Nawigacja

Grzegorz Marczak opu­bli­ko­wał wczo­raj na Antyweb.pl tek­st o spo­rze po­mię­dzy por­ta­lem Cinkciarz.pl a Walutomat.pl w przed­mio­cie re­ali­zo­wa­nia przez Walutomat kam­pa­nii AdWords na sło­wa klu­czo­we, sta­no­wią­ce znak to­wa­ro­wy Cinkciarza.

Czytelnicy blo­ga za­rzu­ci­li au­to­ro­wi po­wierz­chow­no­ść, brak szcze­gó­łów, bar­dzo ogól­ni­ko­we przed­sta­wie­nie te­ma­tu. Zupełnie jak­by po­mi­nę­li ka­te­go­rię wpi­su – mo­je prze­my­śle­nia. Trudno wy­ma­gać od Grzegorza, by za­dzi­wił świat po­głę­bio­ną praw­ni­czą ana­li­zą, sko­ro to nie je­go dział­ka.

Tematowi po­sta­no­wi­łem na­to­mia­st bli­żej przyj­rzeć się ja. Tym bar­dziej, że z proś­bą o opi­nię w spra­wie zwró­ci­ła się do mnie Gazeta.pl (ar­ty­kuł do­stęp­ny tu­taj). W dzi­siej­szym wpi­sie, chciał­bym przy­bli­żyć kwe­stię uży­cia cu­dze­go zna­ku to­wa­ro­we­go w kam­pa­nii AdWords.

Jak ugryźć sprawę od strony prawnej?

Zarzewiem spo­ru sta­ło się wy­ko­rzy­sty­wa­nie przez Walutomat.pl zna­ku to­wa­ro­we­go Cinkciarz.pl ja­ko zde­fi­nio­wa­ne­go sło­wa klu­czo­we­go w kam­pa­nia­ch AdWords. Cinkciarz za­rzu­cił kon­ku­ren­to­wi (oba ser­wi­sy zaj­mu­ją się wy­mia­ną wa­lut) na­ru­sze­nie pra­wa ochron­ne­go na znak to­wa­ro­wy  oraz do­pusz­cze­nie się przez to czy­nu nie­uczci­wej kon­ku­ren­cji.

Prawnicy Cinkciarza skrzęt­nie od­ro­bi­li lek­cję (trud­no się dzi­wić!), bo rze­czy­wi­ście – po­stę­po­wa­nie Walutomatu moż­na roz­pa­try­wać wła­śnie w ty­ch dwó­ch płasz­czy­zna­ch, tj.:

  • na­ru­sze­nia pra­wa ochron­ne­go na znak to­wa­ro­wy
  • po­peł­nie­nia czy­nu nie­uczci­wej kon­ku­ren­cji

Prawo ochronne, czyli co?

Nie wni­ka­my w tej chwi­li, jak na­by­wa się pra­wo ochron­ne na znak to­wa­ro­wy. Przyjmujemy, że upraw­nio­ny już je na­był. W tym mo­men­cie, bar­dziej in­te­re­su­je nas, co tak na­praw­dę da­je to pra­wo. Z po­mo­cą przy­cho­dzi art. 153 ust. 1 usta­wy Prawo wła­sno­ści prze­my­sło­wej.

Art. 153 1. Przez uzy­ska­nie pra­wa wy­łącz­ne­go uży­wa­nia zna­ku to­wa­ro­we­go w spo­sób za­rob­ko­wy lub za­wo­do­wy na ca­łym ob­sza­rze Rzeczypospolitej Polskiej.

Zatem pod­miot, na rze­cz któ­re­go znak to­wa­ro­wy zo­stał za­re­je­stro­wa­ny, dys­po­nu­je upraw­nie­niem do uży­wa­nia te­go zna­ku. Pięknie. Tylko, co to zna­czy uży­wać znak to­wa­ro­wy? W ja­ki spo­sób moż­na ten znak uży­wać? Tutaj od­nie­ść na­le­ży się do art. 154 wska­za­nej usta­wy:

Art. 154 Używanie zna­ku to­wa­ro­we­go po­le­ga w szcze­gól­no­ści na:

1) umiesz­cza­niu te­go zna­ku na to­wa­ra­ch ob­ję­ty­ch pra­wem ochron­nym lub ich opa­ko­wa­nia­ch, ofe­ro­wa­niu i wpro­wa­dza­niu ty­ch to­wa­rów do ob­ro­tu, ich im­por­cie lub eks­por­cie oraz skła­do­wa­niu w ce­lu ofe­ro­wa­nia i wpro­wa­dza­nia do ob­ro­tu, a tak­że ofe­ro­wa­niu lub świad­cze­niu usług pod tym zna­kiem;
2) umiesz­cza­niu zna­ku na do­ku­men­ta­ch zwią­za­ny­ch z wpro­wa­dza­niem to­wa­rów do ob­ro­tu lub zwią­za­ny­ch ze świad­cze­niem usług;
3) >po­słu­gi­wa­niu się nim w ce­lu re­kla­my.


