Nawigacja

Jakiś czas temu kilku studentów kulturoznawstwa poprosiło mnie, bym wytłumaczył im w kilku słowach, czym jest plagiat. Czekali na egzamin z prawa autorskiego i bardzo chcieli dowiedzieć się czegokolwiek od starszego kolegi prawnika.

Odpowiedziałem im wtedy, że plagiat to po prostu plagiat, nie ma w tym żadnej filozofii. Niewiele im pomogłem, ale naprawdę nie miałem jak, biorąc pod uwagę, że ładnej i składnej odpowiedzi na egzamin już nie pamiętałem (ach ten upływ czasu!).

Zresztą zawsze byłem zwolennikiem praktycznej nauki prawa i bardziej interesowały mnie życiowe kazusy niż sucha teoria. Dlatego z radością przyjąłem prośbę o pomoc jednej z czytelniczek mojego bloga w zakresie podejrzenia popełnienia plagiatu właśnie.

Wbrew temu, co powiedziałem studentom kulturoznawstwa, celowo upraszczając i nie chcąc mącić im w głowach tuż przed wejściem na egzamin, sprawa plagiatu wcale nie jest taka oczywista. W praktyce zdarza się bardzo wiele granicznych sytuacji, w których jednoznaczna ocena, czy do plagiatu doszło, czy też nie, jest bardzo trudna. O tych sytuacjach chciałbym opowiedzieć w dzisiejszym wpisie.

Plagiat, czyli co właściwie?

Plagiat to plagiat. Prosta i przyjemna definicja, prawda? Po co komplikować sobie życie, skoro i tak wszyscy wiedzą, o co chodzi.

Z doświadczenia wiem jednak, że tam, gdzie wiedzą wszyscy, rodzi się najwięcej wątpliwości. Wszyscy wiedzą, ale każdy, co innego.

Podobnie jest z plagiatem. Powszechna wiedza okazuje się tutaj gwoździem do trumny, ponieważ intuicyjne i potoczne rozumienie słowa “plagiat” bardzo często nijak ma się tego, przed czym chroni ustawa o prawie autorskim.

Podstawowy problem wynika z tego, że ustawa w ogóle nie posługuje się pojęciem plagiatu. Pojawia się ono natomiast w doktrynie i orzecznictwie na potrzeby opisania jednego ze sposobów naruszenia praw przysługujących twórcy do stworzonego przez niego utworu.

Plagiat to inaczej przywłaszczenie autorstwa, czyli posługując się uproszczonym sformułowaniem – podpisanie się pod cudzą pracą. To przywłaszczenie może dotyczyć cudzego utworu w całości (plagiat całkowity), bądź tylko jego części (plagiat częściowy).

Odnajduję w sieci świetny felieton na budzący powszechne zainteresowanie temat. Ponieważ autor nie jest szczególnie znany, a dotarcie do jego strony internetowej wymaga przerzucenia kilku stron wyników wyszukiwania, kopiuję tekst w całości i wrzucam na swojego bloga (sam bym tym tego w końcu lepiej nie napisał!). Dopuszczam się tym samym plagiatu całkowitego. Gdybym w odnalezionym felietonie skopiował i przekleił na boga tylko dwa akapity, pozostałe pięć pisząc na własną rękę, popełniłbym plagiat częściowy.

Plagiat może mieć również charakter jawny, bądź ukryty. Jawny nie budzi większych wątpliwości – polega na machinalnym przekopiowaniu całości, bądź fragmentu utworu.

Języczkiem u wagi jest natomiast plagiat ukryty, czyli plagiat z przekształceniami. Plagiator dąży tutaj do ukrycia niedozwolonego korzystania z cudzego utworu, próbując modyfikować, przerabiać utwór (bądź jego fragmenty), ale w dalszym ciągu nie mamy tutaj do czynienia z własną twórczością, a z pasożytowaniem na pracy kogoś innego.

Koronnym przykładem są tutaj wypracowania na język polski pisane przez długie lata w szkołach wszelakiego szczebla. Dzieciaki (tak, w liceum to wciąż dzieciaki) wylewają siódme poty nad podrasowywaniem tekstów znalezionych w sieci, a nauczyciel i tak nie ma najmniejszych wątpliwości co do pochodzenia wypracowania.  Uwaga, też tak robiłem! Szczególnie, gdy za grosz nie miałem pojęcia, co poeta miał na myśli. Ach, piękne czasy!

Z plagiatem ukrytym jest ten problem, że w pewnym momencie… przestaje być plagiatem! I tutaj pojawia się kluczowy w dzisiejszym wpisie wątek odróżnienia plagiatu od sytuacji, które potocznie plagiatowaniem nazywamy, ale które z prawniczym rozumieniem tego terminu nie mają wiele wspólnego.

Sprawdźmy zatem, co plagiatem nie jest.

#1: Wykorzystanie cudzego pomysłu

Po pierwsze, plagiatem w myśl ustawy prawnoautorskiej nie jest wykorzystanie w swojej twórczości cudzego pomysłu. Wynika to z art. 1 ust. 2, który definiując przedmiot prawa autorskiego, wskazuje jednocześnie, co ochroną prawnoautorską objęte nie jest.

Art. 1 pr.aut. 1. Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór).

2. W szczególności przedmiotem prawa autorskiego są utwory:

1) wyrażone słowem, symbolami matematycznymi, znakami graficznymi (literackie, publicystyczne, naukowe, kartograficzne oraz programy komputerowe),
2) plastyczne,
3) fotograficzne,
4) lutnicze,
5) wzornictwa przemysłowego,
6) architektoniczne, architektoniczno-urbanistyczne i urbanistyczne,
7) muzyczne i słowno-muzyczne,
8) sceniczne, sceniczno-muzyczne, choreograficzne i pantomimiczne,
9) audiowizualne (w tym filmowe).

21. Ochroną objęty może być wyłącznie sposób wyrażenia; nie są objęte ochroną odkrycia, idee, procedury, metody i zasady działania oraz koncepcje matematyczne.

