Kiedy ostatnio zastanawiałeś się, czy możesz wykorzystać cudze zdjęcie w swoim projekcie?
Ja, doradzając twórcom, spotykam się z takim pytaniem na co dzień. I choć w internetowej rzeczywistości żyjemy już dobre kilkadziesiąt lat, nadal często prostuję błędne przekonanie, że jak coś jest w sieci, to można z tego dowolnie korzystać, jeśli tylko odpowiednio oznaczy się twórcę. To mit, jeden z wielu.
Dzisiaj pokażę ci cztery sposoby, dzięki którym naprawdę legalnie wykorzystasz cudze zdjęcie, czasem nawet bez pisania do kogokolwiek o zgodę. I powiem coś, czego zwykle prawnicy nie mówią klientom wprost.
Artykuł dotyczy zdjęcia, ale opisane zasady możesz analogicznie stosować w innych sytuacjach wykorzystywania cudzej twórczości, np. muzyki, tekstów, wideo, grafik itp.
Spis treści
Wykorzystanie cudzego zdjęcia? Zasada i wyjątki
Jeśli chcesz wykorzystać cudze zdjęcie w swoim blogu, książce, prezentacji, kursie online czy poście w mediach społecznościowych, zasadą jest, że potrzebujesz zgody autora.
Ale żeby nie było nudno i żeby prawnicy mieli z czego żyć, od zasady są wyjątki.
- Zdjęcie w ogóle nie jest utworem w rozumieniu prawa autorskiego.
- Zdjęcie znajduje się w domenie publicznej.
- Zdjęcie ma licencję Creative Commons albo inną podobną.
- Mieścisz się w prawie cytatu z art. 29 prawa autorskiego.
I jeszcze jedno, mało intuicyjne, co może cię zaskoczyć: zaczynanie od pytania o zgodę na wykorzystanie zdjęcia może przynieść skutki odwrotne od oczekiwanych.
Ale o tym nieco później, teraz czas na grilla.
Skonfrontujmy niebezpieczne mity prawa autorskiego z siłą oczyszczającego ognia.

8 popularnych mitów prawa autorskiego
Zanim przejdziemy do czterech sposobów legalnego korzystania z cudzych zdjęć bez zgody, obalmy kilka mitów, które krążą po internecie i wywołują nieporozumienia.
Mit 1: „w internecie = wolno”
Znalazłem w Google, więc mogę.
Ktoś to udostępnił publicznie, czyli zgodził się, żebym ja też korzystał.
Słyszę to regularnie od września 2013 roku, gdy wystartowałem z tym blogiem.
Bullshit.
Sam fakt, że ktoś wrzuca zdjęcie do internetu, nie oznacza, że udziela licencji na korzystanie z tego zdjęcia.
Pomyśl o tym w ten sposób: czy to, że trzymasz samochód na osiedlowym parkingu, sprawia, że każdy może go w każdej chwili pożyczyć?
Mit 2: „wystarczy oznaczyć autora i już”
Drugie popularne hasło: ok, skopiowałem zdjęcie, ale podpisałem autora. To chyba wystarczy?
Niestety nie.
Oznaczenie autora jest warunkiem skorzystania z prawa cytatu. Ale żeby dotrzeć do etapu oznaczania, najpierw trzeba spełnić przesłanki cytatu z ustawy o prawie autorskim – o tym w dalszej części artykułu.
Mit 3: „nie ma znaczka ©, czyli można brać”
Cały czas krąży po sieci błędne przekonanie, że bez wyraźnej notki autorskiej zdjęcie jest „niczyje”.
Cóż, jest zgoła inaczej.
Zerknijmy do aktualnej polskiej ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z 4 lutego 1994 r.
Art. 1 ust. 4 prawa autorskiego
Ochrona przysługuje twórcy niezależnie od spełnienia jakichkolwiek formalności.
Widzisz?
Brak znaczka © na zdjęciu nic nie znaczy. Brak znaku wodnego nic nie znaczy. Ochrona działa automatycznie od sekundy, w której fotograf nacisnął spust migawki.
To nie jest tylko nasze polskie lokalne rozwiązanie. Konwencja berneńska o ochronie dzieł literackich i artystycznych (możesz kojarzyć z popularnych swojego czasu fejsbukowych łańcuszków sprzeciwiających się krwiożerczym praktykom Marka Zuckerberga), jako minimum konwencyjne dla wszystkich państw-sygnatariuszy również przewiduje taką zasadę.
Art. 5 Konwencji berneńskiej o ochronie dzieł literackich i artystycznych
1. W odniesieniu do dzieł, co do których autorom przysługuje ochrona na podstawie niniejszej konwencji, autorzy w państwach należących do Związku, innych niż państwa pochodzenia dzieła, korzystają z praw, jakie odpowiednie ustawy przyznają aktualnie lub przyznają w przyszłości swoim obywatelom, jak też z praw specjalnie przyznanych przez niniejszą konwencję.
2. Korzystanie z tych praw i ich wykonywanie nie wymaga spełnienia żadnych formalności;
Konwencję ratyfikowało ponad 180 państw.
Niemal cały świat zgadza się, że ochrona przysługuje twórcy bez konieczności jakiegokolwiek znaczka.
Polski smaczek historyczny – fotografia z PRL
Skąd więc to przekonanie o braku ochrony ze względu na brak zastrzeżenia copyright?
Być może stąd (śmiała hipoteza, zakładająca znajomość nie tylko aktualnego prawa, ale i przeszłego), że po wojnie obowiązywała w Polsce ustawa z 10 lipca 1952 r. o prawie autorskim, a w niej był taki smaczek.
Art. 2 § 1 ustawy o prawie autorskim z 1952 r.
Utwór, wykonany sposobem fotograficznym lub do fotografii podobnym, jest przedmiotem prawa autorskiego, jeżeli na utworze uwidoczniono wyraźnie zastrzeżenie prawa autorskiego.
Czyli bez wyraźnego znaku zastrzeżenia praw na samym zdjęciu fotografia w ogóle nie była przedmiotem prawa autorskiego. Brak znaczka = brak ochrony, pozamiatane.
Ale to już przeszłość.
Dzisiaj żadne zastrzeżenia praw autorskich nie są już potrzebne.
Mit 4: „robię ci reklamę, powinieneś być wdzięczny”
Klasyczna obrona naruszyciela.
Wstawiłem twoje zdjęcie z linkiem do twojej strony. Robię ci reklamę. Powinieneś być wdzięczny.
Prawo autorskie nie akceptuje „wdzięczności” ani „zasięgów” jako waluty. Autor ma prawo do wynagrodzenia za korzystanie ze swojego utworu (art. 17 prawa autorskiego), a o reklamę wcale cię nie prosił.
Mit 5: „ja tylko repostuję”
Repost repostowi nierówny.
Jeśli robisz to z wykorzystaniem natywnej funkcji danego serwisu, np. udostępnij na Facebooku, to faktycznie warunki serwisu na to pozwalają. Ale jeśli repost polega na tym, że wrzucasz zdjęcie na swój profil ot tak, choćby i z oznaczeniem pierwotnego twórcy, ale bez jego zgody, to dopuszczasz się naruszenia.
I uwaga: nawet repost z wykorzystaniem natywnej funkcji serwisu może okazać się problematyczny.
Przykład: marka udostępnia z oficjalnego fanpace kulturysty jego zdjęcie z siłowni, na którym jest widoczny produkt marki, pisząc w poście „zobaczcie, nawet taki słynny kulturysta korzysta z naszych produktów”. Kulturysta zarzuca marce bezprawne wykorzystanie jego wizerunku bez zgody do celów komercyjnych. Szczegóły: udostępnianie zdjęć na Facebooku w celach komercyjnych.
Mit 6: „linkować zawsze wolno!”
Tak, internet jest oparty na hiperłączach.
Nie, nie każde hiperłącze jest legalne.