Prawo ochron­ne na znak to­wa­ro­wy ma swo­ją stro­nę po­zy­tyw­ną i ne­ga­tyw­ną. Pozytywna to nic in­ne­go jak wła­śnie upraw­nie­nie do ko­rzy­sta­nia ze zna­ku. Negatywna to na­to­mia­st pra­wo do za­ka­zy­wa­nia każ­de­mu in­ne­mu ta­kie­go ko­rzy­sta­nia. Zatem je­śli Cinkciarzowi wol­no ko­rzy­stać ze swo­je­go zna­ku, to Walutomatowi już nie. Ot, ca­ła fi­lo­zo­fia.

Czy definiowanie słowa kluczowego to używanie znaku towarowego?

W mo­im prze­ko­na­niu, klu­czo­we zna­cze­nie dla roz­strzy­gnię­cia spo­ru mię­dzy Cinkciarz.pl a Walutomat.pl je­st usta­le­nie, czy zde­fi­nio­wa­nie sło­wa klu­czo­we­go w po­sta­ci słow­ne­go zna­ku to­wa­ro­we­go w ogó­le moż­na za­kwa­li­fi­ko­wać ja­ko uży­wa­nie te­go zna­ku?

Innymi sło­wy, czy Cinkciarz ma wy­łącz­ne pra­wo de­fi­nio­wa­nia ta­kie­go sło­wa klu­czo­we­go w kam­pa­nia­ch AdWords i mo­że za­ka­zy­wać wszyst­kim in­nym po­dej­mo­wa­nia ta­ki­ch dzia­łań? Zdroworozsądkowo my­ślą­ce­mu użyt­kow­ni­ko­wi in­ter­ne­tu już w tej chwi­li po­win­na za­pa­lić się w gło­wie czer­wo­na lamp­ka, sy­gna­li­zu­ją­ca głę­bo­ki po­ziom ab­sur­du.

Ochrona zna­ków to­wa­ro­wy­ch ma na ce­lu za­po­bie­gnię­cie sy­tu­acjom, w któ­ry­ch je­den przed­się­bior­ca bez­praw­nie wy­ko­rzy­sty­wał­by wy­sił­ki, sta­ra­nia, na­kła­dy fi­nan­so­we, re­no­mę dru­gie­go przed­się­bior­cy, po­słu­gu­jąc się – czy też tyl­ko do ni­ch na­wią­zu­jąc – sym­bo­la­mi, któ­re w wy­ni­ku po­dej­mo­wa­ny­ch przez nie­go dzia­łań ko­ja­rzą się z nim, a nie z ni­kim in­nym. To oczy­wi­ście pew­ne uprosz­cze­nie, ale tak na­le­ży so­bie „po ludz­ku” tłu­ma­czyć ce­lo­wo­ść ist­nie­nia re­gu­la­cji w tym za­kre­sie.

Oczywistym na­ru­sze­niem pra­wa ochron­ne­go na znak to­wa­ro­wy je­st ozna­cza­nie tym zna­kiem to­wa­rów po­cho­dzą­cy­ch od zu­peł­nie in­ne­go pro­du­cen­ta i wpro­wa­dza­nie tym sa­mym w błąd kon­su­men­tów.

Tak sa­mo, nie­wąt­pli­wie bez­praw­ne je­st po­słu­gi­wa­nie się słow­nym zna­kiem to­wa­ro­wym w prze­ka­za­ch re­kla­mo­wy­ch kon­ku­ren­ta. W ta­ki­ch sy­tu­acja­ch do­cho­dzi jed­nak do rze­czy­wi­ste­go wy­ko­rzy­sty­wa­nia zna­ku to­wa­ro­we­go, któ­ry je­st gdzieś wi­docz­ny – czy to na to­wa­rze, pu­deł­ku, ety­kie­cie, czy też w koń­cu w ma­te­ria­ła­ch re­kla­mo­wy­ch.