Zatem sam pomysł to zdaniem ustawodawcy jeszcze za mało, bo móc oczekiwać udzielenia ochrony. Pomysł musi przyjąć zwerbalizowaną postać, a więc objawić się w postaci konkretnego utworu – książki, artykułu, filmu, utworu muzycznego itp. Dopóki tak się nie stanie, korzystanie z cudzego pomysłu nie będzie plagiatem.

Jakiś czas temu mój najlepszy przyjaciel zdradził mi pomysł na fabułę swojej drugiej książki, skarżąc się jednocześnie, że pomysł świetny, ale nie może zebrać się do pisania. Z wdzięczności za wszystko, co do tej pory dla mnie zrobił, postanowiłem mu pomóc i napisać tę powieść za niego. Oczywiście, nic mu nie mówiąc. Jakież było jego zdziwienie, gdy na sklepowej półce odnalazł swoje dzieło, ale pod moim nazwiskiem. Przyjaźń się skończyła. Ale plagiatu nie było. W końcu wykorzystałem tylko jego pomysł, którego nigdy w żaden sposób nie zmaterializował.

W tym miejscu chciałbym uściślić jedną rzecz. Spotykam się niekiedy z błędnym przekonaniem, że wystarczy swój pomysł w jakiś sposób utrwalić – np. spisać główne założenia fabuły na kartce – by zapewnić mu ochronę.

Niestety, drogi na skróty rzadko okazują się skuteczne i tak jest również w tym przypadku. Samo utrwalenie pomysłu w postaci założeń, koncepcji, planów itp. nie zapewnia mu ochrony. Ustawowa formuła co do objęcia ochroną wyłącznie sposobu wyrażenia może być w tym przypadku myląca. Nie chodzi o każde wyrażenie. By doszło do przywłaszczenia autorstwa, musi zostać splagiatowany konkretny utwór. Same założenia – nawet zwerbalizowane – trudno za taki utwór uznać.

Prawdziwy łotr ze mnie. Mój znajomy prawnik chciał skonsultować ze mną pomysł na swoją książkę o skutecznych metodach na szybki rozwód, która miała przynieść mu powszechny splendor i uznanie. Przesłał mi nawet kilkustronicowy dokument, stanowiący szkic jego wiekopomnego dzieła. Nie mogłem z takiej okazji nie skorzystać. Przysiadłem nad tematem, w pocie czoła przygotowałem kilkudziesięciostronicowego e-booka i puściłem za darmo w sieci, przyciągając liczne grono znudzonych swoimi partnerami celebrytów. Znajomy próbował mnie straszyć plagiatem, ale piorąc całe życie cudze małżeńskie brudy na sali sądowej, nie bardzo wiedział, o czym mówi. Plagiatu nie było. Ale tak po prawdzie, to wielkiej straty kolega nie poniósł – podpromowałem wprawdzie swoje nazwisko w sieci, ale wszystkich żądnych szybkiego rozwodu i tak odsyłałem do niego.

Wszystko, co napisałem powyżej na temat pomysłu w kontekście plagiatu nie oznacza, że pomysł w ogóle nie podlega ochronie. Oczywiście, że podlega! Mamy przecież ochronę dóbr osobistych (twórczość artystyczna to jedno z nich) i ustawę o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Ale to opowieść na inną okazją. Mam już wystarczająco dużo wyrzutów sumienia co do objętości tego wpisu. Po cichu liczę jednak, że uda się nam jakoś wspólnie dotrwać do końca.

#2: Twórczość równoległa

Z twórczością równoległą mamy do czynienia, gdy dwie lub więcej osób w tym samym czasie i różnych miejscach na ziemi wpada na ten sam pomysł i twórczo go realizuje. Możliwe? Oczywiście, że tak. Na świecie mnóstwo lotnych umysłów, które wykazują się nadzwyczaj rozwiniętą kreatywnością.

Plagiatem zatem nie będzie sytuacja, w której dochodzi do stworzenia dwóch zbliżonych do siebie utworów w sytuacji, w której twórcy nie wiedzieli o ich równoległym istnieniu. Innymi słowy, plagiatu nie można popełnić nieświadomie. Plagiator to osoba, która ma świadomość, że dany utwór lub jego fragment nie jest jej autorstwa, a jednak posługuje się nim jak swoim własnym.

Nie jest plagiatem dzieło, które powstaje w wyniku zupełnie odrębnego, niezależnego procesu twórczego, nawet jeżeli posiada treść i formę bardzo zbliżoną do innego utworu. Możliwe są sytuacje, w których dwóch twórców, niezależnie od siebie, wykorzystuje w utworze ten sam pomysł i opracowuje go przy użyciu bardzo zbliżonych środków artystycznych, zwłaszcza jeżeli dzieła dotyczą tego samego tematu albo tematów bardzo zbliżonych.

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 15 września 1995 r., I ACr 620/95

#3: Posługiwanie się podobnymi środkami wyrazu

Plagiatem nie jest również posługiwanie się w swojej twórczości środkami wyrazu stosowanymi przez innego twórcę. Charakterystyczne budowanie zdań, sposób konstruowania dialogów, specyficzna interpunkcja – ogólnie pojęty styl wypowiedzi – nie są objęte ochroną prawnoautorską.

Nie są i nie mogą być, bo przecież trudno przyznawać komukolwiek wyłączne prawo do posługiwania się określonymi zabiegami stylistycznymi. Upraszczając, można powiedzieć, że prawo autorskie chroni treść, a nie techniczny sposób zapisu tej treści.

Jeśli okazałbym się tak samo genialny jak Mrożek, Gombrowicz, czy Witkacy, to nikt nie mógłby mi z tego tytułu czynić zarzutu plagiatu – pod warunkiem, że przy użyciu podobnych środków wyrazu opowiadałbym własne, oryginalne historie.

#4: Kontynuacja znanego dzieła

Za plagiat nie można również uznać stworzenia kontynuacji znanego dzieła. Jeśli tylko dalsze losy znanego bohatera są wynikiem twórczej pracy kolejnego artysty, nie popełnia on plagiatu.

Tutaj wkraczamy już na grunt problematyki utworu inspirowanego (znów temat na odrębną opowieść!), ale w uproszczeniu można powiedzieć, że o ile możemy zastanawiać się nad dopuszczalnością takiego działania, to z całą pewnością nie możemy uznać, że mamy do czynienia z plagiatem. Chyba, że w ramach swojego utworu, twórca zapożycza fragmenty stworzone przez “poprzednika”.

