Nawigacja

W dniach 11 – 12 lutego 2015 r. brałem udział w warsztatach “Ochrona własności intelektualnej, zawieranie umów w reklamie i marketingu“. Przy okazji okazji mini-relacji z ich przebiegu, opowiem Ci o tym, jak przez ostatnie kilka lat budowałem swoją wiedzę w zakresie własności intelektualnej.

Jestem dumny z przyjętego przez siebie procesu zdobywania wiedzy i dlatego chcę się nim z Tobą podzielić. Tym bardziej, że składa się on na całą filozofię uprawiania przeze mnie zawodu prawnika, którą określiłem hashtagowym pojęciem #lawstyle.

Nauka musi czemuś służyć

Człowiek uczy się cały życie. To jedno z tych powiedzeń, które mimo swojej trywialności, zachowuje aktualność. Niektórzy próbują je negować przekonując siebie i cały świat, że samorozwój jest przereklamowany. Inni biorą je sobie do serca aż nadto, z nauki czyniąc cel sam w sobie.

Ja staram się być gdzieś po środku. Bliska mi jest idea samorozwoju, ale unikam ekstremizmu. Uważam, by doskonalenie własnych umiejętności nie stało się środkiem zastępczym dla innych życiowych wartości. Nauka musi czemuś służyć. Musi prowadzić do jakiegoś celu. Jeśli nie prowadzi, staje się bezwartościowa.

Celem mojej nauki jest podnoszenie jakości świadczonych przeze mnie usług. Jestem prawnikiem. Moja praca polega na rozwiązywaniu problemów innych. Chcę być profesjonalistą. Dlatego to ważne, bym posiadał możliwie najgłębszą wiedzą w dziedzinach, którymi się zajmuję.

To podwójnie ważne na etapie, w którym obecnie się znajduję. W grudniu 2014 r. ruszyłem z własnym startupem prawniczym. Jestem na samym początku, więc zadowolenie klientów jest bezcenne. Jeśli wyjdą ode mnie zadowoleni, puszczą pozytywne wrażenia w świat. Dlatego chcę się szkolić, rozwijać i być jeszcze lepszym w tym, co robię.

Moja specjalizacja to prawo własności intelektualnej. Wybór nie był przypadkowy, lecz wynikał z chęci połączenia kultury, kreatywności i prawa. To, czym zajmuję się na co dzień utwierdza mnie w przekonaniu, że wybrałem trafnie.

Utwierdziły mnie w tym również warsztaty, o których wspomniałem w pierwszym akapicie. Opowiem Ci o nich teraz pokrótce.

Warsztaty – świetna rzecz!

W warsztatach mogłem wziąć udział dzięki współpracy ze spółką MM Conferences, która zaproponowała mi objęcie patronatem całego wydarzenia. Na propozycję przystałem chętnie, bo tematyka szkolenia idealnie trafiła w moje zainteresowania.

Prawo dla marketera

Współpraca z MM Conferences stała się motywacją dla startu nowego cyklu na blogu. Przeczytaj pierwszą część “prawo dla marketera – podstawy, które powinien znać każdy“.

Warsztaty odbywały się w warszawskim hotelu Marriot. Wybór miejsca doskonały. Zarówno logistycznie, jak i wizerunkowo. Dojeżdżałem z Łodzi, więc usytuowanie hotelu na przeciwko dworca było dla mnie idealne. Wnętrza hotelu sprawiły natomiast, że mogłem szkolić się w poczuciu komfortu.

Widok z okien restauracji hotelowej. Uwaga: Pałac Kultury i Nauki to zastrzeżony znak towarowy, w razie pozwu uciekam za granicę.
Widok z okien restauracji hotelowej. Uwaga: Pałac Kultury i Nauki to zastrzeżony znak towarowy, w razie pozwu uciekam za granicę.

Wielki plus dla MM Conferences za samą organizację. Wszystko było tak, jak być powinno. Sala dostosowana do potrzeb, odpowiednio oświetlona i zaaranżowana. Klimatyzacja, wygodne krzesła, duża przestrzeń dla każdego uczestnika. Obsługa i catering na wysokim poziomie.

To niby detale, ale pozwoliły uczyć się w komforcie. W przypadku 7-godzinnych bloków szkoleń, to bardzo ważne, bo każda niedogodność mogłaby obniżać koncentrację i rodzić zmęczenie.

Niskiej jakości zdjęcie sali wykładowej zrobione smartfonem.
Zdjęcie sali wykładowej zrobione na szybko smartfonem.