Natomiast w przy­pad­ku de­fi­nio­wa­nia słów klu­czo­wy­ch, znak to­wa­ro­wy w ogó­le nie do­cie­ra do od­bior­cy re­kla­my. W ja­ki spo­sób moż­na mó­wić o je­go uży­wa­niu, sko­ro nie je­st on ni­gdzie fi­zycz­nie obec­ny? Zostaje je­dy­nie za­de­kla­ro­wa­ny ja­ko sło­wo klu­czo­we, na­to­mia­st w tre­ści re­kla­my wy­świe­tla­nej w wy­ni­ka­ch wy­szu­ki­wa­nia , sło­wo klu­czo­we – słow­ny znak to­wa­ro­wy – nie je­st obec­ne.

Czy w ta­kiej sy­tu­acji moż­na po­wie­dzieć, że przed­się­bior­ca uży­wa cu­dze­go zna­ku to­wa­ro­we­go w ro­zu­mie­niu usta­wy Prawo wła­sno­ści prze­my­sło­wej? Czy usta­wa wy­po­sa­ża pod­miot upraw­nio­ny w aż tak da­le­ko idą­ce władz­two nad zna­kiem?

W mo­im prze­ko­na­niu, od­po­wie­dź na tak po­sta­wio­ne py­ta­nie mu­si być ne­ga­tyw­na. Nie, sa­mo zde­fi­nio­wa­nie sło­wa klu­czo­we­go w po­sta­ci cu­dze­go słow­ne­go zna­ku to­wa­ro­we­go nie je­st uży­wa­niem te­go zna­ku.

Co na to Trybunał Sprawiedliwości UE?

W ta­ki spo­sób moż­na by­ło­by prze­są­dzić kwe­stię do­pusz­czal­no­ści ko­men­to­wa­ny­ch dzia­łań w świe­tle prze­pi­sów o ochro­nie zna­ków to­wa­ro­wy­ch.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE, daw­niej Europejski Trybunał Sprawiedliwości – ETS) po­sze­dł jed­nak da­lej i w wy­ro­ku o istot­nym zna­cze­niu dla do­pusz­czal­no­ści uży­wa­nia zna­ków to­wa­ro­wy­ch w re­kla­mie kon­tek­sto­wej (wy­rok z dnia 22 wrze­śnia 2011 r. w spra­wie Interflora, C‑323/09) użył ar­gu­men­tów du­żo bar­dziej ekwi­li­bry­stycz­ny­ch.

Rozumowanie przed­sta­wio­ne przez Trybunał wska­zu­je na to, że zde­fi­nio­wa­ne sło­wa klu­czo­we­go w po­sta­ci słow­ne­go zna­ku to­wa­ro­we­go je­st uży­wa­niem te­go zna­ku.

Niezależnie od te­go, ta­ka for­ma je­go uży­wa­nia je­st do­pusz­czal­na pod wa­run­kiem, że nie szko­dzi funk­cjom zna­ku to­wa­ro­we­go, tj.

  • funk­cji wska­zu­ją­cej na po­cho­dze­nie to­wa­ru
  • funk­cji re­kla­mo­wej
  • funk­cji in­we­sty­cyj­nej

Zdaniem Trybunału, wy­świe­tla­na re­kla­ma (na sku­tek wpi­sa­nia w wy­szu­ki­war­kę zde­fi­nio­wa­ne­go sło­wa klu­czo­we­go w po­sta­ci cu­dze­go zna­ku to­wa­ro­we­go) bę­dzie szko­dzić funk­cji wska­zu­ją­cej na po­cho­dze­nie, gdy utrud­ni lub unie­moż­li­wi zo­rien­to­wa­nie się, czy re­kla­mo­wa­ne to­wa­ry po­cho­dzą od rze­czy­wi­ste­go wła­ści­cie­la zna­ku to­wa­ro­we­go.

Musielibyśmy mieć za­tem sy­tu­ację, gdy kon­su­ment wpi­su­jąc w wy­szu­ki­war­kę ha­sło „cink­cia­rz” tra­fi po­przez re­kla­mę AdWords na stro­nę Walutomat.pl i wy­da mu się, że za ope­ra­cję wy­mia­ny wa­lu­ty od­po­wia­da pod­miot sto­ją­cy za ser­wi­sem Cinkciarz.pl. Jeszcze in­na sy­tu­acja – kon­su­ment wpi­su­je w wy­szu­ki­war­kę ha­sło „pep­si”, tra­fia do skle­pu „Jerry X” i wy­ra­bia so­bie błęd­ne prze­ko­na­nie, że ku­pi na­pój Pepsi, pod­czas gdy na­by­wa na­pój Jerry X-Cola.