Książką mojego dzieciństwa był Harry Potter. Gdybym postanowił stworzyć autorską kontynuację losów legendarnego bohatera z młodości i włożył w to odrobinę twórczego wysiłku, nie musiałbym obawiać się o zarzutu plagiatu. Nie polepszałoby to wprawdzie mojej sytuacji, ale mógłbym dumnie głosić światu, że plagiatorem nie jestem.

#5: Niedozwolony przedruk

Sytuacja często błędnie utożsamiana z plagiatem to niedozwolony przedruk artykułu. Problem przedruku dotyczy osób, którym wydaje się, że treści dostępne w internecie można dowolnie wykorzystywać w obrębie sieci pod warunkiem, że prawidłowo oznacza się ich autorstwo.

Nic bardziej mylnego! Prawo przedruku to prawo o ściśle oznaczonych granicach (znów temat na oddzielną opowieść) i dowolne kopiowanie treści między stronami najczęściej nic z przedrukiem nie ma wspólnego. Niemniej jednak, jeśli ktoś kopiuje znaleziony w sieci tekst na swoją stronę internetową i oznacza jego autorstwo zgodnie z prawdą – nie popełnia plagiatu, a przekracza granice dozwolonego cytatu.

W sieci istnieje wiele świetnych blogów prawniczych. Gdyby przyszło mi do głowy (na szczęście nie jestem aż tak lekkomyślny jak mogłoby się wydawać!) kopiować wybrane artykułu na swój blog i podpisywać je imieniem i nazwiskiem rzeczywistego autora wraz z podaniem źródła tekstu, moje zachowanie byłoby naganne, ale wciąż nie byłbym plagiatorem, a jedynie prawnikiem, który nie ma pojęcia o prawie cytatu. Tyle wygrać.

Podsumowanie

Potoczne, intuicyjne rozumienie plagiatu często błędnie podpowiada, co w rzeczywistości plagiatem na gruncie prawa autorskiego jest, a co nie.

Sam problem plagiatu to zagadnienie tak obszerne, że można by poświęcić mu co najmniej kilka wpisów. Dzisiaj chciałem syntetycznie przedstawić kilka sytuacji, które często błędnie z plagiatem są utożsamiane, wyjaśniając przy okazji podstawowe aspekty przywłaszczenia autorstwa.

Jeśli będziesz chciał dowiedzieć się o plagiacie jeszcze czegoś więcej – daj znać. Nie chcę tworzyć tekstów w próżni, ale dostarczać treści pożądanej (uciekając się do porównania, chcę by moja treść była niczym atrakcyjna kobieta). Jeśli będziesz potrzebować czegoś więcej – napiszę. Jeśli nie – zamilknę na wieki i zajmę się kolejnym tematem.

Podobał ci się ten artykuł? Udostępnij go inny. Dzięki poniższym przyciskom zajmie co to dosłownie chwilę.

Dowiedz się jak reagować na naruszenie praw autorskich w Internecie:

O prawie autorskim przeczytasz również tutaj:

To wszystko na dzisiaj, dziękuję za uwagę! Jeśli podoba Ci się u mnie, zapraszam do subskrypcji newslettera.

Powyższych zgód udzielasz mi, czyli Wojciechowi Wawrzak, prowadzącemu działalność gospodarczą pod firmą “Usługi prawne i księgowe Wojciech Wawrzak” z siedzibą w Łodzi (93-279), ul. Tatrzańska 91/51.

  • Najlepiej nie czytać nic cudzego i pisać swoje, wtedy ma się pewność, że tworzy się coś oryginalnego.

    • Niejeden się już i na tym przejechał 😉

      Ps. Super tekst!

    • A da się tak? Twórcy mówią, że trzeba swoje przeczytać, by móc zacząć pisać.

  • Nie jestem pewny co do tego ustalenia utworu. Ekspertem prawa nie jestem i nigdy nie będę, ale szykuję się na egzamin z tych zagadnień u prof. Sobczaka i chętnie skonfrontuje swoje notatki 🙂

    Ustalenie utworu nie musi oznaczać jego publikacji bądź rozpowszechnienia. Bazując na Twoim przykładzie – skoro przyjaciel opowiedział o swoim pomyśle, to znaczy, że go ustalił i ten pomysł podlega ochronie (utwory niekompletne też są chronione). Więc wykorzystanie tego pomysłu jest kradzieżą własności intelektualnej.

    Problemem wtedy jest udowodnić, że utwór został ustalony skoro nie ma świadków 🙂

    Możesz się do tego jakoś odnieść/naprowadzić jeżeli błądzę? 🙂

    • Witaj Tomku, świetnie, że zasygnalizowałeś swoje wątpliwości! 🙂 Zazdroszczę Ci wykładu z prof. Sobczakiem, bo to jeden z ważnych autorytetów w tej dziedzinie. Jeśli chodzi o Twoje pytanie, to idziesz bardzo dobrym tropem odnośnie ustalenia utworu. Moim ulubionym przykładem są tutaj improwizacje jazzowe, gdy muzyk po raz pierwszy gra daną wariację i jednocześnie tworzy utwór. Ba, uzasadniony jest pogląd, że utwór powstaje nawet wtedy, gdy muzyk odgrywa go po raz pierwszy w domowym zaciszu, bez żadnego audytorium. Zagrał go, więc doszło do ustalenia, a że nikt nie słyszał – to już inna broszka. Natomiast jeśli chodzi o Twoje konkretne wątpliwości dotyczące ustalenia pomysłu, to tutaj pojawia się ten sam problem, który opisałem w tekście z zapisem szkicu fabuły na kartce. Ustalenie pomysłu należy odróżnić od ustalenia utworu. Więc jeśli przyjaciel przekazuje mi tylko zarys swojego utworu, to nie podlega on ochronie. Chyba, że wygłosiłby on cały utwór w gotowym kształcie, np. wiersz, a ja bym go nagrał, potem spisał i wrzucił do sieci jako mój. Są to oczywiście bardzo pasjonujące rozważania, ale jednak o walorze bardziej teoretycznym niż praktycznym. Choć jak wiadomo – życie lubi zaskakiwać. Pozdrawiam i życzę powodzenia na egzaminie!

