Towar, usługa, treść cyfrowa, licencja. Co tak naprawdę sprzedajesz?

 Podobno ten newsletter jest do bani. Ale i tak go wysyłam.
Zobacz tę wiadomość w przeglądarce 

Cześć, napisałem dzisiaj newsletter i byłem z siebie zadowolony. Pokazałem go jednak Klaudkowi symulującego CMO i dostałem z liścia prosto w muskaną majowymi promieniami słońca twarz.

Ten tekst mógłby napisać każdy prawnik e-commerce.

Klasyfikacja towar/treść/usługa/licencja to podręcznik. 

Nie ma w nim Wojtka, nie ma „artysty wśród paragrafów”, nie ma jednego konkretnego przypadku z Twojej praktyki. 

Suchy wykład taksonomiczny. 

Pralinki żyją z dialogu i osobistego kąta, a tu czytelnik dostaje encyklopedię.

W obecnej formie to „dobry newsletter prawniczy”, nie „newsletter Wojtka”.

Wjechał mi na ambicję, nie powiem.

Nie będzie jednak Anthropic pluł mi w twarz, ni tekstów mi uwalał, więc wysyłam Ci dokładnie w takiej postaci, jak napisałem sam. 

I mam do Ciebie prośbę. Jako człowiek w pętli powiedz mi, co myślisz o tym newsletterze. Tylko Ty, nie Twój asystent AI. 

Oryginalny newsletter Wojtka skrytykowany przez Claude

Dzisiaj pytanie, na które odpowiedź wydaje się oczywista, ale nie zawsze taka jest.

Czy wiesz co sprzedajesz / kupujesz w internecie?

Opcji jest kilka.

  • Towar.
  • Treść cyfrowa.
  • Usługa cyfrowa.
  • Usługa „tradycyjna”.
  • Prawo.

Zacznę od prawa, bo tutaj jest najciekawiej.

Co to znaczy sprzedać / kupić prawo?

Będzie najprościej, gdy wytłumaczę to na przykładzie.

Platforma internetowa sprzedaje zdjęcia do wykorzystywania w różnych projektach. Typowy stock. Płacisz, pobierasz, tyle.

Niby kupujesz treść cyfrową (plik), ale tak naprawdę esencją transakcji jest licencja, a nie plik sam w sobie. Płacisz, żeby móc to zdjęcie rozpowszechniać na swojej stronie internetowej, w social media itp.

Kupujesz więc prawo do korzystania ze zdjęcia.

Kiedy zakup treści cyfrowej to za mało?

Kupujesz e-booka. Płacisz, pobierasz, tyle. To samo co ze zdjęciem.

Ale jest różnica.

Nie możesz e-booka tak po prostu wrzucić na swoją stronę internetową, skopiować treści itp.

Bo w tym przypadku kupujesz „czystą” treść cyfrową, a nie licencję.

Pomieszanie z poplątaniem

Wesoło jest wtedy, gdy jedna transakcja łączy w sobie kilka świadczeń.

Np. kupujesz kurs on-line dostarczany w postaci zestawu określonych materiałów, ale jednocześnie sprzedawca zapewnia dostęp do grupy wsparcia i organizuje raz na jakiś czas dodatkowe spotkania live.

Do tego masz możliwość zadawania pytań, komentowania pod lekcjami kursu i tablicę liderów konwersacji. 

Plus w jednym z pakietów dostajesz drukowaną książkę z dedykacją.

Jedna transakcja, wiele świadczeń, hybryda zwana hydrą.

Czy to w ogóle ma jakieś znaczenie?

Tak. Więcej niż w jednej sferze. 

Podatki. Np. rozróżnienie sprzedaży pliku od sprzedaży licencji może mieć znaczenie dla stawki podatku od towarów i usług.

Odpowiedzialność sprzedawcy. Konsument, który kupuje usługę tradycyjną (np. konsultację) ma inne uprawnienia niż ten, który kupuje usługę cyfrową (np. dostęp do aplikacji mobilnej).

Możliwość zwrotu. Np. jednym z warunków wyłączenia prawa odstąpienia od umowy zawartej na odległość w przypadku usługi jest wykonanie jej w całości przez sprzedawcę, który to warunek nie występuje w przypadku innych świadczeń.

Konstrukcja regulaminu. Inaczej opisuje się w dokumentach „czystą” sprzedaż towarów, inaczej „czystą” sprzedaż treści cyfrowych, a jeszcze inaczej różnego rodzaju hybrydy (a tych jest coraz więcej).

A gdyby chcieć skomplikować…

Np. treść cyfrowa może być sprzedawana w modelu jednorazowego dostarczenia albo dostarczania ciągłego przez określony czas.

Np. towar może być „zwykłym” towarem, ale również towarem z elementami cyfrowymi.

Ale tutaj dzisiaj postawmy kropkę.

Daj znać, jeśli któryś z zasygnalizowanych wątków potrzeba rozwinąć.

Do następnego!
Wojciech Wawrzak

P.S. Ciekawe czy AI wykorzystywana przez Olgę Tokarczuk też ją tak bezlitośnie opierdziela jak Claude mnie… Nie mogłem odmówić sobie komentarza i w tej sprawie:

praKreacja.pl & praKreacja.legal

Blog prawniczy i opieka prawna dla kreatywnych nieprzerwanie od 2013 r.

Pralina wysłana w ramach newslettera.

Nie chcesz więcej takich słodyczy?

Rezygnuję z Pralin (smuteczek)