Absurd? Oczywiście, że tak. Przepraszam, ale nie rób­my z kon­su­men­tów to­tal­ny­ch na­iw­nia­ków. Posługujemy się zo­biek­ty­wi­zo­wa­nym wzor­cem prze­cięt­ne­go kon­su­men­ta, więc nie uwła­czaj­my mu, su­ge­ru­jąc moż­li­wo­ść po­mył­ki co do rze­czy­wi­ste­go pro­du­cen­ta / kon­tra­hen­ta tyl­ko po­przez re­kla­mę kon­tek­sto­wą.

Przeciętny użyt­kow­nik in­ter­ne­tu zda­je so­bie spra­wę z za­sad funk­cjo­no­wa­nia AdWords – to raz. Dwa, że ani tre­ść re­kla­my, ani tre­ść stro­ny in­ter­ne­to­wej, na któ­rą tra­fia kon­su­ment prze­kie­ro­wa­ny po klik­nię­ciu w re­kla­mę nie po­zo­sta­wia wąt­pli­wo­ści co do po­cho­dze­nia to­wa­ru. Gdy tra­fię na wi­try­nę Walutomat.pl, zo­rien­tu­ję się, że nie mam do czy­nie­nia z Cinkciarzem. Proste.

Ten sam tok ro­zu­mo­wa­nia moż­na od­nie­ść do funk­cji re­kla­mo­wej i in­we­sty­cyj­nej. Wpis się roz­ró­sł, więc nie bę­dę od­no­sił się do ni­ch od­dziel­nie.

Podsumowując, TSUE po­ku­sił się o ar­gu­men­ta­cję, któ­ra do­pro­wa­dzi­ła do apro­bo­wa­ny­ch prze­ze mnie wnio­sków. Z tą róż­ni­cą, że Trybunał po­zo­sta­wił furt­kę dla moż­li­wo­ści ewen­tu­al­nej oce­ny okre­ślo­ny­ch dzia­łań zwią­za­ny­ch z kam­pa­nia­mi AdWords za na­ru­sza­ją­ce pra­wo ochron­ne na znak to­wa­ro­wy. Wydaje się jed­nak, że ta­kie na­ru­sze­nie – po­przez sa­mo tyl­ko de­fi­nio­wa­nie słów klu­czo­wy­ch – je­st sy­tu­acją czy­sto hi­po­te­tycz­ną.

A co z nieuczciwą konkurencją?

Nie bę­dę w tym miej­scu przy­ta­czał de­fi­ni­cji czy­nu nie­uczci­wej kon­ku­ren­cji, ani wy­ta­czał po­tęż­ny­ch dział w po­sta­ci po­szcze­gól­ny­ch ro­dza­jów ta­ki­ch czy­nów. To za­gad­nie­nie, któ­re­mu moż­na po­świę­cić nie­jed­no od­dziel­ne opra­co­wa­nie, a dzi­siaj na­praw­dę nie ma już na to miej­sca. W tym miej­scu, przy­kla­snę je­dy­nie stwier­dze­niu za­war­tym w przy­to­czo­nym już wy­żej wy­ro­ku TSUE w spra­wie Interflora.

Gdy re­kla­ma wy­świe­tla­na w in­ter­ne­cie na ba­zie sło­wa klu­czo­we­go od­po­wia­da­ją­ce­go zna­ko­wi to­wa­ro­we­mu cie­szą­ce­mu się re­no­mą pro­po­nu­je – nie ofe­ru­jąc zwy­kłej imi­ta­cji to­wa­rów lub usług wła­ści­cie­la te­go zna­ku to­wa­ro­we­go, nie po­wo­du­jąc osła­bie­nia lub przy­ćmie­nia i po­nad­to nie wy­wie­ra­jąc ne­ga­tyw­ne­go wpły­wu na funk­cje zna­ku to­wa­ro­we­go – al­ter­na­ty­wę w sto­sun­ku do to­wa­rów lub usług wła­ści­cie­la zna­ku to­wa­ro­we­go cie­szą­ce­go się re­no­mą, na­le­ży stwier­dzić, że ta­kie uży­wa­nie je­st co do za­sa­dy ele­men­tem zdro­wej i uczci­wej kon­ku­ren­cji w sek­to­rze roz­pa­try­wa­ny­ch to­wa­rów lub usług.