      • Ok, ma to sens 🙂 Dziękuję.

        Wykłady u “Mistrza” to prawdziwe studenckie przeżycie. Niestety egzamin również 😀 U nas powstała taka tradycja, że jak ktoś już u profesora zda, to biegnie się wykąpać w fontannie pod wydziałem 😀

        Mam nadzieję, że mnie to w poniedziałek czeka i pogoda dopisze. Jeszcze raz dzięki i również pozdrawiam 🙂

        • Trzymam kciuki, daj znać tutaj albo na maila jak poszło i pochwal się pytaniami, bom ciekawy – na moim wydziale prawo autorskie to był tylko jeden ze zwykłych monografów, a szkoda, bo chętnie bym się z jakimś mistrzem zmierzył 🙂

  • Prawnik na macierzyńskim

    Nie mam wątpliwości, że koleżanka blogerka, która zwróciła sie do Ciebie o pomoc, trafiła w dobre ręce! Tekst faktycznie długi, ale nie przydługi. Materia skomplikowana i jak zwykle swietnie wyłożona 😉
    Pozdrawiam

    • Dzięki za miłe słowa! 🙂 I nie tylko za słowa, bo ktoś tutaj maczał paluszki w pośrednictwie między ludźmi, dziękuję!

  • Tekst jest genialny, tak w skrócie. Podoba mi się jak balansujesz między prawnymi zawiłościami i luźnym stylem, prawie że gawędy. Najlepsze są teksty w ramkach 😀

    • Dzięki, Aniu! 🙂 Staram się, by ramki były wisienką na torcie dla tych, którzy dzięki swojej cierpliwości dotrą do nich 🙂

  • Basia

    A jak ma się sprawa podręczników, poradników i wykorzystania wiedzy. Załóżmy, że kupiłam książkę, która uczy jak namalować ptaszka. Namalowałam ptaszka i sprzedałam obraz, umieściłam go na blogu itp. Czy powinnam podać kto nauczył mnie malować ptaszka, czyli autora książki i tytuł?

    • Witaj Basiu, miło Cię tutaj widzieć! 🙂 O ile tylko nie przekalkowałaś ptaszka na szybkie, wszystko jest ok – do tego przecież służą te poradniki. To tak samo, jak gdyby nauczyciele śpiewu żądali procentu od tantiemów swoich uczniów. 😉

  • GOSIA

    Bardzo dziękuję za ten tekst a najbardziej za Twórczość równoległą. Dobrze wiedzieć, że projektując logo mogę zaprojketować coś co już ktoś zaprojektował (oczywiście nie widząc tego projektu wcześniej). I właśnie co w sytuacji kiedy po zaprojektowaniu logo (ale przed opublikowaniem go i sprzedażą) przeszukuję internet i odnajduję bardzo podobną pracę (w przypadków inicjałów o takie podobieństwa nie trudno). Wyrzucam projekt? Bo przecież mam już wiedzę, że ktoś to stworzył. No ale nie popełniłam plagiatu, bo moja praca projektowa odbywała się i nawet zakończyła przed zdobyciem tej wiedzy. Pytam tutaj o sytuację prawną, nie marketingową 🙂 – nie sprzedam klintowi projektu, którego podobną wersję stosuje jego konkurencja (nawet ta dalsza).

    • Sytuacja prawna jest skomplikowana, bo w razie sporu powstaje problem udowodnienia, że plagiatu nie było. Trudno znaleźć tutaj jakieś rozwiązanie prawne. Gdyby sprawa trafiła do sądu, to sąd będzie musiał ustalić, co i jak – na podstawie wszystkich zgłaszanych wyjaśnień i dowodów.

      • Małgorzata

        W gruncie rzeczy jest to logiczne. Dziękuje za odpowiedź.

  • monika

    Co się dzieje w sytuacji, gdy zaczęłam pisać powieść i przy weryfikowaniu pewnych faktów historycznych natrafiłam na bloga osoby z innego kraju, która pisze podobną książkę?Preczytałam początek tej powieści w Internecie(autorka zamieściła 2 strony) i byłam w szoku,że wpadła na bardzo podobny pomysł.Główna bohaterka ta sama co u mnie (jest to postać historyczna ale niezbyt znana) i z tego co wywnioskowałam po przeczytaniu tych 2 stron fabuła będzie podobna co u mnie.Co ja mam teraz zrobić?Porzucić ten temat, bo ktoś się nim zajmuje i zamieścił próbki swojej twórczości w sieci?Boję sie oskarżeń o plagiat, zwłaszcza że ta pani napisała kilka książek a ja jeszcze żadnej w całości.Do wczoraj nie wiedziałam,że ktoś zajmuje sie podobną tematyką ale teraz już wiem i nie mam pojęcia co dalej robić. Proszę mi odpowiedzieć czy muszę zrezygnować z pisania tej powieści?

    • Pani Moniko, prawo dopuszcza tzw. twórczość równoległą, więc pisani powieści nie musi Pani zarzucać. W razie potencjalnego sporu musi być Pani jednak w stanie wykazać, że rozpoczęła pracę nad książką w tym samym czasie i w żaden sposób nie miała Pani wcześniej styczności z twórczością drugiej autorki.

  • dmp

    Witam serdecznie,
    Ja mam pytanie nieco inne. Co jeśli prowadzimy portal, który grupuje informacje branżowe z różnych innych portali, blogów itp.? Zasada działania jest taka: kopiujemy fragment artykułu (np. początek). Główne zdjęcie i umieszczane jest w odpowiedniej kategorii. Podane jest oczywiście źródło, a kliknięcie zdjęcia lub linka przenosi do oryginału. Na stronie nie ma pełnowartościowej treści, lecz fragment (np. ww. początek). Zatem autor / strona www źródłowa nic nie traci, bo zainteresowany i tak “musi” do nich trafić, jeśli chce się dowiedzieć coś sensownego. Ja odczytuje to, jako zgodne z prawem. Podobnie działa pinterest.com, gdy któryś z użytkowników doda treść na podobnej zasadzie. Będę wdzięczny za opinię.