Podążając za rozumowaniem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (C-160/15 GS Media z 8.09.2016), rozpowszechnianie linka do zdjęć można uznać za naruszenie praw autorskich do tych zdjęć, jeśli:
- link prowadzi do strony, na której publikacja zdjęć sama w sobie jest bezprawna,
- jeśli osoba zamieszczająca link wiedziała albo powinna była wiedzieć, że treść została udostępniona w internecie bezprawnie.
Plus istotne domniemanie: linkujący w celu zarobkowym (komercyjnie) podlega domniemaniu wiedzy o bezprawności. Domniemanie jest wzruszalne, ale ciężar wykazania należytej staranności spada na niego.
Zawiłe? Tak. To częsty przypadek z orzeczeniami TSUE. C-160/15 zasługuje na oddzielne omówienie, zrobię to w wolnej chwili, ale na potrzeby dzisiejszego spotkania chcę zostawić cię z prostą myślą: linkowanie nie jest wcale tak oczywiste prawnie jak mogłoby się wydawać.
Mit 7: „embed i po sprawie”
Jeśli embedujesz z wykorzystaniem natywnej funkcji danego serwisu i wiesz, że embedujesz treść pierwotnie udostępnioną w sposób legalny, to zasadniczo jest okej.
Przykładowo, ja na swoim blogu osobistym embeduję teledyski z YT z oficjalnych kont wydawców. Uzupełniam w ten sposób swoje przemyślenia słowne „cytatami” muzycznymi. Jeśli jednak zaembedowałbym teledysk wrzucony przez kogoś z naruszeniem prawa autorskiego, to i ja dopuściłbym się naruszenia.
No i uwaga na cele komercyjne, bo kontekst może mieć znaczenie.
Czym innym embed niekomercyjny, a czym innym, gdy w ten sposób próbujesz przyciągnąć uwagę, wykorzystać renomę, zbudować pozytywne skojarzenie.
Na gruncie prawa autorskiego może być okej, na gruncie innych przepisów niekoniecznie.
Znowu – temat zasługuje na oddzielne opracowanie, ale na dzisiaj zostawiam cię z myślą, że nie zawsze embed jest taki oczywisty jak może się wydawać, podobnie jak linkowanie.
Mit 8: „zdjęcie zdjęcia / printscreen”
Nie wystarczy, że zrobisz zdjęcie zdjęciu, by móc powiedzieć „to moje prawa autorskie”.
Najczęściej twoje zdjęcie w ogóle nie będzie odrębnym utworem. Ot, mechaniczna kopia zdjęcia.
Printscreen? Podobnie. Mechaniczne zwielokrotnienie.
I tak, można mnożyć przypadki jeszcze bardziej skomplikowane i mniej oczywiste. Ale to już opowieść na inną okazję, wraz z pełnym przeglądem orzecznictwa. Dzisiaj wystarczy, żebyś zapamiętał ogólną zasadę.
Zapamiętaj
Sam fakt udostępnienia w internecie nie jest licencją.
Brak znaku copyright na zdjęciu nic nie znaczy, ochrona powstaje automatycznie.
Korzystanie bez zgody twórcy, choć z jego prawidłowym oznaczeniem, to nadal naruszenie (chyba że zachodzą wyjątki, które omówię za chwilę)
„Robię ci reklamę” nie jest podstawą prawną do korzystania.
Repost w SM nie jest tak oczywisty, jak mogłoby się wydawać.
Samo linkowanie też może prowadzić do naruszenia praw autorskich.
Zdjęcia zdjęcia lub prinscreen też mogą być naruszające.
Kiedy korzystanie ze zdjęcia nie wymaga zgody?
Mity prawa autorskiego obalone ogniem, żelazem i stalą, idźmy dalej. Czas na clue tego artykułu.
Szybkie przypomnienie ze wstępu – korzystanie z cudzego zdjęcia nie wymaga zgody, gdy:
- Zdjęcie w ogóle nie jest utworem w rozumieniu prawa autorskiego.
- Zdjęcie znajduje się w domenie publicznej.
- Zdjęcie ma licencję Creative Commons albo inną podobną.
- Mieścisz się w prawie cytatu z art. 29 prawa autorskiego.
Każdy z tych wyjątków rozwijam niżej.

Wyjątek 1: zdjęcie nie jest utworem
Prawo autorskie nie chroni każdego zdjęcia.
Prawo autorskie chroni tylko takie zdjęcie, które jest przejawem działalności twórczej człowieka o indywidualnym charakterze.
Art. 1 ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych
Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór).
O tym krótkim i niewinnie brzmiącym przepisie (w przeciwieństwie choćby do przepisów podatkowych; serdeczne pozdrowienia dla wszystkich towarzyszy w bólu) napisano tysiące stron wyjaśnień.
Dziełem jest przedstawienie pewnej treści. Dziełem nie jest sama treść (ów zespół myśli i wyobrażeń), lecz treść wyrażona w pewnej formie, której celem jest umożliwienie poznania danej treści przez cudzą świadomość, względnie możność zreprodukowania sobie samemu danego zespołu myśli, względnie wyobrażeń, przez twórcę.
S. Ritterman, Komentarz do ustawy o prawie autorskim, Kraków 1937
Należy zwrócić uwagę na to, że według ustawy ochronie podlega każdy przejaw twórczości. To określenie należy łączyć nie tylko z samym utworem, lecz także z działalnością twórczą, która może przybierać różne rodzaje, owocować różnymi wynikami i w różny sposób się przejawiać.
J. Barta, R. Markiewicz, A. Matlak, A. Niewęgłowski, M. Poźniak-Niedzielska, Prawo autorskie. System Prawa Prywatnego. Tom 13, wyd. 4, 2017
Działalność twórcza przeciwstawiana jest na ogół działalności odtwórczej, rzemieślniczej, technicznej, zatem tym wszystkim zachowaniom, które nie angażują wyobraźni, nie pozwalają człowiekowi na swobodną ekspresję, których efekty są z góry określone, powtarzalne, szablonowe.
K. Grzybczyk [w:] P. Ślęzak (red.), Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Komentarz, wyd. 1, 2017
Intuicyjnie każdy z nas rozumie pojęcie twórczości, jednak gdy np. w procesie trzeba wykazać ów przesłankę, pojawiają się trudności.
J. Kępiński, Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Komentarz, wyd. 1, 2025
Użytego w przepisie zwrotu „przejaw działalności twórczej”, mimo sugestii mogącej płynąć ze sposobu jego sformułowania, nie należy odnosić do cech procesu prowadzącego do powstania dzieła. Ocenie pod kątem widzenia spełnienia przesłanek ustawowych poddawany jest zawsze przedmiot, a nie czynności prowadzące do jego powstania.
A. Niewęgłowski, Prawo autorskie. Komentarz, wyd. II, Warszawa 2025
Ja na potrzeby naszego dzisiejszego spotkania powiem tak: chodzi o to, że dla przyznania ochrony na gruncie prawa autorskiego konieczny jest pewien próg twórczości ludzkiej.
A żeby było łatwiej, przykład.
Robisz zdjęcie smartfonem. Klikasz, sekunda, zdjęcie w pamięci urządzenia.
Utwór czy nie?
Wybory twórcze czy brak wyborów twórczych?
Działalność twórcza człowieka czy wynik pracy urządzenia i jego oprogramowania?
Zostawiam cię z tymi pytaniami, ufając, że wiesz, do czego zmierzam…
… i jak to się ma do „twórczości z AI”… no właśnie, jak? Na to też przyjdzie pora w tym tekście, spokojnie.
Teraz zajrzyjmy do orzecznictwa. Bo to nie jest tak, że ja tu sobie meandruję, kisząc się we własnym sosie. Mądrzejsze ode mnie sędziowskie głowy mierzyły się już z tym tematem. I to nie jeden raz. [aj, aj]
Orzecznictwo w sprawie zdjęcia nie będącego utworem
Żebyś nie musiał wierzyć mi na słowo, kilka wybranych wyroków.
Kibice na meczu (SO Warszawa, XXII GW 370/22 z 30.01.2023 r.)
Niemiecki fotograf zażądał 1.368 euro od polskiej spółki za bezprawne wykorzystanie zdjęcia tłumu kibiców z flagami Niemiec na trybunach stadionu.