Jeśli chodzi o zawartość merytoryczną, było równie dobrze jak z warunkami technicznymi. Zajęcia odbywały się w półtoragodzinnych blokach z przerwami kawowymi i na lunch. Kluczowy okazał się dobór wykładowców. To byli właściwi ludzie na właściwym miejscu. Adwokaci i radcowie prawni zajmujący się na co dzień prawem własności intelektualnej.

prelegencjiPozwoliło to uniknąć konwencji teoretycznych wykładów, a przeprowadzić mocno praktyczne warsztaty. Dużo kejsów, dużo orzeczeń, dużo wyjaśnień praktycznych. O jakości poszczególnych bloków świadczyło dobitnie to, że każdy trwał dłużej niż zaplanowano. Wykładowcy odpowiadali na pytania, wchodząc w dyskusję z uczestnikami. To ogromny plus, bo interakcja nadaje takim szkoleniom dynamiki, która podtrzymuje zainteresowanie słuchaczy.

Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to do braku harmonizacji poszczególnych prezentacji. Wykładowcy powtarzali niektóre informacje i orzeczenia. Szczęśliwie, prawo to sztuka argumentacji, a co prawnik to inne zdanie, więc sytuację uratował fakt, że każdy z prowadzących dodawał coś od siebie.

Jeśli chodzi o wartość dodaną warsztatów, to jest ona dla mnie dwojaka. Po pierwsze, warsztaty dodały mi pewności siebie i poczucia własnej wartości. Po drugie, wzbogaciły moją wiedzą o praktyczne aspekty stosowania prawa. No i dostałem certyfikat jako namacalny dowód przeszkolenia mej skromnej osoby.

certyfikat

Podobało mi się, że w szkoleniu brali udział nie tylko prawnicy, ale również osoby pracujące w reklamie. Praktyczne podejście do tematu wyszło naturalnie. Dla mnie to duży plus, bo stricte prawnicza analiza byłaby na dłuższą metę nużąca. MM Conferences miało fajny pomysł, by zrobić szkolenie dedykowane całej branży marketingowej. Dzięki temu warsztaty miały wymiar uniwersalny i pozwalały spojrzeć na omawianą problematykę z różnych punktów widzenia.

Jak na bazie bloga budowałem własną pewność siebie?

Co miałem na myśli, pisząc o pewności siebie i poczuciu własnej wartości, którego dodały mi warsztaty? Tutaj dochodzimy do sedna tego, o czym chciałem Ci dzisiaj opowiedzieć.

W prawie własności intelektualnej siedzę już od kilku lat. Zaczynałem jeszcze na studiach, gdy nikt z mojego otoczenia do tej dziedziny prawa nie przywiązywał większej wagi. Jeden akademicki wykład z prawa autorskiego i jeden z własności przemysłowej na dużym poziomie ogólności to zdecydowanie za mało, by dowiedzieć się czegoś więcej.

Dlatego własnością intelektualną zająłem się samodzielnie. Czytałem liczne opracowania, śledziłem orzecznictwo, odnajdywałem różne materiały z tego zakresu. Krok po kroku budowałem swoją wiedzę. Jestem typem samouka, więc szło mi to bardzo fajnie. Wynosiłem z tego więcej niż wyniósłbym z kolejnych wykładów.

W międzyczasie ruszyłem z tym blogiem. To był najważniejszy krok. Przygotowując kolejne wpisy, uporządkowywałem swoją wiedzę. I jednocześnie ją pogłębiałem, odkrywając kolejne warstwy poszczególnych zagadnień. Mierzyłem się również z problemami praktycznymi, na które wcześniej – obcując z wiedzą akademicką – nie zwracałem uwagi.

Na koniec studiów przygotowałem pracę magisterską poświęconą ochronie wizerunku, którą obroniłem na ocenę bardzo dobrą. Wszystko zaczęło układać się w spójną całość, więc pociągnąłem temat dalej, rozwijając blog.

Po kolejnym pół roku założyłem własną firmę w zakresie własności intelektualnej. Pozytywne opinie od klientów umocniły mnie w przekonaniu, że jestem dobry w tym, co robię.

Biznes na bazie bloga?

To możliwe. Przeczytaj mój wpis “od bloga do własnego biznesu: historia spełnionych marzeń“.

Aż wreszcie trafiłem na szkolenie organizowane przez MM Conferences. I poczułem się mega dowartościowany, bo wszystko, o czym praktycy z dużo większym stażem ode mnie mówili, było mi znane.