    Pozdrawiam
    dmp

    • Dzień dobry! Tak działają wszelkiego rodzaju agregatory treści. Na pewno jest to dużo bardziej bezpieczne niż kopiowanie tekstów w całości, aczkolwiek nadal jestem sobie w stanie wyobrazić roszczenia na tej podstawie. Myślę, że dużo zależy od charakteru agregatora. Jeśli jest to cel komercyjny, byłbym ostrożny. Jeśli tylko cel informacyjny, myślę, że pomysł może przejść.

  • Dorota Radzyńska

    Witam, prowadzę na fb grupę rękodzieła, a to jest bardzo duże pole do wprowadzania w sposób zamierzony bądź nie cudzych pomysłów. Z radością przestudiowałam treść Twojego artykułu, mam nadzieję na więcej. Dziękuję za tę pracę

  • Dorota Radzyńska

    Wojciechu, uwaga! zaczynam męczyć. Pani zrobiła kolczyki w formie Małej Mi z Muminków. Zrobiła je jako prezent, nie w celu sprzedaży, ale wstawiła post do grupy. Licencji twórcy Muminków oczywiście nie ma. Uważam, że powinnam usunąć post, gdyż wobec braku licencji nie powinna rozpowszechniać swojej pracy. Przeginam?

    • Tutaj stajemy przed dylematem literalna wykładnia prawa vs praktyka w rzeczywistości. Można powiedzieć, że do naruszenia doszło, ale w tym przypadku raczej skłaniałbym się, że samo takie rozpowszechnianie w celach osobistych można uznać za dopuszczalne.

  • Teit Fueryon

    Witam.
    Mam pytanie o umieszczanie linków na blogu bądź w opisie pod filmem na yt. Załóżmy, że opowiadam na tematy związane z edukacją i chce dać dodakowe materiały do przerobienia na których się opierałem opowiadając, np. artykuły z blogów lub filmy innych twórców. Robię to niekomercyjnie.

    Czy muszę prosić twórców o zgodę, aby podawać adresy stron takich twórców?
    Trochę się czuję jakbym ich okradał nie podając informacji o nich.
    Najprostrzym przykładem może być Pana blog. W teorii zdobytą wiedzę chciałbym przekazać ale też chciałbym pokazać skąd biorę informacje. Gdzie znajduję się granica między plagiatem a cytowaniem w taki sposób?

    • Jeśli chodzi o podawanie adresów, to w ogóle nie ma konieczności pytania o zgodę. A jeśli wiedza przedstawiona jest w autorskiej formie, to do naruszenia praw autorskich nie dochodzi, mimo że bazował Pan na czyimś opracowaniu i z niego czerpał wiedzę, którą potem sam przekazał innym.

  • ela

    witam, dziś szukałam informacji na temat korzystania z zasobów zdomeny publicznej. Raz pojawia się informacja, że ze względu na brak w prawie polskim mozliwości zbycia praw autorskich trzeba i tak np np pod zdjęciem na licencji CC0 podawac inforamacje o autorze lub źródle, innym razem twierdzi się, że właśnie nie trzeba. Zgłupiałam. Czy mogę wykorzystując taki obrazek, zwłaszcza gdy stanowi dominującą część mojej pracy ostatecznie rozpowszechniać pod swoim znakiem/imieniem?

    I jak to jest jeszcze z tym plagiatem – kiedy pani X zrobi kartkę okolicznościową posługując się podobnymi materiałami, czcionkami, deseniami stylami itp do pani Y to jest kradzież? Tak trudno to oddzielic kiedy jestesmy bombardowani podobnymi rzeczami z różnych stron i wtedy wydaje się, że coś jest już mniej lub bardziej popularne. Jeśli dwie firmy tworzą czapki i rękawiczki wełniane to przzecież siłą rzeczy będą mieć podobne produkty. Czy powszechność jest swoistym kryterium, gdzie przestajemy postrzegać coś jako plagiat? No bo kiedy coś jest nowością to zawsze ten ‘drugi’, który tę nowość wprowadza jest odbierany jako plagiator, a na tego ‘dwieście drugiego’ nie zwraca się już uwagi.
    Rozumiem, że prawo chroni treść, ale w sztukach wizualnych często istota, swoista treść opiera się na środkach wyrazu, które to prawo nie chroni. I może tutaj się mylą pojęcia i potem rzeczy podobne wydają nam się niejako kopiowane..Dżiękuję z góry za ustosunkowanie 🙂

    • Dzień dobry! Materiały na licencji CC0 rozpowszechniane są na innych warunkach niż rozpowszechnianie czegoś z domeny publicznej. W ramach domeny publicznej powinniśmy oznaczyć twórcę, w ramach CC0 nie mamy takiego obowiązku, gdyż brak tego obowiązku przewiduje treść licencji.

      Jeśli chodzi o podobieństwo, są to zawsze sprawy graniczne. Każdą sytuację należy oceniać indywidualnie, pamiętając, że prawo nie jest po to, by przyznawać monopol na określone rozwiązania, ale by chronić oryginalne utwory.

      • ela

        Dziękuję. Nie wiedziałam, że tak można rozróżnić CC0 od domeny. Czy to oznacza,że ze zdjęcia na licencji CC0 nie wymagające przypisania w praktyce mogę oznaczyć jako swoje? Jeśli wykonuję grafikę/pocztówkę z takim zdjęciem, to chcę ją oznaczyć swoim znakiem, no ale to sugeruje, że i zdjęcie jest moje, choć tak nie jest, bo je tylko wykorzystuje. Czy muszę wtedy to jakoś opisywać? Jeszcze na kartce to jakoś dałoby radę gdzieś w stopce, no ale w niektórych projektach się nie da..Poza tym nie zawsze autor jest znany tak oficjalnie, częściej tylko portal, albo ewentualnie jakaś ksywa autora.

        • Powiedziałbym, że nie tyle można oznaczać zdjęcia na CC0 jako swoje, co nie trzeba ich oznaczać w ogóle. Nie szedłbym jednak drogą przypisywania sobie ich autorstwa. Jeśli istnieje możliwość oznaczenia, to mimo wszystko bym oznaczył – tak jak pozwalają na to warunki.