Sąd oddalił powództwo, bo zdjęcie nie miało cech utworu. Argumentacja:
- wybór kompozycji – brak działań twórczych,
- zdjęcie zrobione według prostego założenia – przybliżenia wyglądu trybuny z kibicami,
- każdy, kto stałby w tym miejscu i skierowałby aparat na trybuny, wykonałby takie samo zdjęcie.
Myśl stojąca za tym rozstrzygnięciem: skoro pół ludzkości ma smartfon w kieszeni, wykładnia pojęcia utworu musi być zawężająca, nie rozszerzająca. Inaczej kategoria utworu przestałaby cokolwiek odróżniać.
Packshoty odzieży (SA Kraków, I ACa 125/18 z 23.10.2018 r.)
Fotograf wykonał ponad sto zdjęć ubrań dla sklepu internetowego. Każde na jednolitym tle, parametry ekspozycji niezmienne przez siedem miesięcy. Sklep wykorzystał zdjęcia bez zgody, fotograf pozwał.
Sąd Apelacyjny, na podstawie dwóch zgodnych opinii biegłych, odmówił ochrony. Argumentacja:
- fotografia produktowa typu packshot ma charakter rejestracyjny,
- jej istotą jest wierne odtworzenie wyglądu produktu, a nie własna ekspresja fotografa,
- rutynowa korekta tła nie nadaje indywidualnego charakteru.
Myśl stojąca za rozstrzygnięciem: gdy każdy fotograf produktowy w identycznych warunkach uzyska identyczny rezultat, piętno twórczych wyborów nie ma gdzie się odcisnąć.
Zdjęcia smartfonem (SO Katowice, XXIV GW 296/21 z 23.11.2023)
Pracownica firmy renowacyjnej publikowała w mediach społecznościowych zdjęcia efektów swojej pracy. Meble i deski rozdzielcze leżące na podłodze warsztatu. Po rozwiązaniu umowy o pracę pracodawca pozwał ją o 43.200 zł za naruszenie praw majątkowych do zdjęć.
Sąd oddalił powództwo. Argumentacja:
- fotografie mają charakter czysto rejestracyjny,
- zostały wykonane w ramach czynności rutynowych, „na szybko”,
- identyczny rezultat osiągnęłaby każda osoba z aparatem w telefonie komórkowym.
Myśl stojąca za rozstrzygnięciem: do takich fotografii nie są konieczne żadne specyficzne umiejętności ani szczególne przygotowania, więc nie ma w nich nic, co odróżniałoby je od milionów innych zdjęć.
Linia orzecznicza w ogólności
Linia orzecznicza jest stabilna (choć zawsze można znaleźć „orzeczenie wichrzyciela”, uroki prawa autorskiego), a korzeniami sięga wyroku Sądu Najwyższego z 5 lipca 2002 r. (sygn. III CKN 1096/00), który wskazał trzy pola twórczych wyborów fotografa: kompozycja, moment wykonania, faza obróbki.
W tych sferach należy poszukiwać ewentualnej twórczości albo jej braku.
My Polacy, choć nie gęsi i swój język mamy, jesteśmy tutaj spójni z orzecznictwem europejskim. Tak samo rozumuje TSUE w wyroku C-145/10 w sprawie Painer, wskazując na trzy fazy twórczych wyborów fotografa:
- faza przygotowawcza: inscenizacja, poza osoby fotografowanej, oświetlenie,
- wykonanie zdjęcia: kadrowanie, kąt ujęcia, atmosfera,
- faza obróbki: technika wywoływania, oprogramowanie do retuszu.
Zapamiętaj
Nie każde zdjęcie jest utworem.
Próg twórczości jest realny, sądy odmawiają ochrony.
Test pomocniczy: gdyby inny fotograf stanął w tym samym miejscu, czy zrobiłby zdjęcie istotnie różne?
Trzy pola twórczych wyborów fotografa: kompozycja, timing, obróbka.
Pół ludzkości ze smartfonem w kieszeni to argument cywilizacyjny dla zawężającej wykładni progu twórczości.
Wyjątek 2: domena publiczna – po wygaśnięciu praw
Nie musisz mieć zgody na korzystanie ze zdjęcia, do których autorskie prawa majątkowe wygasły.
Art. 36 pkt 1 prawa autorskiego
Z zastrzeżeniem wyjątków przewidzianych w ustawie, autorskie prawa majątkowe gasną z upływem lat siedemdziesięciu od śmierci twórcy, a do utworów współautorskich – od śmierci współtwórcy, który przeżył pozostałych.
Zasada jest prosta: 70 lat po śmierci autora utwór trafia do tzw. domeny publicznej – każdy może go używać, bez zgody i bez wynagrodzenia. Ale UWAGA: z poszanowaniem autorskich praw osobistych zmarłego twórcy, które to prawa mogą być po śmierci twórcy wykonywane przez określone podmioty.
Art. 78 ust. 2 – 4 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych
2. Jeżeli twórca nie wyraził innej woli, po jego śmierci z powództwem o ochronę autorskich praw osobistych zmarłego może wystąpić małżonek, a w jego braku kolejno: zstępni, rodzice, rodzeństwo, zstępni rodzeństwa.
3. Jeżeli twórca nie wyraził innej woli, osoby wymienione w ust. 2 są uprawnione w tej samej kolejności do wykonywania autorskich praw osobistych zmarłego twórcy.
4. Jeżeli twórca nie wyraził innej woli, z powództwem, o którym mowa w ust. 2, może również wystąpić stowarzyszenie twórców właściwe ze względu na rodzaj twórczości lub organizacja zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi, która zarządzała prawami autorskimi zmarłego twórcy.
Jeśli masz w tym momencie mindfuck, to wcale się nie dziwię. Temat ochrony autorskich praw osobistych po śmierci twórcy jest nieoczywisty i zasługuje na oddzielny artykuł. Ale żeby nie zostawić cię teraz tylko z mglistym wyobrażeniem, konkretny przykład z orzecznictwa ilustrujący problem.
Naruszenie praw osobistych po śmierci twórcy
Polska piosenkarka wydała płytę promowaną teledyskiem, w którym wykonywała rozrywkową piosenkę na tle pociętych scen z kultowego polskiego serialu z lat 60., wcielając się w postać jednej z bohaterek.
Producent serialu udzielił jej licencji na fragmenty, ale w umowie wyraźnie zastrzegł, że zgoda twórców serialu jest sprawą artystki. Tej zgody nigdy nie uzyskała.
Wdowa po zmarłym scenarzyście pozwała ją o naruszenie praw autorskich.
Sąd Apelacyjny w Warszawie wyrokiem z 27 października 2011 r. (sygn. VI ACa 461/11) zasądził 10 000 zł zadośćuczynienia za naruszenie praw osobistych zmarłego scenarzysty. Sąd Najwyższy w postanowieniu z 14 listopada 2014 r. (sygn. I CNP 10/14) nie znalazł podstaw do podważenia tego wyroku.
Argumentacja SA, w pigułce: kreacja artystyczna pozwanej, w założeniu mająca charakter swobodnej, rozrywkowej piosenki, dezawuuje i ośmiesza film, starając się współgrać na jego tle i z jego postaciami. (…) Wykorzystuje pomysł książki i scenariusza, na kanwie którego film zrealizowano – postacie bohaterów i ich fragmentarycznie zilustrowane losy – w sposób niezgodny z celem i sensem tego wkładu artystycznego.
Wdowa, jako osoba uprawniona z art. 78 ust. 2 prawa autorskiego, mogła skutecznie egzekwować ochronę nawet kilkadziesiąt lat po stworzeniu scenariusza.
Mechanizm jest identyczny w fotografii. Jeśli ktoś po śmierci znanego polskiego fotografa wykorzystałby jego zdjęcie w kontekście, którego autor by się jednoznacznie wstydził (np. skrajna kampania reklamowa, agresywne treści polityczne, treści sprzeczne z duchem dzieła), uprawnieni mogą skutecznie wystąpić o ochronę.