Uff, co za ulga. Jak do­brze, że Trybunał do­strze­gł ten oczy­wi­sty fakt, że wsku­tek re­kla­my AdWords nie do­cho­dzi do bu­do­wa­nia prze­wa­gi kon­ku­ren­cyj­nej przez przed­się­bior­cę za­ma­wia­ją­ce­go re­kla­mę WŁASNEJ i ja­ko WŁASNA ozna­czo­nej fir­my wy­świe­tla­nej po wpi­sa­niu w wy­szu­ki­war­kę cu­dze­go zna­ku to­wa­ro­we­go.

Przecież w ten spo­sób przed­się­bior­ca ani nie wpro­wa­dza ni­ko­go w błąd (o czym pi­sa­łem już wy­żej), ani tym bar­dziej nie eli­mi­nu­je obec­no­ści kon­ku­ren­ta w wy­szu­ki­war­ce. Pięknie po­wie­dział Trybunał – przed­się­bior­ca pro­po­nu­je ALTERNATYWĘ. A prze­cież wła­śnie o al­ter­na­ty­wę cho­dzi na wol­nym ryn­ku. Wspierajmy kon­ku­ren­cję, za­mia­st szu­kać dziur w ca­łym.

Mam na­dzie­ję, że roz­strzy­gnię­cie TSUE bę­dzie wy­znacz­ni­kiem (po­win­no być) dla pol­ski­ch są­dów, gdy­by po­ja­wi­ły się na szer­szą ska­lę u nas ta­kie spra­wy. Jak do­tąd, mie­li­śmy je­den wy­rok w przed­mio­cie słów klu­czo­wy­ch. Sąd Apelacyjny w Warszawie, w orze­cze­niu z dnia 25 li­sto­pa­da 2009 r., orze­kł, że zde­fi­nio­wa­nie sło­wa klu­czo­we­go w po­sta­ci fir­my (ozna­cze­nia słow­ne­go) in­ne­go przed­się­bior­cy, mo­że na­ru­szać je­go pra­wo do fir­my.

Sprawa mia­ła miej­sce przed wy­ro­kiem w spra­wie Interflora, miej­my więc na­dzie­ję, że po raz dru­gi po­dob­ne nie­for­tun­ne orze­cze­nie nie po­ja­wi się już na grun­cie pol­skie­go po­rząd­ku praw­ne­go.

Podsumowanie

Na ko­niec dwie naj­waż­niej­sze te­zy, uar­gu­men­to­wa­ne w tre­ści wpi­su. Pamiętajmy, że:

  • sa­mo de­fi­nio­wa­nie słów klu­czo­wy­ch w po­sta­ci cu­dzy­ch zna­ków to­wa­ro­wy­ch je­st do­zwo­lo­ne – do­pó­ki znak ten nie za­czy­na być obec­ny w sa­mym prze­ka­zie re­kla­mo­wym
  • dzia­ła­nie ta­kie nie je­st czy­nem nie­uczci­wej kon­ku­ren­cji


O ochro­nie kon­ku­ren­cji i zna­ka­ch to­wa­ro­wy­ch prze­czy­ta­sz rów­nież tu­taj:
To wszyst­ko na dzi­siaj, dzię­ku­ję za uwa­gę! Jeśli po­do­ba Ci się u mnie, za­pra­szam do sub­skryp­cji new­slet­te­ra.

Powyższych zgód udzie­la­sz mi, czy­li Wojciechowi Wawrzak, pro­wa­dzą­ce­mu dzia­łal­no­ść go­spo­dar­czą pod fir­mą „Usługi praw­ne i księ­go­we Wojciech Wawrzak” z sie­dzi­bą w Łodzi (93-279), ul. Tatrzańska 91/51.

  • Znakomity

  • Andrzej Muzaj

    „Prze­ciętny użyt­kownik in­ter­netu zda­je so­bie spra­wę z za­sad funk­cjo­no­wania Ad­Words…” Muszę przy­znać, że to zda­nie bar­dzo mnie roz­ba­wi­ło. Pracuję z AdWordsem na co dzień i oka­zu­je się, że spo­ro lu­dzi nie ma po­ję­cia, czym je­st re­kla­ma w in­ter­ne­cie, i że to wła­śnie ją kli­ka­ją.