To dla mnie, jako samouka, wspaniałe uczucie. Jasne, brakuje mi jeszcze praktyki i doświadczenia w sprawach sądowych, ale przecież właśnie po to poszedłem na aplikację radcowską – by stać się pełnowartościowym radcą prawnym.

Dzięki własnemu uporowi, konsekwencji i prowadzeniu tego bloga, znajduję się dzisiaj w miejscu, które pozwala mi patrzeć optymistycznie w przyszłość. Wiem, co chcę dalej robić. Wiem, co chcę osiągnąć. Wiem, którą drogą pójdę. Czuję się silny, mocny i wartościowy.

Czy to aby nie nadmierna pewność siebie? Czy mnie nie zgubi? Myślę, że nie. Poczucie własnej wartości jest bardzo potrzebne. Pod warunkiem, że poparte jest solidnymi podstawami. Uważam, że ja takie podstawy mam. Ale nie osiadam na laurach, nie zachwycam się nad sobą (no, może troszkę), tylko pracuję dalej.

Mogę mieć do Ciebie jedną prośbę? Trzymaj za mnie kciuki. Bym był najlepszy w tym, co robię. Chcę być ekspertem. A ekspert uczy się przez całe życie.

ekspert
See Bloggers’ 2015 – aspiruję do roli eksperta.

Podobał Ci się ten tekst? Pokaż go światu w swoich kanałach społecznościowych. Dzięki poniższym przyciskom zajmie Ci to dosłownie chwilę.

Przeczytaj i poznaj mój #lawstyle lepiej:

Podoba Ci się u mnie? Zostań stałym czytelnikiem, zapisz się na newsletter. To mój sposób, by być z Tobą bliżej.

  • Wiesz, że trzy­mam!!!

    • A co, je­śli ży­ję w głę­bo­kiej nie­wie­dzy? 😉

  • Pewnie. Trzymam. Powodzenia!
    🙂
    Ogólnie to chcia­ła­bym Cię po­chwa­lić za jed­ną rze­cz …

    Twój Newsletter je­st nie­sa­mo­wi­ty! Serio. Bardzo mi się po­do­ba. Nawet je­śli te­mat da­ne­go tek­stu mnie nie in­te­re­su­je, to i tak czy­tam Newsletter.

    😀

    • Super in­for­ma­cja z tym new­slet­te­rem, dzię­ki! 🙂

      • 🙂
        Nie ma za co.

        Miło się pa­trzy na oso­by, któ­re speł­nia­ją swo­je ma­rze­nia.

        To mo­ty­wu­je do cięż­kiej pra­cy.
        🙂

  • Ewa

    Ja też trzy­mam! 🙂 Bardzo war­to­ścio­wy wpis – chcia­ła­bym, że­by moż­li­wie du­żo eks­per­tów w po­dob­ny spo­sób pod­cho­dzi­ło do swo­je­go roz­wo­ju. Szczególnie na po­cząt­ku tej dro­gi.

    A wła­sne do­świad­cze­nie pod­po­wia­da mi, że to cał­kiem słusz­ne po­dej­ście. 😉

    • Dzięki za cie­płe sło­wa! Mniemam, że ko­men­tu­je­sz ja­ko eks­pert, zdra­dź się! 😉

      • Ewa

        Nie. 🙂 Ja chy­ba w od­wrot­nym kie­run­ku niż wszy­scy – w tej chwi­li, tak­że ze wzglę­du na cha­rak­ter pra­cy, sta­wiam na in­ter­dy­scy­pli­nar­no­ść. Co nie zna­czy, że swo­jej wie­dzy sta­le nie po­głę­biam. Mimo wszyst­ko je­stem ra­czej z ty­ch, któ­rzy ko­rzy­sta­ją z po­mo­cy eks­per­tów. 😉

        Miałam na my­śli ra­czej to, że oso­by, któ­re sa­ma po­strze­gam ja­ko eks­per­tów i któ­rym naj­bar­dziej ufam, prze­cho­dzą po­dob­ną dro­gę. 😉

        • Ok, wy­ja­śnio­ne! 🙂 Ale zdra­dzi­sz, czym się zaj­mu­je­sz?

          • Ewa

            Ponieważ to do­ść zło­żo­ne, po­wiem po pro­stu: mar­ke­tin­giem. 😉 Głównie in­ter­ne­to­wym i głów­nie w B2B.

          • No to coś już wiem. 😉