Wprawdzie im więcej czasu minie od śmierci twórcy, tym ryzyko mniejsze, ale warto mieć to z tyłu głowy.

Domena publiczna to nie CC0
Domena publiczna to zbiór utworów, do których wygasły autorskie prawa majątkowe.
Nie myl domeny publicznej z wolnymi licencjami.
Od domeny publicznej, do której trafiają utwory, w zakresie których prawa wygasły, należy odróżnić tzw. wolne licencje, które pozwalają na przekazanie użytkownikom praw do korzystania z utworów na określonych warunkach. W przypadku utworów udostępnianych na podstawie wolnych licencji majątkowe prawa autorskie nadal podlegają 70-letniej ochronie – licencje te nie powodują wygaśnięcia praw autorskich majątkowych, lecz jedynie modyfikują sposób ich wykonywania.
A. Wilińska-Zelek [w:] J. Kępiński (red.), Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Komentarz, Warszawa 2025
Tłumacząc na przykładzie: zdjęcie z Wikimedia Commons na licencji CC0 to NIE to samo, co zdjęcie w domenie publicznej, mimo że dla ciebie skutek jest podobny (możesz używać).
W przypadku CC0 prawa autora nadal istnieją, on tylko zrezygnował z ich wykonywania.
W domenie publicznej praw majątkowych już nie ma w ogóle.
Niby niuans, ale może mieć znaczenie, np. wtedy, gdy okaże się, że zdjęcie w bazie CC0 nie zostało tam dodane przez rzeczywiście uprawnionego i tak naprawdę nie masz żadnej licencji.
Zapamiętaj
Prawa majątkowe gasną, co do zasady, 70 lat po śmierci autora.
Po tym terminie utwór jest w domenie publicznej i każdy może z niego korzystać.
Użytek utworu z domeny publicznej nie może naruszać praw osobistych twórcy.
Wyjątek 3: wolne licencje, w tym Creative Commons
Ten wyjątek ma w sobie pewien paradoks.
Tak naprawdę jest bowiem doprecyzowaniem zasady, a nie wyjątkiem samym w sobie.
Wolna licencja to tak naprawdę zgoda twórcy na korzystanie z jego zdjęcia, tyle że nie udzielana w ramach indywidualnego kontaktu z twórcą, ale globalnie.
Czyli twórca wrzuca zdjęcie do sieci i oznacza je określoną licencją, przyznając tym samym określone uprawnienia wszystkim użytkownikom, którzy do tego zdjęcia dotrą.
W ten sposób został zbudowany m.in. system popularnych licencji Creative Commons. Twórca ma do dyspozycji predefiniowane „bloczki licencyjne”, spośród których wybiera co dla niego najlepsze. Licencje działają według zasady „pewne prawa zastrzeżone” – twórca mówi: „możesz, ale na takich warunkach”.
Wariantów CC jest sporo. Po szczegóły odsyłam do mojego artykułu o licencjach Creative Commons, zwracając jedynie w tym miejscu uwagę na szczególną licencję Creative Commons Zero (CC0), która wyróżnia się na tle innych: jest najbardziej zbliżona do domeny publicznej – twórca przekazuje utwór do wolnego użytku, bez żadnych ograniczeń, również bez konieczności oznaczania go jako twórcy.
Pixabay, Unsplash, Pexels itp. – uwaga, to nie CC
Pixabay, Unsplash, Pexels i inne podobne serwisy są często utożsamiane z Creative Commons, ale…
… to nie jest Creative Commons.
Każdy z tych serwisów ma własną licencję, z własnym zakresem dozwolonego użycia.
Co mają wspólnego: atrybucja niewymagana, użycie komercyjne dozwolone, modyfikacje dozwolone.
Co mają w zakazach (różnie sformułowane, ale w podobnym duchu)? Nie wolno:
- sprzedawać niezmienionego zdjęcia jako takiego,
- używać zdjęcia jako znaku towarowego,
- sugerować poparcia osoby albo marki widocznej na zdjęciu,
- tworzyć konkurencyjnego serwisu przez kompilację obrazów.
W praktyce, dla większości zwykłych zastosowań te serwisy są bezpieczne. Ale jeśli planujesz coś nietypowego – sprzedaż gadżetu z nadrukiem zdjęcia, użycie w logotypie, kampanię reklamową – sprawdź regulamin konkretnego serwisu, bo szczegóły mogą się różnić.
Z bankami zdjęć na wolnych licencjach jest jeden problem: nigdy nie masz pewności czy to faktycznie twórca opublikował tam swoje zdjęcie.
Może zdarzyć się tak, że zrobił to ktoś inny bez wiedzy twórcy, co w praktyce oznacza, że tak naprawdę nie masz żadnej licencji, bo nie możesz jej nabyć od podmiotu nieuprawnionego.
Dlatego przy użytku typowo komercyjnym bezpieczniej jest korzystać z odpłatnych baz, dających dalej idące gwarancje umowne i zabezpieczenie na wypadek roszczeń.
„Własne nadanie” CC
Przy okazji jednej z konsultacji dla moich klientów, spotkałem się z przekonaniem, że licencję CC można wskazać samodzielnie przy korzystaniu z cudzego zdjęcia.
Czyli że wykorzystując dowolne zdjęcie, wystarczy wskazać na CC i po sprawie.
Nie wpadłbym sam na taki koncept, dlatego bezwstydnie kradnę ten pomysł i mówię wprost: to tak nie działa.
Licencji może udzielić tylko twórca (ewentualnie podmiot, który nabył prawa autorskie od twórcy lub który ma zgodę na udzielanie sublicencji). Nikt inny nie ma takiej mocy.
Zapamiętaj
Wolna licencja to tak naprawdę zgoda twórcy, tyle że globalna.
Creative Commons to popularne wolne licencje, ale nie jedyne.
Podstawą CC jest właściwa atrybucja – z wyjątkiem CC0.
Banki zdjęć najczęściej mają swoje własne licencje, nawet jeśli „wolne”.
Licencji może udzielić tylko twórca lub inny podmiot uprawniony.
Wyjątek 4: prawo cytatu – kiedy (nie) zadziała dla zdjęcia
Cytat to najczęściej nadużywana i wypaczana instytucja prawa autorskiego.
Wynika to z tego (moja hipoteza), że intuicyjne rozumienie cytatu nie pokrywa się z regulacją prawną.
Sprawdźmy więc, co widzi prawnik od prawa autorskiego, gdy twórca myśli „cytat”.
Art. 29 prawa autorskiego
Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów oraz rozpowszechnione utwory plastyczne, utwory fotograficzne lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym celami cytatu, takimi jak wyjaśnianie, polemika, analiza krytyczna lub naukowa, nauczanie lub prawami gatunku twórczości.
Domyślasz się już, gdzie leży pies pogrzebany?
Tak, chodzi o te nieszczęsne cele wymienione w przepisie:
- wyjaśnianie,
- polemika,
- analiza krytyczna lub naukowa,
- nauczanie,
- prawa gatunku twórczości.
W praktyce: artykuł naukowy, w którym cytujesz zdjęcie obiektu badania, żeby przeprowadzić jego analizę – wzorcowy przypadek prawa cytatu. Recenzja wystawy, w której zamieszczasz zdjęcie obrazu, o którym piszesz – też. Książka popularnonaukowa, w której odwołujesz się do konkretnego dzieła – ten sam mechanizm.
Co nie spełnia celu cytatu? Zdjęcie jako ozdoba bez związku z tekstem. Generyczny obrazek ludzi w garniturach na blogu o zarządzaniu, gdy tekst nie analizuje tego konkretnego zdjęcia, kompozycji, postaci. Album z ładnymi fotografiami bez warstwy krytycznej.
Ja podczas konsultacji dotyczącej cytatu lubię zawsze zadać też pomocnicze pytanie.
Czy ten „cytat” faktycznie wnosi wartość poznawczą, czy jest tylko ozdobą?
Bo jeśli tylko ozdobą… [komentarz zbędny]
Żeby nie było, że to tylko mój wymysł, poważani komentatorzy (tzw. doktryna) też tak to widzą.