  • Angie_sz

    Witam
    A co w przypadku chęci napisania powieści na podstawie na przykład serialu?
    Jak do tego się ustosunkować?
    I gdzie ewentualnie zgłosić (do twórcy serialu?) aby spytać o akceptację?
    A co w przypadku przewodnika po seiralu gdzie są streszczenia odcinków, ciekawostki o bohaterach i aktorach?
    Z góry dziękuję za odpowiedź.
    Pozdrawiam

    • Dzień dobry! Jeśli chodzi o powieść na podstawie serialu, będzie to typowy utwór zależny i należy ustalić, do kogo należą prawa autorskie i skontaktować się z tym podmiotem celem uzyskania ewentualnej zgody. Jeśli chodzi o przewodnik po serialach, to tutaj najprawdopodobniej zadziała prawo cytatu, które pozwoli wykorzystać pewne drobne fragmenty w swojej własnej większej całości.

      • Angie_sz

        Dziękuję za szczegółową odpowiedź.
        Już wiem co i jak.

  • Antek Borowski

    Witam,
    brałem udział w konkursie internetowym gdzie trzeba było udzielić odpowiedzi typu uzasadnij…..

    Ostatnie użyte przeze mnie zdanie w połowie a dokładnie osiem po sobie wyrazów znajduje się internecie i jest jednakowa jak moja. Czy jest to plagiat
    Z góry dziękuję za odpowiedź.
    Pozdrawiam

    • Dzień dobry! Odpowiedź jak zwykle w przypadku prawnika musi brzmieć “to zależy”. Jeśli tym ośmiu wyrazom zestawionym ze sobą można przypisać przymiot utworu w rozumieniu prawa autorskiego, to możemy mówić o plagiacie. Jeśli jednak uznajemy, że taka zbitka wyrazów nie korzysta z ochrony prawa autorskiego, to można z niej korzystać.

  • Marzena

    Witam, ciekawi mnie sytuacja w której ktoś pisze pracę wzorująć się na bibliografi i tych samych jej fragmentach z pracy wcześniej już stworzonej. Cytując i parafrazując te same fragmenty jednak w przypisach nie podaje stworzonej pracy tylko tytuły książek i artykułów. Trochę tak jakby przekształcić czyjąś pracę lub jej część swoimi słowami i zaopatrza ja ta sama bibliografia co autor organach. Czy to jest wtedy plagiat? Czy wykorzystanie pomysłu?

  • Marzena

    Witam, ciekawi mnie sytuacja w której ktoś pisze pracę wzorująć się na bibliografi i tych samych jej fragmentach z pracy wcześniej już stworzonej. Cytując i parafrazując te same fragmenty jednak w przypisach nie podaje stworzonej pracy tylko tytuły książek i artykułów. Trochę tak jakby przekształcić czyjąś pracę lub jej część swoimi słowami i zaopatrza ja ta sama bibliografia co autor orginału. Czy to jest wtedy plagiat? Czy wykorzystanie pomysłu?

    • Dzień dobry Pani Marzeno! Jeśli wykorzystane fragmenty nie są fragmentami pracy, ale cytatami z innych źródeł, to przypisy będą prawidłowe. Jeśli jednak przypisy są błędnie dodane do fragmentów, które nie pochodzą z publikacji zewnętrznych, ale właśnie z tej pierwszej pracy, to mamy do czynienia z nieuczciwym zachowaniem, które potencjalnie można rozpatrywać z punktu widzenia naruszenia praw autorskich.

      • Marzena

        Dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam.

  • Czy twórczość równoległa musi być w tym czasie wykonywana? Prowadzę blog DIY i pewne pomysły mogą się powtarzać w sieci. Co jeśli zobaczę podobny pomysł wykonany np. pare miesięcy po publikacji mojego postu? Albo co gorsza, co jeśli ja opublikuję post niewiedząc, że rok temu już gdzieś ktoś coś takiego opisał?

    • Jeśli mówimy o pomysłach, to pomysły same w sobie z ochrony nie korzystają. Liczy się realizacja pomysłu, czyli konkretne utrwalenie tego pomysłu. W takiej sytuacji, ryzyko twórczości równoległej jest dużo mniejsze.

  • Klaudia

    Mam pytanie odnośnie różnicą między inspiracją a plagiatem. Czy jeśli będę chciała stworzyć obszerną powieść na wzór jakiejś baśni jednak nie będzie ona dosłownym przekazem tej historii, a jedynie zaczęrpnięciem pomysłu jednak z innymi rozwinięciami sytuacji, acokolwiek będzie przypominała tę baśń, będzie już to plagiat czy tylko inspiracja?

    • Cześć Klaudia! Granica między plagiatem a inspiracją jest płynna, o czym pisałem w artykule. W sytuacji, którą przedstawiłaś, uważam, że będziemy mieli do czynienia z inspiracją, a nie z plagiatem.

      • Klaudia

        A czy w przypadku, gdy ktoś chciałby się doczepić, wspomnienie na końcu ppwieści o tym, czym się inspirowaliśmy powinno złagodzić sprawę?

        • Jest to pewien ukłon w kierunku autora pierwotnego, ale z punktu widzenia odpowiedzialności za naruszenie praw autorskich nie ma żadnego znaczenia.

          • Klaudia

            Ok, bardzo dziękuję za odpowiedzi 😊

  • Klaudia

    Mam jeszcze jedno pytanie: czy prawo autorskie wygasa na przykład po iluś latach?

  • Aleks G.

    “Języczkiem uwagi”? serio?

  • Zajxi

    Ja także mam pytanko odnośnie plagiatu a inspiracji 🙂
    Otóż planuję wykonać a raczej spisać kontynuację pewnej animacji / Serialu. Do której będę posiadać prawo autorskie jako jej autor (mowa o kontynuacji)
    Jednakowoż sama kontynuacja będzie wyglądać jak kawałek opowiadania bez początku i rozwinięcia postaci.

    Dlatego też chciałbym przedstawić wcześniejsze odcinki na własny sposób aby nie nadepnąć na plagiat. We własnej szacie słownej z o wiele bardziej rozbudowanym światem i akcją lecz wciąż posiłkować się fabułą nałożoną przez twórce serialu.

