Nawigacja

8 na 10 umów, które dostaję do weryfikacji są błędne. Powód? Ludzie tworzą je sami na podstawie gotowych wzorów dostępnych w Internecie. Są rozczarowani, gdy okazuje się, że ich czas poszedł na marne.

Pisanie umowy jest jak naprawianie samochodu

Wyobraź sobie, że zepsuł się Twój samochód. Co robisz? Oddajesz go do mechanika. Dlaczego? Bo on się na tym zna, a Ty nie. A nawet jeśli Ty coś na ten temat wiesz, to mechanik na pewno wie lepiej i więcej.

Mógłbyś oczywiście wpisać w Google “jak naprawić samochód”, ale intuicyjnie wyczuwasz, że to nie jest najlepszy pomysł. Sami zresztą autorzy popularnej strony “wszystko o naprawianiu samochodu”, ostrzegają, że zabawa w mechanika może drogo kosztować.

Wiesz co chcę przez to powiedzieć, prawda? Wiesz doskonale. Ale jeszcze próbujesz bronić się przed tą wiedzą, posądzając mnie o ukrytą reklamę moich usług. Pomogę Ci:

  • tak, zarabiam na pisaniu umów,
  • tak, mogę napisać umowę dla Ciebie,
  • tak, to najlepsze rozwiązanie.

Nie stosuję ukrytej reklamy. Nie piszę tych słów po to, by wyciągnąć od Ciebie pieniądze. Możesz pójść do któregokolwiek prawnika. Tylko proszę, zrób to. Nie spisuj umowy na własną rękę, tak samo jak nie naprawiaj samodzielnie samochodu.

No dobra, żartowałem – żaden którykolwiek prawnik. Hajs musi się zgadzać, więc w sprawie umowy pisz tylko i wyłącznie do mnie: wojciech.wawrzak@prakreacja.pl.

Korzystając z wzorów, tracisz nie tylko swój czas…

Samodzielna naprawa samochodu i tak prędzej, czy później skończy się wizytą u mechanika. Wiem, bo sam to przerabiałem. Barowałem się z drobną usterką dobrych kilka godzin, a potem pojechałem na warsztat.

Poświęciłem swój czas tylko po to, by ostatecznie skorzystać z pomocy profesjonalisty. Po wszystkim, stuknąłem się w głowę i postanowiłem, że nigdy więcej.

Pisząc samodzielnie umowę wg wzoru i tak prędzej, czy później skończysz u prawnika. Chwała Ci, gdy wyślesz ją mnie do sprawdzenia. Przewiduję jednak, że napiszesz dopiero wtedy, gdy druga strona zrobi Ci jakieś kuku. A wtedy stracisz nie tylko czas, ale również pieniądze. Bo jeśli nawet wygrasz w sądzie, to będziesz musiał opłacić mnie. Dobra, żartowałem. Nie kopię leżącego.

Wzory umów grzeszą standardowością

To nie jest tak, że wzoru umów są złe. Wręcz przeciwnie – one są często bardzo dobrze napisane. Ale to wciąż są tylko wzory. Standardy. A przecież Twoja sprawa nie zawsze jest standardowa. Twoja sprawa wymaga indywidualnego pochylenia się nad nad nią. Moja podstawowa zasada brzmi – wychodź ponad standardy. Tobie też ją polecam.

Gotowe wzory umów nie odpowiadają Twoim potrzebom. I Ty to wiesz, tylko mówisz sobie, że to przecież bez znaczenia. Co tam umowa, niech będzie byle jaka. To błąd, bo tylko umowa napisana specjalnie pod dany stan faktyczny zapewnia Tobie bezpieczeństwo i poczucie komfortu.

Proszę Cię, nie podpisuj umów, które nie odpowiadają rzeczywistym warunkom współpracy. Nie strzelaj sobie sam w kolano (stopę?). Twoja umowa to Twoje zabezpieczenie. Nie chcesz chyba zaliczyć wpadki?

Wzór umowy wcale nie jest darmowy

Pisanie umowy wg gotowego wzoru wcale nie jest darmowe. Czas to pieniądz, czyż nie? Pomyśl, ile wartościowych rzeczy mógłbyś zrobić w czasie, gdy wypełniasz gotowca  swoimi danymi, uzupełniasz go o kolejne klauzule na zasadzie “kopiuj-wklej” i głowisz się, czy nie popełniłeś gdzieś kosztownego błędu.

Szanujesz i cenisz swój czas? To przestań korzystać z gotowców. Wiem, że mógłbyś wykorzystać ten czas o wiele lepiej! Pamiętasz o samochodzie? Prawnik to też mechanik, tyle że majstruje innymi narzędziami.

Uwaga, reklamuję się! Jeśli potrzebujesz pomocy w przygotowaniu, bądź weryfikacji umowy, napisz do mnie na wojciech.wawrzak@prakreacja.pl.

Post scriptum

Ten wpis powstał w wyniku rozmowy z czytelnikiem mojego bloga, panem Patrykiem (pozdrawiam gorąco!).  Pan Patryk zaproponował mi, byśmy wspólnie przygotowali wzór umowy licencyjnej.

Odpowiedziałem mu, że nie chcę na moim blogu publikować wzorów umów. Bo nie mogę pozwolić sobie na ryzyko budowania czarnego PR. Przygotuję wzór ze starannością, ktoś z niego skorzysta nie tak jak trzeba, a potem będzie opowiadał w sieci, że przeze mnie mu się nie powiodło.

Pan Patryk został moim klientem. Niech to będzie puentą tego tekstu.

Podobało Ci się to, co przeczytałeś? Podaj dalej ten artykuł w mediach społecznościowych. Dzięki poniższym przyciskom zajmie Ci to dosłownie chwilę.

Tutaj dowiesz się jeszcze więcej o umowach:

>> Zdjęcie w nagłówku autorstwa Sculpt opublikowane na licencji CC BY 4.0.

Ze stałymi czytelnikami spotykam się w newsletterze. Dołącz i przekonaj się, że warto być blisko. A jeśli chcesz być jeszcze bliżej, obserwuj mój profil na Facebooku.

 

 

 

 

 

Blog wykorzystuje pliki cookies w celu prawidłowego jego działania, korzystania z narzędzi analitycznych (Google Analytics), marketingowych (Facebook Custom Audiences), wtyczek społecznościowych (Facebook, LinkedIN, Twitter), systemu komentarzy (Disqus), odtwarzacza wideo (YouTube) oraz odtwarzacza podcastów (SoundCloud). Szczegóły znajdziesz w polityce prywatności. Jeżeli wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies, kliknij w przycisk "Rozumiem i akceptuję". Jeżeli chcesz edytować ustawienia plików cookies, kliknij w przycisk "Ustawienia".
Ustawienia Rozumiem i akceptuję