Cytat musi być uzasadniony, a więc powinien służyć określonym celom. Dlatego oceniając jego zasadność, trzeba rozstrzygnąć następującą kwestię: czy utwór spełniałby jednakowo swoje funkcje (np. w zakresie wyjaśniania) zarówno z zapożyczeniami, jak i bez cytatów? Jeśli odpowiedź na tak postawione pytanie jest pozytywna i dzieło mogłoby się bez zaczerpnięć doskonale obyć, nie doznając żadnego uszczerbku, to znaczy, że cytat jest zbędny.
A. Niewęgłowski, Prawo autorskie. Komentarz, wyd. II, Warszawa 2025
W literaturze podnosi się, że „cytat jest uzasadniony, gdy stanowi niemal warunek sine qua non zrealizowania celu” (S. Stanisławska-Kloc, w: Flisak, Komentarz PrAut, 2015, s. 459; podobnie A. Michalak, Dozwolony użytek utworu audiowizualnego; podobnie Niewęgłowski, Komentarz PrAut, 2021, art. 29, Nb 13). Stanowisko to zdaje się potwierdzać orzecznictwo TSUE, zgodnie z którym „korzystanie w celach cytowania nie może wykraczać poza to, co jest konieczne do osiągnięcia celu zamierzonego przez dane cytowanie”
P. Ruchała [w:] J. Kępiński (red.), Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Komentarz, wyd. 1, 2025
Cytat w oparciu o prawa gatunku twórczości
Gdy rozmawiam z twórcami, którzy przed spotkaniem ze mną odbyli lekcję prawa cytatu, np. z AI, to zawsze nie mogę się doczekać aż użyją zaklęcia ostatecznego, który niczym Avada Kedavra usuwa wszelkie problemy.
Cytuję, bo takie jest prawo gatunku twórczości, którą uprawiam.
Jeśli też zauważyłeś taką furtkę, punkt dla ciebie.
Ja mimo wszystko uważam, że choć to interesująca konstrukcja o potencjale na pasjonującą dyskusję, szczególnie w połączeniu z wytrychem „w zakresie uzasadnionym celami cytatu, takimi jak…” [sugestia katalogu otwartego], to praktyce opieranie na niej swoich wyborów biznesowych jest obarczone ryzykiem.
Bo czymże są te prawa gatunku twórczości i kto ma o nich decydować?
Komentatorzy, owszem, zajmują stanowisko, ale w razie sporu, to ty (lub twój pełnomocnik) musicie być gotowi na stworzenie przekonywującej sąd argumentacji.
Jeśli podstawą cytatu miałby być usus, powinien on mieć charakter powszechnie przyjętej normy postępowania. Nie są zwyczajem zasady, które zostały wypracowane przez członków stowarzyszenia zrzeszającego twórców i tylko przez nich stosowane w praktyce. Zwyczaje panujące w danym gatunku to reguły akceptowane i wykorzystywane przez autorów tworzących w danej dziedzinie o zasięgu większym aniżeli tylko przykładowo lokalny. Innymi słowy, cytat może być uzasadniony tym, co określa się mianem ustalonych zwyczajów, czyli takich zasad postępowania, które zostały już trwale ukształtowane w odniesieniu do pewnego gatunku twórczości i są powszechnie znanym oraz aprobowanym sposobem postępowania.
A. Niewęgłowski, Prawo autorskie. Komentarz, wyd. II, Warszawa 2025
Gatunek twórczości rozumieć należy jako styl lub formę komunikacji, wyróżnioną z uwagi na jakieś kryteria stylistyczne czy tematyczne, konstytuowaną przez ustalone konwencje i zwyczaje (por. https://en.wikipedia.org/wiki/Genre, dostęp: 26.6.2025 r.; podobnie B. Błońska, w: Machała, Sarbiński, Komentarz PrAut, 2019, art. 29, Nb 30). Można mówić np. o gatunku literackim, gatunku malarskim czy gatunku filmowym. Omawiany cel można zastosować zasadniczo w każdej dziedzinie twórczości (S. Stanisławska-Kloc, w: Flisak, Komentarz PrAut, 2015, s. 465). Aby uzasadnić cytat omawianym celem, należy ustalić do jakiego gatunku należy dany przejaw twórczości i jakimi prawami rządzi się ten gatunek (S. Stanisławska-Kloc, w: Flisak, Komentarz PrAut, 2015, s. 464). W orzecznictwie wskazuje się, że prawa gatunku twórczości rozumieć należy jako „prawa – zwyczaje, kanony konstytuujące dany typ wypowiedzi twórczej”
P. Ruchała [w:] J. Kępiński (red.), Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Komentarz, wyd. 1, 2025
Ja, przy rodzących się wątpliwościach, lubię posługiwać się testem bliźniego (Wojtek-biblista).
Test bliźniego sprowadza się do odpowiedzi na jedno, proste pytanie…
… Jak ty byś się czuł, gdyby twój utwór został wykorzystany w taki sposób z powołaniem się na cytat?
Jeśli jako twórca poczułbyś dyskomfort, to masz pierwszy sygnał ostrzegawczy.
UWAGA: test może dawać zafałszowany wynik, w zależności od szczerości z samym sobą lub wykonywania go pod z góry założoną tezę. [a mówią, że to tylko LLMy takie wstrętne w manipulacji…]
Wymóg oznaczenia autora i źródła
Nawet jeśli mieścisz się w prawie cytatu, pamiętaj jeszcze o właściwej atrybucji.
Art. 34 prawa autorskiego (zdanie pierwsze)
Można korzystać z utworów w granicach dozwolonego użytku pod warunkiem wymienienia imienia i nazwiska twórcy oraz źródła.
Oznaczenie autora przy cytacie jest obowiązkowe. Kropka.
Owszem, w zdaniu drugim art. 34 przeczytasz, że „podanie twórcy i źródła powinno uwzględniać istniejące możliwości”, ale to nie znaczy, że możesz zrezygnować w ogóle. Albo co gorsza, wymyślać fikcyjne przeszkody uniemożliwiające właściwe oznaczenie.
Pomijasz oznaczenie? Z cytatu robi się naruszenie praw autorskich.
Zapamiętaj
Prawo cytatu pozwala wykorzystać cudze zdjęcie bez zgody i bez wynagrodzenia.
Cele: wyjaśnianie, polemika, analiza krytyczna lub naukowa, nauczanie, prawa gatunku (z ostrożnością).
Atrybucja autora i źródła obowiązkowa.
Przekroczenie granic dopuszczalnego cytatu – naruszenie praw autorskich.
A jak to wszystko ma się do genAI?
Wiesz już, że:
- na korzystanie z cudzego zdjęcia, co do zasady, potrzebna jest zgoda,
- ale są też sytuacje, gdy o taką zgodę nie trzeba pytać.
Ten artykuł nie byłby jednak kompletny, gdybym nie poruszył wątku sztucznej inteligencji.
Ponieważ to jednak temat dużo szerszy niż ramy naszego dzisiejszego spotkania, zrobię to w dużym skrócie i z celowymi uproszczeniami, żeby nie popłynąć w kolejne tysięce znaków, których i tak nie przeczytasz, a które twój asystent AI może przekręcić z uwagi na ograniczenia okna kontekstowego. [zabłysnąłem?]

No więc tak:
- zdjęcie wygenerowane przez AI wg prostego prompta w ogóle nie będzie chronionym utworem, podobnie jak zdjęcie mechanicznie „wyklikane” w smartfonie,
- jeśli w procesie dochodzenia do finalnego rezultatu pojawią się istotne wybory twórcze (AI jako dłuto w rękach rzeźbiarza), potencjalnie można mówić o utworze,
- wynik generacji z AI może naruszać cudze prawa autorskie, tak samo jak zdjęcie zrobione przez człowieka może naruszać cudze prawa autorskie, przy czym „potencjał naruszycielski” AI jest dużo większy.
Jak to się ma do zasad opisanych w tym artykule? Myślę, że widzisz to doskonale bez mojego komentarza.
