Nawigacja

Kasia Tusk pozywa Fakt za niecenzuralne słowo w tytule artykułu – poinformował dzisiaj portal wirtualnemedia.pl. Sprawa dotyczy materiału pt. “Dramat Kasi Tusk. Nazwali ją dziwką. A Tusk dziękuje…”. Fakt zdążył już przyzwyczaić wszystkich do kontrowersyjnych tekstów, ale tym razem kontrowersyjny jest wyłącznie tytuł. No właśnie – tylko, czy może aż? Na to pytanie będzie musiał odpowiedzieć sąd. Ja, choć nie lubię wyprzedzać faktów, dorzucę kilka groszy od siebie już dzisiaj.

Wiemy tylko o pozwie, ale szczegółów brak

Poza potwierdzoną przez rzecznika prasowego wydawcy Faktu informacją o złożonym pozwie, nie mamy w tej chwili żadnej szczegółowej wiedzy o całej sprawie.  Wiemy tylko, że Kasia Tusk domaga się przeprosin i zadośćuczynienia w kwocie 50 tys. złotych. Nie znamy natomiast podstawy roszczeń, a przede wszystkim argumentów na ich poparcie.

Podstawę prawną z dużym prawdopodobieństwem można przewidzieć. Stawiam, że chodzi o naruszenie dóbr osobistych, a konkretnie – dobrego imienia. Od razu dodam – w charakterze edukacyjnym – że posługiwanie się w tej sytuacji pojęciem zniesławienia jest nieuzasadnione. Po pierwsze, to pojęcie charakterystyczne dla prawa karnego, a po drugie, jeśli już mielibyśmy odwoływać się do karnistycznej terminologii, powinniśmy mieć na uwadze zniewagę (o różnicach pisałem tutaj: Zniesławienie i zniewaga – jak nie ulec absurdowi?).

Zabawmy się w detektywa i poszukajmy szczegółów

Skoro nie znamy dokładnej treści pozwu, spróbujmy na własną rękę zastanowić się, jakimi argumentami mógł posłużyć się Roman Giertych, pełnomocnik Kasi Tusk.

Nie dysponuję wiedzą, czy rzeczywiście tak jest, ale zakładam, że informacje zawarte w spornym artykule Faktu są prawdziwe. W takiej sytuacji, podstawy roszczeń sformułowanych w pozwie pozostaje upatrywać w tytule tekstu. Dostrzegam tutaj dwa punkty zaczepienia:

  • zestawienie słowa “dziwka” z osobą Kasi Tusk,
  • wywołanie mylnego wrażenia, że Donald Tusk podziękował kierującym groźby pod adresem jego córki.

Dziwkom w mediach mówię STOP

Wprawdzie autor tekstu nie zestawił wulgarnego słowa z osobą Kasi Tusk w sposób bezpośredni, ale mimo to, uważam, że takie określenie nie miało miejsca znaleźć się w tytule tekstu. Nawet jeśli córka premiera rzeczywiście została w ten sposób nazwana, Fakt nie powinien szastać tym sformułowaniem na lewo i prawo. Zachowanie takie należy uznać za tym bardziej naganne, gdy weźmiemy pod uwagę, że dziennik dąży w ten sposób do generowania zwiększonego ruchu na swoich stronach.

Uważam, że samo posłużenie się wulgarnym słowem “dziwka” w tytule artykułu poświęconego Kasi Tusk narusza jej dobre imię. Fakt buduje w ten sposób proste skojarzenie u przeciętnego czytelnika – córka premiera = dziwka. Co więcej, niezależnie od tego, z czyją osobą ten rzeczownik zostałby zestawiony, zawsze będziemy mieli do czynienia z naruszeniem godności takiej osoby. Tak się po prostu nie robi. To zwykłe świństwo i nie trzeba być prawnikiem (wystarczy człowiekiem), by ocenić działanie Faktu jako naganne.

Zadośćuczynienie za dwuznaczny tytuł – czy to dobry argument?

Posłużenie się grą słów i niedomówieniem, mylnie sugerującym określone zachowanie Donalda Tuska, również uważam za niedopuszczalne zagranie ze strony Faktu. Premier nie podziękował kierującym ordynarne słowa wobec jego córki, lecz internautom  którzy okazali jej wsparcie w komentarzach na blogu. Fakt znowu przekroczył granicę, której przekraczać nie powinien, podbijając tym samym statystyki (podobnie jak p. Magdalena Żuraw, o której ordynarnym tweecie pisałem tutaj: Flaszka za podpalenie tęczy, czyli o podbijaniu Internetu okiem prawnika).

Podobnie jak w przypadku posłużenia się słowem “dziwka”, również  wprowadzanie w błąd tytułem oceniam za naruszenie dóbr osobistych Kasi Tusk (jak również jej ojca). Nie poprawia sytuacji dziennika obłudne oświadczenie na końcu  tekstu:

Pani Kasiu, my możemy się czepiać innych rzeczy, ale akurat w tej sprawie cała redakcja Faktu także stoi za Panią murem. Życzymy wszystkiego dobrego!

I znowu – nie trzeba być prawnikiem, a wystarczy być człowiekiem, by widzieć tu zaprzeczenie wszystkich możliwych standardów moralności, etyki, uczciwości.

Odpowiedzialność prawna za tytuł i lead? Tak!

Mam nadzieję, że sąd nie będzie miał wątpliwości co do oceny działania Faktu. Nigdzie przecież w prawie nie jest powiedziane, że naruszyć dobra osobiste można tylko w treści artykułu. Uznanie odpowiedzialności za tytuł oraz lead – i to odpowiedzialności surowej – jest najlepszym, co może nam się w tej chwili przydarzyć. Może choć odrobinę utemperuje to pogoń za statystykami i przyciąganie czytelników metodami obnażającymi dno moralne (wystarczy przypomnieć ostatnie uśmiercenie Anny Przybylskiej: Pudelek i zmyślona śmierć Anny Przybylskiej okiem prawnika). Zabrnęliśmy już za daleko i najwyższa pora obrać kierunek wsteczny. Jeśli nie po dobroci, to siłą.

Ps. Ja mogę powiedzieć to szczerze, uczciwie i z dobrego serca – pani Kasiu, życzę wszystkiego dobrego!


Zdjęcie w nagłówku to printscreen z profilu Kasi Tusk na Instagramie.
To wszystko na dzisiaj, dziękuję za uwagę! Jeśli chcesz otrzymywać więcej artykułów takich jak ten, zapraszam do subskrypcji newslettera.

Blog wykorzystuje pliki cookies w celu prawidłowego jego działania, korzystania z narzędzi analitycznych (Google Analytics), marketingowych (Facebook Custom Audiences), wtyczek społecznościowych (Facebook, LinkedIN, Twitter), systemu komentarzy (Disqus), odtwarzacza wideo (YouTube) oraz odtwarzacza podcastów (SoundCloud). Szczegóły znajdziesz w polityce prywatności. Jeżeli wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies, kliknij w przycisk "Rozumiem i akceptuję". Jeżeli chcesz edytować ustawienia plików cookies, kliknij w przycisk "Ustawienia".
Ustawienia Rozumiem i akceptuję