą osoby nieznanej, to muszę pytać o zgodę? (bo wiadomo, że jak się chwali, to raczej nikt nie ma nic przeciwko temu, bo to dla niego promocja). Gdzie tu jest jakaś logika? Wiadomo że zawsze można zapytać o zgodę, ale w sumie chodzi mi o to, jakie tu panują zasady, równe dla wszystkich czy nie? Jak mam zgodę autora, to mam z nim umowę i kropka. Ale chodzi o to czy mam prawo bez umowy. Załóżmy że pan X mnie nienawidzi i nigdy by mi zgody nie dał. Mam prawo opublikować jego filmik czy nie?

        • Założyłem, że skoro komentujesz wpis poświęcony ochronie wizerunku, to pytanie dotyczy rozpowszechniania filmiku zawierającego cudzy wizerunek. Z treści Twojego komentarza wnioskuję jednak, że chodzi o kwestię bardziej ogólną. Oczywiście, że poszczególne utwory w rozumieniu prawa autorskiego możesz publikować bez zgody w celu krytyki etc. na zasadzie prawa cytatu. Natomiast, gdy dany utwór zawiera jednocześnie cudzy wizerunek, mamy dodatkowy rygor w postaci konieczności uzyskania zgody tej osoby, ponieważ przepisy o dozwolonym użytku nie znajdują zastosowania do rozpowszechniania wizerunku.

          P.S Cały urok prawa cywilnego polega na tym, że tu nie ma jednoznacznych odpowiedzi – prawo to sztuka argumentacji 😉

      • Autor wyraża zgodę na rozpowszechnianie samym faktem wgrania filmu na YouTube.

    • Wrzucając film na YouTube autor ma do wyboru kilka licencji – wśród nich na pewno “Standardowa licencja YouTube” i Creative Commons. Każda z licencji zezwala na dalsze rozpowszechnianie utworu, więc autor publikując film daje każdemu nieodwołalne prawo do rozpowszechniania. Może jednak jednocześnie zablokować osadzanie filmów na innych stronach i to jest jedyny sposób (techniczny) w jaki autor może zabronić osadzania na stronie – wtedy możesz zawsze podlinkować po prostu do filmu.

      Tak, możesz zamieścić film na stronie. Nie musisz podawać autora ani linkować (to robi sam YouTube wewnątrz osadzonego filmu). Możesz komentować, możesz krytykować, wszystko.

      • Marsjaninie z marsa, zauważ, że licencja zezwala na rozpowszechnianie utworu – nie ma tam nigdzie mowy, że zezwala na rozpowszechnianie wizerunku. Jeśli w utworze znajduje się wizerunek, wraz rozpowszechnieniem utworu, dochodzi jednocześnie do rozpowszechnienia wizerunku, na co licencja już nie zezwala, bo i nie może zezwolić.

        • Jeśli jest to wizerunek samego autora, to chyba sam autor wyraża zgodę na rozpowszechnianie wraz z utworem własnego wizerunku, prawda? A jeśli są tam wizerunki innych osób, to obowiązkiem autora jest załatwić zgodę na rozpowszechnianie, względnie upewnić się, że zgoda nie jest potrzebna (bo na przykład są to zdjęcia z imprezy publicznej).

          • Wyraża zgodę na rozpowszechnianie wizerunku w ramach serwisu YouTube i tak jak pisałem w odpowiedzi Magdalenie – w zgodzie z celem i kontekstem, w jakim ten wizerunek funkcjonuje w filmie. Uznając pełną zgodę na dalsze rozpowszechnianie poprzez sam fakt wrzucenia na YT, narażalibyśmy osobę przedstawioną wizerunkiem na ryzyko licznych nadużyć związanych z dalszym wykorzystaniem tego wizerunku.

          • Tak, a nieodłącznym (-odłącznym, bo można go zablokować) elementem kontekstu filmu opublikowanego w serwisie YouTube jest to, że ten film można osadzić na innych stronach.

          • Biorąc pod uwagę, że osadzanie (czyli tzw. głębokie linkowanie) może być uznane za rozpowszechnianie wizerunku, można takiemu zachowaniu postawić zarzut bezprawności. W teorii. Bo w praktyce – póki autor nie poczuje się dotknięty takim działaniem – nikt nie będzie w takiej sprawie nic robił.

          • Ale autor zezwalając za pomocą ustawień filmu na jego osadzanie zezwala na jego osadzanie (sic!), prawda? A to autor według regulaminu YT jest odpowiedzialny za zgodność z prawem, w tym za pozyskanie wszelkich potrzebnych zgód odnośnie udostępniania.

          • Rozumiem Twój tok rozumowania i nawet go popieram. Co więcej, jestem przekonany, że nikt nie będzie tutaj robił problemów, jeśli chodzi o osadzanie filmów nie naruszające interesów autora. Ale… z punktu widzenia stanowisko literatury i orzecznictwa co do możliwości wyrażenia przez osobę zgody na rozpowszechnianie jej wizerunku, osoba nie może wyrazić abstrakcyjnej zgody (wobec wszystkich) na rozpowszechnianie jej wizerunku – taka zgoda musi być skierowana zawsze do oznaczonego podmiotu. Jasne? Ja nie mówię, że nie można rozpowszechniać cudzego wizerunku w ramach osadzania filmu na YT i basta. Mówię tylko, że gdybym chciał argumentować za obroną racji autora w razie sporu, używałbym przedstawionych przeze mnie argumentów i byłyby one poparte ugruntowanym stanowiskiem wśród prawników, jeśli chodzi o zgodę na rozpowszechnianie wizerunku.

          • Hmm, czyli jeśli model pozuje do zdjęć na stocki, to nie tylko fotograf musi uzyskać zgodę na rozpowszechnianie wizerunku, ale też sam stock, a potem firma graficzna, która kupiła, potem firma, która zamówiła w tej firmie graficznej ulotki, a potem każdy roznosiciel ulotek z osobna, a potem każdy kto tę ulotkę weźmie i wyrzuci w najbliższym koszu na śmieci, bo przecież śmieciarz może ją znaleźć i zobaczyć uwieczniony na niej wizerunek? 😀

            Nie jestem prawnikiem ale wiem, że prawo powinno się interpretować zgodnie z intencją ustawodawcy a jestem pewien, że nie taka była jego intencja w tym przypadku. 😉

          • Co do intencji ustawodawcy, to unikałbym próby odgadywania jego intencji, toż to jedna wielka niewiadoma! 😉 Ale ze stockami masz rację – tutaj konstruowanie wymogu zgody wobec każdego byłoby absurdalne. Ale brak konieczności uzyskiwania takiej zgody można wywieść ze zdania drugiego art. 81 prawa autorskiego – W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie [na rozpowszechnianie wizerunku] nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie.

        • a jak facet gra na gitarze własny utwór? To przecież i utwór i wizerunek jednocześnie…

          • Musimy rozgraniczyć dwie sfery: teoria i praktyka. Z punktu widzenia teoretycznego, obowiązujących przepisów i ich wykładni – na każde rozpowszechnianie wizerunku należy mieć zgodę osoby tym wizerunkiem przedstawionej, a wyrażenie zgody jednemu podmiotowi nie oznacza, że wyraża on jednocześnie zgodę na dalsze rozpowszechnianie. Tyle teoria. A praktyka? W praktyce artyście będzie zależeć, by ten utwór szedł dalej, więc nawet do głowy mu nie przyjdzie by egzekwować jakieś swoje prawa, bo będzie zadowolony, że ludzie dzielą się treścią.

      • A to jest ważna informacja, przeoczyłam ten “drobiazg” że tam też są licencje. Dzięki za info!