Ale nie odmówię sobie: nie ma tu żadnej AI rewolucji, za którą prawo by spektakularnie nie nadążało. Są nowe wyzwania, z którymi można sobie radzić przez mądrą wykładnię prawa, które mamy.
Inaczej zawsze będziemy narzekać, że prawo nie nadąża. Ty nadążasz?
Checklista postępowania dla niecierpliwych
Ten artykuł jest potworem, wiem.
Wiedza jest potworem. Coraz bardziej potwornym i coraz trudniej przyswajalnym.
Dorosłe dzieci mają żal. Obiecali nam szybkie i proste odpowiedzi na wszystkie pytania, a im dalej w las, tym więcej drzew. Tyle, że spacery po lesie coraz mniej popularne.
No dobrze, ale żebym nie wyszedł na boomera, zgryźliwca czy jak to tam dzisiejsza młodzież określa stetryczałych dziadków przed czterdziestką, to mam dla ciebie również praktyczną checklistę (LLM lubią to!).

Co zrobić, gdy chcesz wykorzystać nie swoje zdjęcie?
1. Ustal czy to zdjęcie w ogóle jest utworem i korzysta z ochrony prawa autorskiego. Jeśli nie, jazda.
2. Jeśli jest utworem – czy już w domenie publicznej? Jeśli tak, jazda.
3. Jeśli jest utworem i nie w domenie publicznej – czy mieścisz się w prawie cytatu? Jeśli tak, jazda.
4. Jeśli jest utworem, nie w domenie publicznej i nie mieścisz się w prawie cytatu – czy twórca udostępnił je na wolnej licencji? Jeśli tak, jazda.
5. Jeśli jest utworem, nie w domenie publicznej, nie mieścisz się w prawie cytatu, a twórca nie udostępnił go na wolnej licencji – uzyskaj licencję indywidualną, np. kontaktując się z twórcą, jego reprezentantem lub innym podmiotem uprawnionym do licencjonowania.
Protip
Czasem zapytanie twórcy od razu o zgodę jest lepsze, np. przy projekcie niekomercyjnym, gdy szansa na pozyskanie zgody w ten sposób jest całkiem spora.
Czasem wręcz odwrotnie – np. możesz powołać się na cytat, ale dla bezpieczeństwa stwierdzasz, że jednak napiszesz o zgodę. Odpowiedź nigdy nie przychodzi, nie wiesz, co zrobić, projekt wisi.
Różne są sytuacje i różnie można nimi zarządzić. Czasem to wcale nie kwestia prawna, ale psychologiczna, biznesowa, oparta na różnych dziwnych przekonaniach ograniczających.
Czego nie mówi się głośno?
Wracam do obietnicy z początku naszego dzisiejszego spotkania. [bo słowny ze mnie gość, hłe hłe]
Naruszenie praw autorskich to jedno.
Konsekwencje tego naruszenia to drugie.
Wojciech Wawrzak
Nie to, żebym namawiał cię do naruszania praw autorskich (bo karma prędzej czy później wraca), ale jedną ze strategii biznesowych jest działanie z przekroczeniem granic tam, gdzie ryzyko jest niskie.
Weźmy takie dwie sytuacje:
- polski twórca internetowy publikuje na swoim Instagramie (3000 followersów) zdjęcie francuskiego fotografa w ramach tygodniowego inspiracyjnego cyklu tematycznego,
- polska marka odzieżowa wykorzystuje to samo zdjęcie w swojej serii produktów premium.
Rozumiesz, co mam na myśli?
Kiedy francuski fotograf będzie na tyle zdeterminowany, by dochodzić realnych roszczeń finansowych, rozstrzygając uprzednio kwestię sądu i prawa właściwego?
Zostawiam cię z tym przemyśleniem.
Ale dorzucam też od razu drugą cegiełkę: czy to naprawdę byłoby takie niewykonalne, żeby polski twórca internetowy odezwał się do francuskiego fotografa i żeby wspólnie zrobili coś fajniejszego niż każdy jest w stanie samodzielnie?
Czasem największą wartością moich konsultacji, na którą wskazują klienci, jest wyjście poza samo prawo i spojrzenie szerzej. Prawo ma wspierać odwagę i kreatywność, nie na odwrót. [kurtyna]
Co grozi za bezprawne wykorzystanie zdjęcia?
Podejmując decyzję o strategii działania, warto mieć świadomość potencjalnych konsekwencji.
Jeśli wykorzystasz cudze zdjęcie bezprawnie, uprawniony może domagać się od Ciebie m.in:
- zaniechania naruszenia,
- publicznych przeprosin,
- odszkodowania,
- zadośćuczynienia,
- zapłaty na cel społeczny.
Podstawy prawne są oczywiste – art. 78 lub art. 79 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. To tzw. odpowiedzialność cywilna. Ale polski ustawodawca nie byłby sobą, gdyby nie przewidział również karnej.
Art. 116 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych
1. Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w ust. 1 w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
3. Jeżeli sprawca uczynił sobie z popełniania przestępstwa określonego w ust. 1 stałe źródło dochodu albo działalność przestępną, określoną w ust. 1, organizuje lub nią kieruje, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5.
4. Jeżeli sprawca czynu określonego w ust. 1 działa nieumyślnie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
Nie znam wprawdzie żadnego twórcy, który miałby wyrok karny za naruszenie praw autorskich, ale jak to powiedział kiedyś synek swojej mamie, gdy ta namawiała go na wejście do jaskini, argumentując, że nigdy nic się nikomu w niej nie stało – „zawsze musi być ten pierwszy raz, mamo”.
Za to odpowiedzialność cywilna za naruszenie praw autorskich do zdjęcia jest dobrze udokumentowana.
Sprawy sądowe o naruszenie praw autorskich do zdjęcia
Bo to dzieje się naprawdę. Serio. Wybrałem trzy przykłady, choć wyroków jest dużo więcej.
Fotografka noblisty kontra Ministerstwo (SA Warszawa, V ACa 753/19 z 16.09.2020 r.)
Judyta Papp, fotografka portretowa znana z serii zdjęć Czesława Miłosza, zasłynęła w branży z czegoś jeszcze, systematycznego dochodzenia roszczeń od każdego, kto użył jej zdjęć Miłosza bez zgody. Biblioteki, szkoły, instytucje kultury, media, Skarb Państwa.
W sprawie V ACa 753/19 stroną pozwaną było Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Kilka placówek dyplomatycznych RP wykorzystało jej zdjęcia z okazji rocznicy urodzin noblisty. Bez zgody, bez oznaczenia autorstwa, w formie wykadrowanej.
Najpierw były ugody na łącznie blisko 50 000 zł odszkodowania za naruszenie autorskich praw majątkowych. Resort wyjaśnił jednak, że zadośćuczynienie za naruszenie praw osobistych może wynikać tylko z wyroku sądowego, więc fotografka poszła do sądu.
Sąd Okręgowy oddalił powództwo, uznając krzywdę za nieznaczną.
Sąd Apelacyjny w Warszawie zmienił wyrok i zasądził 12 500 zł zadośćuczynienia z art. 78 ust. 1 prawa autorskiego (po 2 500 zł za każdą z pięciu placówek wymienionych w apelacji) plus publiczne przeprosiny przez 30 dni na stronach internetowych MSZ.
Ze sprawy można wyciągnąć dwie lekcje.
Po pierwsze, ugoda majątkowa nie kasuje roszczeń osobistych. Wykadrowanie cudzego zdjęcia bez podpisania autora to dwa naruszenia w jednym – jedno z art. 79 (majątkowe), drugie z art. 78 (osobiste).
Po drugie, sprawa Papp pokazuje, co dzieje się, gdy po drugiej stronie stoi ktoś, kto traktuje dochodzenie
roszczeń jak rzemiosło. Liczenie na to, że „nikt nie zauważy”, bywa pomyłką. Czasami zauważa konkretna osoba i ma na to systematyczny mechanizm. Kancelarię, monitoring, gotowe pisma, wzory wezwań do zapłaty. Wtedy ryzyko, które wydaje ci się abstrakcyjne, staje się bardzo realne.
