Algorytm zważy wiarę, światopogląd, przekonania…

 Twoje. Co wypluje?
Zobacz tę wiadomość w przeglądarce 

Cześć, oglądasz czasem treści polityczne w internecie?

A religijne, światopoglądowe?

Pytam, bo robiąc dla klienta audyt komunikacji marketingowej, dotarłem do personalizacji przekazu na podstawie zachowania użytkownika. I zatrzymałem się na dłużej.

Co personalizacja ma wspólnego z polityką i religią? 

Już tłumaczę.

Wyobraź sobie…

serwis rekomendujący treści w stylu „to Cię może zainteresować”.

Streaming, platforma medialna, agregator artykułów, obojętne. Wrzuca newsy, podcasty, publicystykę. A więc też treści, które dotykają polityki, wiary, światopoglądu. 

Taki system rekomendacji mierzy się z kilkoma wyzwaniami naraz: 

– podstawą prawną przetwarzania danych, 

– zgodą na marketing bezpośredni, 

– profilowaniem i decyzjami zautomatyzowanymi. 

Dziś biorę na warsztat tylko to pierwsze. Jeśli poczujesz niedosyt, daj znać, a rozwinę całość na blogu.

Podstawa prawna – niby łatwo, ale jednak?

System rekomendacji najprościej oprzeć o prawnie uzasadniony interes administratora, art. 6 ust. 1 lit. f RODO. 

Wygodna, elastyczna podstawa. Działa po dobrym teście równowagi.

Problem w tym, że dane o poglądach politycznych, wierze czy światopoglądzie to dane wrażliwe, a te rządzą się osobnymi zasadami.

Zabrania się przetwarzania danych osobowych ujawniających pochodzenie rasowe lub etniczne, poglądy polityczne, przekonania religijne lub światopoglądowe […].

Art. 9 ust. 1 RODO

Od tego zakazu jest zamknięta lista wyjątków. 

I tu niespodzianka: uzasadnionego interesu na niej nie znajdziesz. 

Żeby legalnie przetwarzać takie dane, potrzebujesz zwykle wyraźnej zgody. Wygodna furtka z art. 6 ust. 1 lit. f jest zamknięta. 

Nieoczywiste pytanie

Czy to, że użytkownik obejrzał określoną treść, to już dane ujawniające jego poglądy?

To zależy, a diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach.

To, że serwis wie o jednym obejrzanym materiale o chrześcijańskim wychowaniu dzieci, samo w sobie niczego jeszcze nie przesądza.

Ale kiedy serwis zbiera dziesiątki takich sygnałów i na ich podstawie przypisuje użytkownika do worka „wierzący-niepraktykujący”, żeby lepiej celować rekomendacjami, właśnie wszedł w przetwarzanie danych o przekonaniach religijnych. 

Nie musi tego robić świadomie. 

Wystarczy, że algorytm składa profil ujawniający dane wrażliwe, nawet jeśli nikt tego wprost tak nie zaprojektował (o naiwności ludzka!). 

Co z tego wynika dla Ciebie?

Masz serwis, aplikację, usługę z jakąkolwiek personalizacją? 

Zatrzymaj się na chwilę przy jednym pytaniu: czy któraś funkcja nie zbiera przypadkiem sygnałów, które składają się w profil światopoglądowy, religijny albo polityczny Twoich użytkowników. 

Jeśli tak, uzasadniony interes Cię nie uratuje. Prawdopodobnie trzeba będzie pomyśleć o zgodzie. Niezależnie od tego, na pewno polityka prywatności musi również temat uwzględniać.

Zainteresował Cię ten wątek? 

Odpisz, to będzie dla mnie sygnał, żeby pogłębić temat na blogu.

Do następnego!
Wojciech Wawrzak

P.S. Co powiesz na eksperyment? Napisz do Spotify albo YouTube z żądaniem informacji, jakie Twoje dane przetwarzają na potrzeby rekomendacji. 

Wyciągam popcorn.

Potrzebujesz czegoś?

1. Indywidualne wsparcie prawne – napisz maila.

2. Gotowe rozwiązanie od ręki – sklep.

3. Szkolenie / warsztat / webinar – napisz maila.

4. Kawka w Łodzi? Chętnie, napisz maila. 

praKreacja.pl & praKreacja.legal

Blog prawniczy i opieka prawna dla kreatywnych nieprzerwanie od 2013 r.

Pralina wysłana w ramach newslettera.

Nie chcesz więcej takich słodyczy?

Rezygnuję z Pralin (smuteczek)