    – Jak to by wyglądało od strony prawnej?
    – Czy to już by było naruszenie prawa autorskiego? Czy to inspiracja lub też adaptacja?
    -Skoro planuję Opisać własnymi słowami alokacje, dać upust wyobraźni i dać nowe wątki a także rozbudować, zachowanie postaci i ich odczucia itp. To nie było by jedynie wykorzystanie czyjegoś pomysłu a własne wykonanie?

    – Jeżeli nie tu to gdzie szukać konkretnej odpowiedzi dotyczących tej sprawy?

    Z góry dziękuję 🙂

  • Anna

    (…)Niemniej jed­nak, je­śli ktoś ko­piuje zna­le­ziony w sieci tekst na
    swoją stronę in­ter­ne­tową i ozna­cza jego au­tor­stwo zgod­nie z
    prawdą – nie po­peł­nia pla­giatu, a prze­kra­cza gra­nice
    do­zwo­lo­nego cy­tatu. ZA CO TEZ GROZA SANKCJE np SĄDOWE??

  • Melania

    Mam trochę inne pytanie, na jakiej zasadzie działają ogólne wzory, takie jak serce, gwiazdka, jakieś uproszczone postacie i tego typu rzeczy? Czy wykorzystanie takiego gotowego wzoru jest plagiatem? Chodzi mi o to, czym w praktyce są twórcze znamiona dzieła.
    Będę bardzo wdzięczna za odpowiedź.

  • Groncka

    Witam ja też mam pytanie czy jeśli ściągne z innej książki nazwy różnych rzeczy. Np. Z Harrego Pottera nazwy zaklęć czy rzeczy to mogę zostać posadzona o plagiat?

    • Dzień dobry! To pytanie w istocie jest pytaniem o to, czy poszczególne nazwy mogą być uznane za chronione prawem autorskim. Wydaje mi się, że same pojedyncze nazwy nie korzystają z takiej ochrony, natomiast z ochrony korzysta całość. Dlatego myślę, że samo posłużenie się nazwą zaklęcia jest dopuszczalne.

      • Wojtku mam nadzieję, że się nie obrazisz, ale podlinkuję tutaj mój artykuł ( https://goo.gl/02vl21 ). Rozgryzałem tam na czynniki pierwsze to, czy pojedyncze słowo może być utworem w świetle pr. autorskiego.

        Maksymalnie upraszczając powiem tak. Teoretycznie pojedyncze słowo może być utworem. W praktyce szansa na to jest raczej niewielka. Aby uznać takie słowo, czy zestawienie słów za utwór, określenia te muszą wykazywać autonomiczną wartość twórczą. Czyli być raczej bardzo skomplikowane.

        Przykład:

        Utworem prawie na pewno będzie nazwa zespołu: 40 synów i 30 wnuków jeżdżących na 70 oślętach, ale już nazwa ŁZY – nie.

        Wnioski mamy więc takie same 🙂

        • Cześć, Mikołaj! Jasne, że się nie obrażę. 🙂 Dzięki za uzupełnienie!

  • Cześć,
    ja z pytaniem, które czasami pojawia się wśród ludzi z mojej branży. Chodzi o projektowanie graficzne, a dokładniej projektowanie grafik do internetu. Często spotykam się z “redesign-em” istniejących już produktów czy usług. Projekty takie wykorzystują identyfikację wizualną istniejącej marki i mają na celu autopromocję (mam na myśli umieszczanie takich projektów we własnym portfolio). Przykładów są setki, tutaj pierwszy z brzegu: redesign Facebook-a https://www.behance.net/gallery/48396371/Facebook-Redesign
    Czy w polskim prawie opublikowanie takiego projektu jest legalne i nie narusza żadnych praw właściciela marki?

    • Cześć, Michał! Faktycznie to pytanie pojawia się często i zawsze odpowiadam na nie w ten sam sposób. Mianowicie można znaleźć podstawy prawne do zwalczania takiego zachowania. Niemniej jednak przyjął się zwyczaj, że nikt tego nie zwalcza i jest to akceptowalne. Innymi słowy, literalna wykładnia prawa swoje, a praktyka swoje. Oczywiście zwyczaj funkcjonuje dopóki taki redesign wykorzystywany jest wyłącznie na potrzeby budowania swojego portfolio, a nie do budowania projektów konkurencyjnych, bazujących na renomie określonych oznaczeń, określeń.

  • Anna Boroń

    Dzień dobry. Mam pytanie odnośnie tego tematu. Zajmuję sie organizacją wesel i udostępniam za zgodą młodej pary i fotografów zdjęcia z realizacji. Zdjęcia dokumentują wspólną pracę florysty, moją, dekoratora wnętrz itd. Problem jest taki, że czasem ktoś sobie takie zdjęcia pożycza z sieci na swój blog (np. inny konsultant ślubny). Pytanie kto z nas może wystąpić o zaprzestanie takich praktyk? Czy ja jako konsultant ślubny czy florysta, którego wizja jest zrealizowana, mamy do tego prawo?

    • Dzień dobry, Pani Anno! Z roszczeniami ochronnymi może wystąpić fotograf jako twórca zdjęć, któremu przysługują do zdjęć prawa autorskie. Osoby przedstawione na zdjęciach mogą wystąpić natomiast z roszczeniami, powołując się na naruszenie prawa do wizerunku.

    • Anna Boroń

      Dziękuję.

  • Justyna P

    Witam, również miałabym pytanie z zakresu plagiatu.
    Uczę się szycia i niedawno założyłam bloga. Chciałabym wykonać sukienkę i wstawić zdjęcia lub filmik na bloga (zero komercji) ale obawiam się roszczeń.
    Rozwijając, bardzo mi się podoba krój sukienki jednej z polskich marek, który jest bardzo charakterystyczny. Oczywiście chciałabym ją również przerobić (zmienić, dodać kilka rzeczy) ale dla osób zorientowanych na rynku może się to kojarzyć z daną marką.
    Czy umieszczenie informacji, że moja sukienka diy jest inspirowana marką (nazwa marki) + uzasadnienie to zwalnia mnie z ewentualnych roszczeń?

    Pozdrawiam!