Fotograf konta saunarium (SA Kraków, I ACa 1289/18 z 06.07.2020 r.)
Fotograf wykonał sesję modelce. Modelka przekazała zdjęcia osobie zarządzającej saunarium, a ta wykorzystała je w
kampanii reklamowej. Bilbordy w mieście, ulotki, strona internetowa. Bez kontaktu z fotografem, bez umowy licencyjnej, bez zapłaty.
Sąd Okręgowy oddalił powództwo. Sąd Apelacyjny w Krakowie zmienił wyrok i zasądził 5 000 zł odszkodowania na podstawie art. 79 ust. 1 pkt 3 lit. b prawa autorskiego.
Lekcja: jeśli ktoś przekazał ci zdjęcie i zapewnił, że „można go używać”, a ty nie zweryfikowałeś tego u autora, ryzyko spada na ciebie. Modelka ma prawo do wizerunku, ale nie ma praw autorskich. Kto włącza cudze zdjęcie do własnej reklamy, ten odpowiada za jego rozpowszechnianie.
Printscreen z portfolio fotografa (SA Warszawa, I ACa 1159/16 z 26.10.2017 r.)
Fotograf budował portfolio sesji aktowych. Zdjęcia publikował na swoim profilu w serwisie dla modelek, jako prezentację warsztatu, bez intencji komercyjnej. Sesje wykonywał w studiu, z profesjonalną wizażystką, na zasadzie TFP.
Pewien portal internetowy zrobił artykuł plotkarski o cheerleaderkach z Trójmiasta i ich „śmielszych sesjach”. Pięć zdjęć wykorzystano przez printscreen z profilu fotografa i wstawiono do tekstu. Bez zgody, bez podania autora (tylko „screen z [serwisu źródłowego]”), w sensacyjnej konwencji.
Portal bronił się prawem cytatu z art. 29 prawa autorskiego. Sąd odrzucił obronę: cytat wymaga, żeby utwór wykorzystujący cudze dzieło sam był utworem stanowiącym samoistną całość. Pięć zdjęć plus kilka zdań wstępu i krótkie podpisy pod każdym z nich nie spełniają tego warunku. Faktyczną zawartością materiału były same zdjęcia.
Sąd Okręgowy w Warszawie zasądził 6 600 zł odszkodowania (dwukrotność stawki licencyjnej oszacowanej przez biegłego na 3 300zł), 2 500 zł zadośćuczynienia oraz przeprosiny przez 14 dni. Sąd Apelacyjny w Warszawie utrzymał kwoty i skrócił okres przeprosin do 7 dni.
Nie tylko prawo autorskie – wizerunek, znak towarowy
Na koniec zostawiłem coś jeszcze, dla pełnego obrazu i ku przestrodze przed przedwczesnym „hura”.
Kojarzysz tę triadę?
- Prawo autorskie do zdjęcia.
- Prawo do wizerunku.
- Prawo do znaku towarowego.
Czasem jedno zdjęcie może inkorporować kilka uprawnień przysługujących różnych podmiotom.
I może okazać się, że możesz korzystać ze zdjęcia na gruncie prawa autorskiego, ale pozostaje jeszcze zgoda na rozpowszechnianie wizerunku od modela lub na korzystanie ze znaku towarowego od marki.
Ale to już temat na zupełnie inną opowieść…
Prawo własności intelektualnej obowiązuje również w internecie
Dzień dobry! Nazywam się Wojciech Wawrzak, jestem radcą prawnym i twórcą tego bloga, który funkcjonuje od 2013 r. Każdemu publikowanemu materiałowi poświęcam czas, serce i uwagę, starając się, żeby był przydatny i pomocny. Blog jest dostępny publicznie i nieodpłatnie, ale nie oznacza to, że można z niego korzystać bez ograniczeń. Wszystkie treści są objęte ochroną prawa autorskiego, a ich nieuprawnione wykorzystanie, np. powielanie, kopiowanie, rozpowszechnianie na swojej stronie internetowej, włączanie do własnych produktów, może skutkować odpowiedzialnością cywilną lub karną. W sprawie ewentualnej zgody na korzystanie z materiałów napisz pod adres wojciech.wawrzak@prakreacja.pl.
Podsumowanie: korzystanie z cudzych zdjęć
Zdjęcie może, ale nie musi korzystać z ochrony prawa autorskiego. Dotyczy to zarówno zdjęć wykonanych przez człowieka, jak i wygenerowanych przez AI (choć to drugie niektórzy negują z całą stanowczością).
Zdjęcie może być utworem, do którego wygasły autorskie prawa majątkowe (domena publiczna) i każdy może z niego korzystać z poszanowaniem autorskich praw osobistych zmarłego twórcy.
Zdjęcie do którego autorskie prawa majątkowe jeszcze nie wygasły może być wykorzystywane za zgodą (licencja) lub w ramach dozwolonego użytku (cytat).
Cytat w myśl prawa ma węższe zastosowanie niż może się to intuicyjnie wydawać.
Zgoda (licencja) może być indywidualna lub globalna (np. Creative Commons).
Piekielnie trudne jest streszczenie bogactwa całego tego artykułu. Zachęcam do lektury w całości.
Ratunku, pomocy
Potrzebujesz indywidualnej pomocy prawnej dotyczącej prawa autorskiego?
Wyślij wiadomość na adres wojciech.wawrzak@prakreacja.pl.
Możesz też zadać pytanie Asystentowi IP – odpowie na podstawie autorskiej bazy wiedzy.
Gotowe rozwiązania umowne są dostępne w sklepie.
Zaproszenie na poczęstunek
Jeżeli uważasz ten artykuł za przydatny, zachęcam do regularnego smakowania Pralin PraKreacji.
Średnio raz na tydzień otrzymasz wiadomość z praktyczną wiedzą z obszaru mojej specjalizacji – prawo autorskie, e-commerce, dane osobowe, umowy, regulaminy.
Dodatkowo, na start prześlę ci link do przydatnych materiałów bonusowych.
Najczęściej zadawane pytania
Czy wystarczy oznaczyć autora, żeby legalnie użyć cudzego zdjęcia?
Nie. Atrybucja to jeden warunek dozwolonego użytku, nie samodzielna podstawa.
Oznaczenie autora i źródła jest wymagane przy prawie cytatu (art. 34 prawa autorskiego). Ale żeby się w cytacie zmieścić, musisz najpierw spełnić przesłanki z art. 29. Cytat ma służyć wyjaśnianiu, polemice, analizie krytycznej lub naukowej, nauczaniu albo prawom gatunku twórczości. Sama atrybucja to za mało.
Przy licencjach Creative Commons (z wyjątkiem CC0) atrybucja jest jednym z warunków, ale trzeba też podać samą licencję, link do oryginału, oznaczyć ewentualne zmiany.
„Wziąłem z internetu, ale podpisałem autora” to nadal naruszenie.
Czy zrzut ekranu (printscreen) cudzego zdjęcia to legalna metoda?
Nie. Printscreen to zwielokrotnienie utworu jak każde inne, tyle że szybsze.
Technika kopiowania nie ma znaczenia dla legalności. SA Warszawa w wyroku z 26.10.2017 r. (sygn. I ACa 1159/16) zasądził 6 600 zł odszkodowania plus 2 500 zł zadośćuczynienia od portalu, który wstawił do artykułu printscreeny zdjęć z profilu fotografa. Bez zgody, bez atrybucji.
Zrzut ekranu jako element prawa cytatu jest możliwy, ale tylko jeśli służy analizie, polemice, nauczaniu albo innemu celowi z art. 29 prawa autorskiego. Printscreen zdjęcia wstawiony wyłącznie jako ozdoba nie mieści się w granicach prawa cytatu.
Czy mogę użyć zdjęć produktu od producenta albo innego sprzedawcy w swoim sklepie internetowym?
Bez zgody producenta albo właściciela praw – nie.
Profesjonalne zdjęcie produktu (studyjne, oświetlone, edytowane) to fotografia chroniona prawem autorskim. Skopiowanie ze strony producenta, z Allegro albo z katalogu konkurenta to naruszenie z art. 17 prawa autorskiego. Argument „przecież sprzedaję ten sam produkt” nie jest podstawą prawną.