    I wg mnie uży­cie zna­ku to­wa­ro­we­go ja­ko sło­wa klu­czo­we­go je­st po­słu­gi­wa­niem się w ce­lu re­kla­my – je­śli mó­wi­my o AdWords to chy­ba oczy­wi­ste, że to nie rur­ki z kre­mem tyl­ko wła­śnie re­kla­ma?

    • Witaj Andrzeju! Być mo­że zbyt po­chop­nie oce­ni­łem świa­do­mo­ść prze­cięt­ne­go użyt­kow­ni­ka sie­ci, bio­rąc za punkt wyj­ścia sie­bie. Nie zmie­nia to jed­nak mo­jej osta­tecz­nej oce­ny. Owszem, zde­fi­nio­wa­nie sło­wa klu­czo­we­go je­st uży­wa­niem w ce­lu re­kla­my w po­tocz­nym ro­zu­mie­niu. Uważam jed­nak, że nie mo­że­my uznać ta­kie­go dzia­ła­nia za uży­wa­nie w ro­zu­mie­niu usta­wy Prawo wła­sno­ści prze­my­sło­wej. W mo­im prze­ko­na­niu, by­ła­by to zbyt da­le­ko idą­cą ochro­na zna­ku to­wa­ro­we­go.

      • Andrzej Muzaj

        Ja rów­nież (choć nie­chęt­nie) zga­dzam się z orze­cze­niem TSUE w spra­wie Iterflora i ro­zu­miem punkt wi­dze­nia, że w sen­sie praw­nym je­st to prak­ty­ka, co do któ­rej nie ma pod­staw do ka­ra­nia. Jednak z punk­tu wi­dze­nia UX je­st to (dla mnie, oso­bi­ście) błąd kar­dy­nal­ny.

        • Czym je­st UX?

          • Andrzej Muzaj

            User Experience – wiem, że za­zwy­czaj ten skrót sto­su­je się do cze­go in­ne­go, ale mam tu­taj na my­śli ogół od­czuć use­ra na in­te­rak­cje z mar­ką.

          • Czyli że ko­rzy­sta­jąc z ta­kiej me­to­dy de­fi­nio­wa­nia słów klu­czo­wy­ch mar­ka strze­la so­bie sa­ma wi­ze­run­ko­wo w ko­la­no?

          • Andrzej Muzaj

            Poniekąd tak – je­śli wpi­su­ję „Cinkciarz”, kli­kam w pierw­szy link (bo ocze­ku­ję, że bę­dzie naj­bar­dziej od­po­wied­ni – za­kła­da­jąc, że nie ob­cho­dzi mnie, czy to re­kla­ma, czy nie) i lą­du­ję na stro­nie Walutomatu to mam od­ru­ch w sty­lu „oszu­ka­no mnie”. Nie tra­fi­łem tam, gdzie chcia­łem do­trzeć, nie zna­la­złem te­go, co szu­ka­łem. Teraz ko­go wi­nić? Firmę A? Firmę B? Google’a?

            Dla mnie, ja­ko re­kla­mo­daw­cy, naj­waż­niej­sze je­st do­star­cza­nie informacji/produktów/usług naj­bar­dziej od­po­wia­da­ją­cy­ch na po­trze­by użyt­kow­ni­ka (tak, wiem – ży­ję w wy­ima­gi­no­wa­nym świe­cie tę­czy i jed­no­roż­ców) – dla­te­go uwa­żam, że nie stać mnie na stwo­rze­nie „po­czu­cia za­wo­du” u po­ten­cjal­ne­go klien­ta w mo­men­cie je­go lą­do­wa­nia na mo­jej wi­try­nie. Bo za­raz klik­nie wste­cz i wię­cej nie bę­dzie chciał do mnie wra­cać.

          • Bardzo in­te­re­su­ją­ce spoj­rze­nie, dzię­ku­ję! Rzeczywiście, z punk­tu wi­dze­nia wi­ze­run­ko­we­go i mar­ke­tin­go­we­go mo­że być to róż­nie ode­bra­ne. Jak do­brze, że zaj­mu­ję się pra­wem!

          • Andrzej Muzaj

            Dobrze, że je­st ktoś, kto zaj­mu­je się pra­wem, bo ja się na nim kom­plet­nie nie znam. 😉