    PS. Bardzo dobry artykuł, będę zaglądać częściej 😉

    • Dzień dobry, Pani Justyno! Uważam, że dopóki sukienki nie będzie Pani sprzedawać, a jedynie uszyje ją Pani na potrzeby szkoleniowe dla siebie, to nie naruszy Pani praw autorskich projektanta pierwotnej wersji sukienki.

      • Justyna P

        Dziękuję bardzo za odpowiedź!
        Jednak nadal zastanawia mnie jedna kwestia, a mianowicie czy umieszczeni moich zdjęć na blogu w tej sukience nie będzie uznane za próbę “reklamowania siebie/bloga” za pomocą cudzego utworu? Czy takie postrzeganie sprawy nie narusza ich praw?

        Jeszcze raz bardzo dziękuję za poświęcony czas. Pozdrawiam 😉

        • Cóż, oczywiście jest ryzyko postawienia Pani takiego zarzutu i nie można wykluczyć, że się tak nie stanie. Jeżeli jednak sukienka będzie tylko nawiązywać do poprzedniego projektu, to zawsze będzie Pani mogła się starać bronić argumentem, że Pani projekt jest utworem inspirowanym. Nawet gdyby przyjąć, że jest utworem zależnym i potrzebna jest zgoda na korzystanie z niego, to uznałbym, że w przypadku rozpowszechniania na blogu hobbystycznym jest to dopuszczalne. Ale to oczywiście tylko moja argumentacja.

  • Aleksandra Deptuch

    Witam. Mam także pytanie z zakresu plagiatu. Jestem w trakcie pisania pracy magisterskiej, mój rozdział pokrywa się z rodziałem, który pisalam na licencjacie. Czy bezboleśnie mogę go wykorzystać w pracy mgr dokonując drobnych zmian?

    • Dzień dobry! Jeżeli Pani promotor nie widzi przeciwwskazań, to ja również ich nie widzę. 🙂

  • mastra

    Cóż, użycie w swojej pracy wzoru F=ma albo że 2×2=4 to karygodny plagiat. Newton dla zabezpieczenia swoich praw nie powinien ich ogłaszać światu 😉

  • quil

    Witam, mam pytanie. Z pewnego przedmiotu napisałem egzamin, ucząc się materiału, który jest dostępny w Internecie. Wykładowca napisał, że to plagiat, ponieważ nauczyłem się już gotowego materiału z Internetu. Nie zaliczyłem. Czy mógłbym ewentualnie do niego podejść i się jakoś z tego wybronić? Fakt, jest to plagiat ukryty, jednak spędziłem dużo czasu, żeby tego się nauczyć i nie ściągałem.
    Pozdrawiam

  • K. J.

    Panie Wojciechu,

    jestem doktorantką, autorką paru tekstów naukowych. Szukając dalszych materiałów do pracy przypadkowo trafiłam na stronę internetową pewnej usługodawczyni (ma własną działalność, zajmuje się m.in. tym, o czym piszę w moich pracach), która w ramach jednego z wpisów/ artykułów blogowych promujących własną działalność posłużyła się moim tekstem nie podpisując się pod nim ani moim, ani swoim nazwiskiem. Tekst ten to tak jakby skrót, esencja jednego z moich artykułów, który został rok wcześniej wydany w czasopiśmie naukowym. Są w nim zdania wzięte żywcem z oryginału, pewne treści zostały wycięte i jakby poskładane w spójną mozaikę, która od początku do końca oddaje też cały mój tok myślowy. Tym tematem, który opisywałam w artykule, do tej pory nikt się w Polsce za bardzo nie zajmował, stąd też ciężko przypuszczać, żeby ta Pani przypadkowo miała ten sam tok rozumowania i formułowała co drugie zdanie w niemal identyczny sposób.
    Zastanawiam się, co z tym zrobić. Czy cokolwiek ugram wdając się tu w spory? Cóż Pan radzi?

    Serdecznie pozdrawiam.
    K. J.

  • Edyta Janaszkiewicz

    JESTEM PRZECIWNAXWYKOXYSTYWANIU MOHEGO WUZENKU WARTOSCI INTELEKTU ZYCIA OSOBIDTWGO W PROCESIECLECZENIA.CZEKAM NA USTAWE MODYFIKUJACA OCHROBE DANYCH OSOBOWYCH, UWAZ IZ PLAGIAT RESORTOWY ,TEMATYCZNY ABY UCHRONIC LUDZKSC PRZED ZAGLADA ROZWOJU WIEDZY. LEKARZE ORZYTACZSJA EIEL TEZ TAKICH SAMYCH UTOZSAMIHA DIECTERIAXEIEDZA BADANIAMI NUE,SWOIMI LECZAC LUDZI . ICH DOROBEL HEST WIEDZA KEKSRSKA OPARTA NA DO DOSWIDCZENIU NA LUDZIACH .LUDZIE POSIADAJ SWOJ KAPITAL KUDZKI WIEDZE,IBTEKET, WARTOSCI ZYCIOWE. NUDNECHEST DLA MNIE STWIERDZENUE ZE LUDZIE FRUBI MAJA,ZAWAL ALBO UDAR. LUDZIE ZAWAL I UDAR BO SA NIE LECZENI SKYTECZNIE. LEKARZE CZEKAJA NA PRYWATNEXWIZYTU U NICH BY STWIERDZIC RZECZYWUSTA CHOTOBE POPROSZE ILE W ORAKTYCE PRYWATNEK LEKARSKIEJ HEST TRAFNYCH DIAGNOZ.NIECH SUE,SKONCZY TA PURAMIDA PYTAN I MANIPULACJI PACJENTEM JEGO ZDTOEIEM ZYCIEM PIRTFELEM,TRYBEM ZYCIA,MATERIALNYM BYTE.

  • jessgrey

    Dzień dobry,
    Pisałam niedawno pracę magisterską i miałam do wglądu pracę z ubiegłego roku, na ten sam temat. Przez nieuwagę wykorzystałam fragment podsumowania, który nie posiadał przypisów. Nie przepisałam go dosłownie więc nie został wykryty przez system antyplagiatowy ani promotora. Czy mogę na tej podstawie mieć kiedyś problemy lub stracić uzyskany tytuł ?

  • Czyli przerabianie zdjęcia plagiatem nie jest? pozdrawiam, świetny tekst.