Praktyczne ścieżki: zgoda producenta (czasem dystrybutorzy dostają pakiet zdjęć), własny fotograf, licencja w banku zdjęć.
Wyjątek: część sądów (SA Kraków, sygn. I ACa 125/18 z 23.10.2018 r.) odmawia packshotom statusu utworu, bo to czysta rejestracja produktu. Wtedy wolno, ale zalecam rozwagę, bo granica utwór / nie-utwór jest płynna.
Czy zdjęcie z Facebooka albo Instagrama mogę pobrać i wykorzystać u siebie?
Nie, jeśli pobierzesz plik i wrzucisz u siebie. Tak, jeśli używasz natywnej funkcji udostępniania albo embed pod publicznym postem.
Publikacja w mediach społecznościowych nie zmienia statusu prawnego zdjęcia. Twórca zachowuje prawa autorskie, regulamin platformy daje licencję samej platformie, nie tobie ani innym użytkownikom.
Trzy mechanizmy do rozróżnienia. Pobranie pliku i wstawienie u siebie to klasyczna kopia, wymaga zgody. Embed z oficjalnego konta przez funkcję platformy zwykle bezpieczny (TSUE C-466/12 Svensson, C-348/13 BestWater). Repost z natywną funkcją serwisu jest zgodny z regulaminem, ale uważaj na cele komercyjne i wizerunek osób na zdjęciu.
Zrzut ekranu posta wrzucony jako oddzielne zdjęcie to kopia, nie embed.
Czy modyfikacja cudzego zdjęcia (kadrowanie, filtry, retusz) wystarczy, żeby uniknąć naruszenia?
Nie. Modyfikacja zwykle komplikuje sytuację, nie ratuje.
Modyfikacja cudzego utworu najczęściej prowadzi do powstania utworu zależnego w rozumieniu prawa autorskiego (opracowanie). A na korzystanie z utworu zależnego trzeba mieć zgodę twórcy pierwotnego.
Plus uwaga na prawa osobiste twórcy. Zniekształcenie zdjęcia w sposób godzący w jego dobre imię to naruszenie art. 16 prawa autorskiego, którego nie wyłącza żadna licencja ani zgoda.
Modyfikacja może pomóc tylko w wąskim kontekście inspiracji. Jeśli przekształcisz zdjęcie tak głęboko, że powstanie zupełnie nowy utwór z własną indywidualnością twórczą. Tutaj jednak jest mnóstwo niuansów i trudno prognozować rozstrzygnięcie sądu w razie ewentualnego sporu.
Komu należą prawa autorskie do zdjęć, jeśli zapłaciłem fotografowi?
Domyślnie – fotografowi.
Sama zapłata nie przenosi praw autorskich. Zapłaciłeś za usługę, nie za prawa.
Co masz domyślnie? Dorozumianą licencję niewyłączną w zakresie celu, dla którego zdjęcia zostały wykonane: oglądanie w gronie rodziny, druk odbitek, nośnik dla siebie.
Czego nie masz? Prawa do publikacji w internecie, sprzedaży zdjęć, użycia w reklamie, modyfikacji, opublikowania w czasopiśmie. Każde z tych pól eksploatacji wymaga osobnego zapisu w umowie z fotografem (art. 41 ust. 2 prawa autorskiego).
Praktycznie: zanim podpiszesz umowę, ustal wprost, na jakich polach eksploatacji fotograf udziela ci licencji albo czy przenosi prawa.
Czy zdjęcie kupione na Shutterstocku mogę później wykorzystać na okładce książki albo gadżecie?
Niekoniecznie. Zależy od typu licencji.
Licencje stockowe dzielą się na standardowe, rozszerzone i redakcyjne, każda z innym zakresem. Standardowa licencja Shutterstock obejmuje większość zwykłych zastosowań: blog, broszura, materiały marketingowe online, prezentacja, e-book. Zwykle z limitem nakładu (typowo 500 tysięcy odbitek dla materiałów drukowanych).
Rozszerzona licencja jest potrzebna, gdy zdjęcie jest głównym elementem produktu na sprzedaż (gadżet z nadrukiem, kubek, plakat sprzedawany jako produkt), gdy przekraczasz limit nakładu albo używasz w sprzedawanym produkcie cyfrowym.
Okładka książki zwykle mieści się w standardowej, do limitu nakładu. Powyżej – rozszerzona.
Protip: przy zakupie zdjęcia w banku zdjęć utrwal warunki nabytej licencji. Licencje się zmieniają.
Czy mogę osadzić (embed) cudze zdjęcie z Instagrama albo TikToka w swoim artykule?
Najczęściej tak, jeśli używasz oficjalnej funkcji embed pod publicznym postem oficjalnego konta.
TSUE w sprawach C-466/12 Svensson z 13.02.2014 r. i C-348/13 BestWater z 21.10.2014 r. orzekł, że embed treści udostępnionej legalnie nie wymaga osobnej zgody.
Trzy zastrzeżenia. TSUE C-160/15 GS Media z 8.09.2016 r.: jeśli treść została wrzucona do internetu bezprawnie, a ty wiedziałeś albo powinieneś był wiedzieć, embed staje się naruszeniem. TSUE C-392/19 VG Bild-Kunst z 9.03.2021 r.: jeśli autor zastosował zabezpieczenia techniczne przeciw osadzaniu i ty je obejdziesz – też naruszenie. Plus zrzut ekranu posta wrzucony jako oddzielne zdjęcie to kopia, nie embed.
Pinterest jest specyficzny: „pin” to fizyczna kopia zdjęcia na serwerze Pinterest, bliżej re-uploadu niż framingu (TSUE C-161/17 Renckhoff z 7.08.2018 r.).
Co grozi za wykorzystanie cudzego zdjęcia bez zgody – jakie konkretnie kary?
Odpowiadasz cywilnie lub karnie.
Cywilnie (art. 79 prawa autorskiego): twórca może żądać zaniechania naruszenia, usunięcia skutków, dwukrotności stosownego wynagrodzenia oraz wydania uzyskanych korzyści. Trzykrotności już nie ma od 1.07.2015 r. (TK SK 32/14, P 14/19 utrzymał dwukrotność jako zgodną z Konstytucją).
Plus art. 78 prawa autorskiego: zaniechanie, publiczne oświadczenie (de facto przeprosiny), zadośćuczynienie pieniężne za doznaną krzywdę albo wpłata na cel społeczny, jeśli naruszenie było zawinione.
Karnie (art. 116 prawa autorskiego): grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do 2 lat. W celu osiągnięcia korzyści majątkowej – do 3 lat. Stałe źródło dochodu z naruszeń – do 5 lat.
Plus haczyk czasowy: roszczenie pieniężne z art. 79 ma charakter deliktowy (SN, sygn. I CSK 633/10 z 11.08.2011 r.), więc obowiązuje 3-letni termin przedawnienia z art. 442¹ KC.
Komu przysługują prawa autorskie do zdjęcia wygenerowanego przez sztuczną inteligencję?
Najczęściej nikomu.
W polskim prawie utwór wymaga twórczości człowieka (art. 1 prawa autorskiego). Zdjęcie wygenerowane z prostego promptu nie spełnia kryterium „działalności twórczej o indywidualnym charakterze”, nie jest utworem i nie korzysta z ochrony.
Wyjątek: jeśli w procesie pojawiły się istotne wybory twórcze człowieka (AI jako dłuto w rękach rzeźbiarza), potencjalnie można mówić o utworze. Linia jest płynna i orzecznictwo dopiero ją wyrysowuje.
Dwa zastrzeżenia praktyczne. Regulamin narzędzia (Midjourney, ChatGPT, Adobe Firefly) ma własne klauzule licencyjne, sprawdź każdorazowo. Plus zdjęcie z AI może naruszać cudze prawa, jeśli model został wytrenowany na materiałach chronionych. Ryzyko obciąża ciebie, nie producenta narzędzia.